Reklama

Biografia jako argument

Biografia jako argument

20.01.2020
Czyta się kilka minut
Rola byłych więźniów niemieckich kacetów w świadczeniu o historii jest nieoceniona, by nie powiedzieć – fundamentalna.
Spotkanie Zofii Posmysz (z prawej) z młodzieżą w MDSM w Oświęcimiu. MDSM W OŚWIĘCIMIU
P

Przez ostatnie 30 lat to na ich barkach spoczywała pedagogika pamięci. Zofia Posmysz, August Kowalczyk, Henryk Mandelbaum, Kazimierz Albin, Wilhelm Brasse, Tadeusz Sobolewicz, Marian Turski, Halina Birenbaum, Kazimierz Smoleń, Józef Paczyński, Tadeusz Smreczyński, Tadeusz Szymański i wielu innych podjęli to wyzwanie.

„Jesteś moim bratem”

Akces niektórych z nich do tej działalności wcale nie był początkowo oczywisty. Trauma ciążyła im w postaci KZ-syndromu, objawiającego się w postaci nocnych koszmarów czy nieumiejętności ułożenia relacji międzyludzkich. Wielu, czując nienawiść do oprawców, długo nie mogło się przełamać. Inni milczeli latami, bo musieli znaleźć sposób na poradzenie sobie z „demonem”: swego rodzaju terapię, którą często stawała się twórczość – literatura (w przypadku Zofii Posmysz), sztuki plastyczne („Klisze pamięci” Mariana Kołodzieja) czy teatr (monodram „6804” w wykonaniu Augusta Kowalczyka: zapis jego przeżyć, z którym w ciągu ponad 30 lat odwiedził tysiące szkół).

Byli i tacy, którzy od początku angażowali się w proces upamiętnienia. Kazimierz Smoleń był współtwórcą i długoletnim dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Tadeusz Szymański i Stanisław Hantz zaraz po wojnie przyjechali na teren obozu, by wraz z innymi ratować materialne ślady i zachować je dla następnych pokoleń.


AUSCHWITZ: PYTANIA O PAMIĘĆ

27 stycznia 1945 r. żołnierze Armii Czerwonej zajęli teren niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau, uwalniając ostatnich więźniów. W 75. rocznicę publikujemy dodatek poświęcony pytaniom o kształt pamięci o Holokauście >>>


Na fali rozliczania nazizmu i chęci zadośćuczynienia, z czasem do pracy w obszarze pamięci dołączyli Niemcy. Wielu, jak ci z berlińskiej Akcji Znak Pokuty/ /Służby dla Pokoju, stało się inicjatorami powstania miejsc, które miały pomóc w budowaniu nowych relacji młodzieży polskiej i niemieckiej – i znalazło tu pomocników w osobach byłych więźniów.

W takich okolicznościach w latach 80. rodzi się przyjaźń Tadeusza Szymańskiego z Volkerem von Törne. Z jednej strony Polak ocalony z Auschwitz, z drugiej młody poeta, syn oficera SS, świadomy czynów ojca. Obaj dotknięci historią, która jednak zbliżyła ich – i doprowadziła do powstania Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w najtrudniejszym miejscu, czyli Oświęcimiu.

Architektem Domu był Helmut Morlok, w latach 1941-45 uczeń Szkoły Adolfa Hitlera dla młodych nazistów. A jego współpracownikiem, oddelegowanym przez Stowarzyszenie Architektów Polskich, Alfred Przybylski – więzień Auschwitz, Gross-Rosen i Buchenwaldu. „Jesteś moim bratem” – powiedział kiedyś Alfred do Helmuta. I tak zostało.

Takich przyjaźni było więcej. Znalezienie się w bliskiej relacji z osobą reprezentującą stronę dawnego wroga i poczucie, że w Polsce i Niemczech jest zapotrzebowanie na świadectwa, wyzwoliło w wielu Ocalonych odwagę, by to czynić.

Fenomen spotkania

Wachlarz propozycji edukacyjnych o Auschwitz jest szeroki: seminaria, wystawy, dyskusje, różne warsztaty, pogłębione zwiedzanie Muzeum... A jednak gdy uczestnicy podsumowują takie projekty, niezmiennie podkreślają, że najważniejszym punktem była dla nich możliwość spotkania z byłym więźniem.

Nic nie zastąpi spotkania ze świadkiem historii. Ocaleni zabierają głos jako eksperci – i są też ekspertami własnej biografii. To, że przeżyli, traktują w kategoriach cudu, ale i zobowiązania. Przekazują swoje doświadczenia i jednocześnie starają się uporać z nimi, uporządkować, znaleźć sens. Szczególne są relacje tych, którzy w obozie byli jako dzieci. Wtedy nie uświadamiali sobie w pełni sytuacji. Dopiero potem, rosnąc, mogli znaleźć język i kontekst, by mówić o tym, czego doświadczyli.

Świadek mówi też za innych: opowiada historie tych, którzy nie przeżyli. Postrzega siebie jako ich reprezentanta, czuje się w obowiązku mówienia o nich i w ich imieniu. To jak wypełnianie niepisanego testamentu, którego celem jest zachowanie pamięci – i ostrzeganie przed ideologią, która potrafi zmanipulować człowieka tak, by stał się mordercą.

Podczas spotkań, trwających nawet kilka godzin, świadkowie często „słyszą” ciszę i skupienie młodych odbiorców. Czują presję ich oczekiwań. Młodzież chłonie każde słowo, słucha z ciekawością, niemal z namaszczeniem. To nie wiedza książkowa. Tu przeszłość z impetem wdziera się i staje przedmiotem interakcji, w której uczestniczą obie strony – świadek i słuchający.

Dwustronna wymiana

Na początku jest szok, trudno jest rozmawiać. Usłyszana historia boli i paraliżuje, wywołuje łzy i poczucie bezsilności wobec bestialstwa, którego nie da się cofnąć ani naprawić. Młodzi ludzie zostają obciążeni tym, co usłyszeli.

Powoli odblokowują się emocje. Z każdym pytaniem młodzi zbliżają się do losów wiekowych już ludzi, którzy stoją przed nimi. Uświadamiają sobie, że przecież byli oni wtedy tak samo młodzi, pełni nadziei, z planami na przyszłość. To nowe doświadczenie, najbliższe możliwe „dotknięcie” tematu Auschwitz. Rekolekcje. Przypomnienie sobie o tym, co naprawdę ważne, i spojrzenie z tej perspektywy na swoje życie. Co to jest normalność? Poranne wstawanie, nauka, praca, spotkania z przyjaciółmi, miłość... Za taką normalność trzeba było wtedy oddawać życie?!

Wzruszenie i podziękowania układają się we współodczuwanie. A to więcej niż współczucie.

Młodzież często zadaje trudne pytanie: Dlaczego pan przeżył, a inni nie? Czy nienawidzi pan Niemców? Jak pani mogła wybaczyć? Czy po tym można wierzyć w Boga? W ludzi? Proszą o pokazanie obozowego numeru. Dotykają medalika wykonanego w Auschwitz, który Zofia Posmysz nosi na szyi do dziś. Halina Birenbaum napisała kiedyś: „Tego się nigdy nie opowie do końca”. Słuchacze mogliby pewnie odpowiedzieć: „Tego nie da się zapomnieć”. Może nie zmienili tym spotkaniem świata, ale zmienili siebie.

A co z tych spotkań otrzymują Ocaleni? „Nie czuję, że moje życie jest jałowe i puste. Przekonuję się, że mam jeszcze do zrobienia coś pożytecznego” – mówi Zofia Posmysz. Takie spotkania nadają sens ich cierpieniu, wynikającemu z utraconej młodości. Czują się potrzebni. Mają poczucie misji i dlatego się nie oszczędzają. Mimo wieku i dolegliwości zdrowotnych rzadko odmawiają spotkań. A młodzi słuchacze, przez swoją empatię, zwracają im jakby tę część człowieczeństwa, którą odebrali im kiedyś naziści.

„Już od dawna przyjeżdżam do Oświęcimia nie jak do Auschwitz, lecz jak do swojego drugiego domu, ponieważ wiem, że są tu ludzie, których kocham i którzy, mam nadzieję, mnie lubią. Auschwitz zabrał mi młodość i zmienił moje życie, jednak Oświęcim w ostatnich latach nadał temu życiu nowy sens, może ważniejszy niż to, co straciłam przez Auschwitz” – mówi Zofia Posmysz.

Świadkowie po świadkach

Dziś świadkowie odchodzą. Właściwie niemal już odeszli. Wśród tych, którym stan zdrowia pozwala jeszcze na spotkania, są Zofia Posmysz, Marian Turski, Wacław Długoborski, Hanna Ulatowska, Lidia Maksymowicz, Walentyna Nikodem, Anna Szałaśny, Zdzisława Włodarczyk... Tym samym pojawia się nowe zagrożenie: wkrótce brak świadków i dystans czasowy sprawią, że łatwiej będzie relatywizować, manipulować historią.

W historycznych instytucjach edukacyjnych już od lat tworzone są centra dokumentacji, zawierające spisane, a zwłaszcza sfilmowane świadectwa. Takie centrum posiada też MDSM i dzięki temu w pracy pedagogicznej opiera się na własnych materiałach. Film dokumentuje nie tylko prawdę historyczną – pokazując spotkanie Ocalonego z młodzieżą, przekazuje też dynamikę uczuć, które temu towarzyszą. A emocje, z punktu widzenia edukacji, są najsilniejszym nośnikiem treści.

Wśród edukatorów pojawiają się też „świadkowie po świadkach”: ci, którym udało się nawiązać długą i głęboką relację ze świadkami. Po ich śmierci osoby te próbują „wypełniać testament” – czy to w postaci książki, czy spotkań. Niosąc ze sobą indywidualność swego bohatera, starają się przekazać część emocji, które towarzyszyły tej relacji.

Przykładem zapoczątkowana w MDSM przyjaźń między 18-letnią wtedy uczennicą z Niemiec Katariną Bader i 80-letnim Jurkiem Hronowskim. Rozmowa podczas warsztatów zmieniła życie obojga. Samotny Jurek chciał komuś zostawić swą opowieść. Przez pierwszych 20 lat po wojnie milczał, przez kolejnych 40 lat – opowiadał nieprzerwanie. Tak powstała osobista książka Katariny, zapis przyjaźni pt. „Życie po ocaleniu. Testament Jurka”.

Co dalej?

Głównym argumentem w pedagogice pamięci pozostaje biografia. W MDSM udało się stworzyć cykl warsztatów pt. „­Argument – Biografia. Wartości humanistyczne w świecie odczłowieczonym”, poświęconych kilku Ocalonym. Przywołam tu wspólny projekt (jeden z wielu), realizowany wraz z Fundacją Konrada Adenauera w Polsce. W ramach jubileuszu 25-lecia MDSM Zofia Posmysz podarowała Domowi swoje opowiadanie „Chrystus oświęcimski”, które stało się podstawą warsztatów. Na ich potrzeby nagrano dwa filmy, w których autorka czyta swój utwór po polsku i niemiecku. Uczestnicy dostają teczkę zawierającą ilustrowaną biografię Zofii Posmysz i Tadeusza Paolone-Lisowskiego, także więźnia (przekazywanie pamięci o nim pisarka uważa za swe zobowiązanie), i tekst opowiadania.

W czasie zajęć uczestnicy nie mają do czynienia z wykładem. Widzą świadka. Podczas pracy w grupach uświadamiają sobie znaczenie wartości: wiary, nadziei, miłości i wolności – wtedy w obozie i także dziś, we własnym życiu.

Niektórzy twierdzą, że przyszłość pedagogiki pamięci będzie należeć do techniki multimedialnej. Czy czekają nas hologramy więźniów, którym będzie można zadać pytania? Czy zamiast odwiedzenia miejsca pamięci będziemy przenosić się w wirtualną rzeczywistość obozu? Cokolwiek to będzie, należy się wystrzegać banalizacji. ©

MAŁGORZATA GWÓŹDŹ jest teatrolożką i nauczycielką języka polskiego, od lat współpracuje z MDSM w Oświęcimiu. Autorka scenariusza warsztatów „Argument – Biografia”.

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]