Bilard: królewska gra dla mas

Oto dyscyplina godna igrzysk. Szkoda, że nie było jej w Paryżu, tym bardziej że tam ma swe źródła. Poznajcie szlachetny karambol.
Czyta się kilka minut
Bilardowe scenki humorystyczne, w tym karambolowe, były częstym tematem pocztówek. // Pocztówka z kolekcji Łukasza Dziatkiewicza
Bilardowe scenki humorystyczne, w tym karambolowe, były częstym tematem pocztówek. // Pocztówka z kolekcji Łukasza Dziatkiewicza

Znany powszechnie bilard wywodzi się z gier uprawianych z użyciem kul i kijów na wolnym powietrzu już w kulturach starożytnych. Ich wadą było uzależnienie od pogody. Aby tego uniknąć, wieki później przeniesiono rozgrywkę do wnętrz. Pojawił się stół, bo nie ma bilarda bez stołu. Rzecz jasna, pozwolić sobie na niego mogli tylko możni. Pierwszy stół bilardowy miał król francuski Ludwik XI (1423-1483). Do zagorzałych bilardzistów należeli też Ludwik XIII i jego syn Król Słońce, czyli Ludwik XIV (wielki ambasador bilardu) oraz Ludwik XVI i jego żona Maria Antonina. Wraz z rosnącą potęgą Francji moda na bilard rozprzestrzeniła się w Europie, a wraz z kolonizacją i dalej. Bilardomania objęła też wszystkie warstwy społeczne. Oczywiście biedniejsi musieli korzystać z gorszego sprzętu i jego odpłatnego użytkowania w miejscach publicznych, często dość podłych.

Bilard rozpowszechniał się w wielu miejscach, więc ewoluował na różne sposoby. Angielski poeta i pisarz Charles Cotton jako pierwszy opublikował w 1674 r. reguły tej gry. „The Compleat Gamester” traktował także o kartach, kościach oraz walkach kogutów!

Zdjęcie XL
Podpis zdjęcia
Rycina Antoine’a Trouvaina przedstawiająca Ludwika XIV grającego w bilard z dworzanami // Fot. Leemage / Corbis / Getty Images

Król jest jeden

Na stołach bilardowych pojawiały się bramki czy słupki w charakterze przeszkód lub celów dla bil. Lecz, najpewniej w wieku XVIII lub na początku kolejnego, we Francji zrezygnowano z nich i z otworów w stołach. A liczbę bil ograniczono do trzech. W ten sposób narodził się najszlachetniejszy w swej prostocie bilard – bilard karambolowy, zwany także „francuskim”. W pracy „The Billiard World” Dudleya Kavanagha w 1869 r. czytamy: „Tu i w Hiszpanii stoły bilardowe mają cztery kieszenie, w Anglii sześć, a we Francji i pozostałej części Europy kontynentalnej żadnej”.

W tym bilardzie – stąd nazwa – chodzi o robienie karamboli, zderzanie bil. Wystarczy minimalny kontakt, muśnięcie. W wersji najprostszej należy bilą, w którą trafiamy kijem, dotknąć dwóch pozostałych. Jeśli się uda, zdobywamy punkt i gramy dalej. Niepowodzenie oznacza przekazanie gry przeciwnikowi. Nie jest to wcale łatwe, a już robienie kolejnych karamboli z rzędu wręcz trudne. Jednak nie dla zawodowców, oni są w stanie zaliczyć setki, a nawet więcej: Amerykanin George Spears w 1890 r. zrobił „od kija”, (tzn. bez błędu) 5041. Późniejsze rekordy przekraczały 10 tys., a nierzadko mistrzowie przerywali popis na skutek zbytniego zmęczenia. Dlatego zasady bardziej zaawansowanych odmian tego bilardu mają za zadanie utrudniać robienie karamboli (patrz ramka). Najważniejsze zawody organizowane są zazwyczaj w najtrudniejszej wersji, w tzw. trzy bandy. W tej wersji, przed zaliczeniem karambolu, musimy jeszcze bilą zagrywaną dotknąć trzy razy bandy. Może być to ta sama, wielokrotnie – tak, to jest możliwe.

Pierwsze mistrzostwa świata w trzy bandy odbyły się w 1928 r. we francuskim Reims. Wygrał je Egipcjanin Edmond Soussa, który jedenaście razy zdobył tytuł MŚ w różne odmiany karambolu. Egipt jest nadal potęgą karambolową. Z niego pochodzi Farouk El Barki, prezes ogólnoświatowej organizacji nim zawiadującej – Union Mondiale de Billard. Z bliższych geograficznie nam krajów islamskich liczy się jeszcze Turcja. W Europie Zachodniej karambol uprawia się prawie wszędzie poza Wyspami Brytyjskimi. Do potęg karambolowych należą Meksyk i Kolumbia. No i Azja, zwłaszcza Wietnam i Korea Południowa oraz Filipiny i Indonezja. W Chinach dominowały dotąd bilardy z otworami, ale jak mi powiedział El Barki, ma się to zmienić. Pewnym dowodem na to może być otwarcie pierwszego na świecie muzeum poświęconego wszystkim bilardom. Nastąpiło to w marcu w Yushan na wschodzie Chin.

Ogólnoświatowa organizacja World Confederation of Billiards Sports działa od 1992 r. Zrzesza federacje krajowe i ogólnoświatowe odpowiedzialne za główne typy bilardu (poza snookerem, gdzie doszło do rozłamu). Ma za zadanie jednoczyć je i włączać bilard do dużych imprez sportowych. Niestety mimo długich starań nie jest on nadal dyscypliną olimpijską. Za to został częścią programu World Games (od VI edycji w Japonii: pool, snooker i karambol). Ta duża impreza, zwana również igrzyskami sportów nieolimpijskich, organizowana jest jak olimpiada co cztery lata (od 1981 r.) pod patronatem MKOL-u.

Szlachetny karambol przegrywa dziś z bilardami łuzowymi, zwłaszcza ze znanym wszystkim amerykańskim poolem. Dobrze pokazuje to oferta sporego klubu bilardowego w Nowym Jorku, który przez lata odwiedzałem. Działał w dzielnicy Astoria (część Queens). Było w nim kilkadziesiąt stołów poolowych. I jeden do karambolu. Grali na nim głównie seniorzy. Jednak pewnego dnia i ten zastąpiono poolem. Cóż, ten bilard jest prostszy w zrozumieniu zasad. No i bile wpadają do otworów, więc coś się ewidentnie dzieje. Widać efekt, słychać pointę.

Obraz Vincenta van Gogha „Nocna kawiarnia”, 1888 r., z kolekcji Yale University Art Gallery // Domena publiczna

Polskie stoły

Do Polski bilard dotarł jeszcze w czasach I Rzeczypospolitej. Popularny stał się jednak później. Źródła nie mówią jednak, jaki to konkretnie był bilard. W V tomie „Historii kultury materialnej Polski” czytamy: „Wszedł również w modę bilard. Stoły bilardowe pojawiać się zaczęły w domach miejskich i we dworach, ustawiano je w kawiarniach i szynkach, otwierano osobne sale bilardowe. Stanowiły one dostępną rozrywkę także dla osób mniej zarabiających. (...)”. Tak więc jak na Zachodzie, po zamkach i pałacach przyszła pora na mniej okazałe rezydencje. Potwierdza to „W salonie i kuchni” Elżbiety Koweckiej: „Do pokoi reprezentacyjnych należała sala bilardowa. Gra w bilard (...) naprawdę modna stała się dopiero w XIX w. Ponieważ stół służący do tej gry był sprzętem ogromnym, a gracze uderzający w bile długimi kijami potrzebowali sporo przestrzeni, pokoje przeznaczone do tej rozrywki musiały być duże i mieć spore okna dające odpowiednie światło. (...) Bilardem w owych czasach zajmowali się niemal wyłącznie mężczyźni”. Bilardy instalowano także w pokojach myśliwskich, palarniach i bibliotekach. Dotyczy to całego świata Zachodu.

Zabory miały wpływ także na bilard. W Galicji, pod panowaniem Habsburgów, królował karambol, w zaborze pruskim prawdopodobnie też. Za to w zaborze rosyjskim preferowano bilardy łuzowe.

Mogę poświadczyć długie trwanie w historii, bo od urodzenia mieszkam w Krakowie. Na przełomie lat 80. i 90. dowiedziałem się o lokalu na Rynku Głównym, w którym był jakiś dziwny bilard bez łuz (wtedy już połknąłem bakcyla, grywałem w grzybka i poola). Wcześniej była to sekcja Klubu Sportowego Nadwiślan Kraków. Poznałem szefującego tym miejscem pana Tadeusza Bożka. Stoły były trzy, z czego dwa podłączane do prądu! Nie, nie chodziło o oświetlenie, a podgrzewanie płyty głównej, by zmniejszyć tarcie. Takie rozwiązanie stosuje się przede wszystkim w karambolu. Potem – nie raz – słyszałem anegdotę, jak to przyjechał do Krakowa pewien zagraniczny as. Nie chciał grać na zwykłym stole. A że nie posiadano jeszcze tak specjalistycznych, pożyczono świece z pobliskiej bazyliki Mariackiej i... ustawiono je pod stołem. W wyniku tej historii dwa podgrzewane stoły zostały z zagranicy przekazane w darze.

KS Nadwiślan założono w 1923 r. W 1938 r. powołana została (jako druga) sekcja bilardowa. Sprawa z Polskim Związkiem Bilardowym jest bardziej zawikłana. Otóż brak w archiwach jakichkolwiek śladów jego istnienia. Jednakże dzięki seniorom z krakowskiego klubu nie tylko o nim słyszałem – mam dokumenty ze stosowną pieczątką. Najważniejszym założycielem i spiritus movens PZB był Witold Horain (1910-1978), człowiek legenda. Prawnik, tenisista i szachista. Osoba dość ekscentryczna, słynąca z braku dbałości o rzeczy przyziemne z wyjątkiem trzech bil na stole i znaczków pocztowych. Kolekcję miał nie lada. Podobno jej część usiłował nabyć w latach 60. osobisty sekretarz królowej angielskiej w imieniu chlebodawczyni. Bez skutku.

Stoły karambolowe bywały też ogólnodostępne, choć rzadko, w restauracjach czy kawiarniach. Horain w wywiadzie dla „Przekroju” pt. „Rehabilitacja bilardu?” z 1956 r. wymienił parę z nich, ale skupiał się na mistrzach: „koła sportowe przy poszczególnych zakładach pracy również posiadają dziś stoły – i tutaj rozwija się szkolenie oraz prawdziwa sportowa gra”. (Profesor Filutek na ostatniej stronie tygodnika grał w bilard, ma się rozumieć karambolowy). W PRL-u organizowano zawody, w tym mistrzostwa Polski, oraz jeżdżono rywalizować za granicę. Do nas także przybywali karamboliści z innych krajów.

Mieliśmy – bo była nas cała grupa młodzików zafascynowana karambolem – na początku lat 90. poznać seniorów tej dyscypliny, grać z nimi i uczyć się. Należałem do najsłabszych, więc tym bardziej byłem dumny, gdy raz udało mi się wygrać z jednym z założycieli PZB, dr. Witoldem Korytowskim. To już był mocno starszy pan, trzęsły mu się ręce, ale gdy brał do ręki kij, jakoś przestawały. Pochwalił wtedy moje ścigacze (zagranie, gdy bila zagrywana toczy się za trafianą) i poczęstował cukierkiem, takim z szarej torebki.

Błyskawiczna ekspansja poola doprowadziła jednak do decyzji szefa o przerobieniu jednego ze stołów na łuzowy. Większość starej kadry nawet nie chciała tego próbować. Bodajże w 1994 r. najem lokalu został wypowiedziany. Ale kolejny adres też nie był zły – dom literatów na ul. Krupniczej. Klub działał tam kilka lat.

W naszym kraju poolem i heyballem oraz karambolem zajmuje się powołany w 1993 r. Polski Związek Bilardowy. Pierwsze mistrzostwa Polski w karambolu pod jego pieczą odbyły się w Krakowie. Wiceprezes Związku Grzegorz Kędzierski: „Potem migrowaliśmy na Podkarpacie i tam przez kilkanaście lat organizowaliśmy finały”. W tamtejszych szkołach powstały trzy sekcje karambolowe. Po zmianach w szkolnictwie musiały zakończyć działalność, a komercyjne kluby nie były zainteresowane karambolem. „Spróbowaliśmy na Mazurach. Wieloletnia próba zbudowania tam środowiska karambolowego nie udała się. Większe zainteresowanie jest jednak na południu Polski, być może ze względu na tradycje. Po rozmowach z Czechami i Słowakami (gdzie karambol jest popularniejszy), wracamy na Podkarpacie i do Małopolski”.

Znaczek okolicznościowy z Mistrzostw Świata w Bilardzie w Peru, 1979 r. // Fot. Znaczek z kolekcji Łukasza Dziatkiewicza

Arcymistrzowie i artyści

Gdy dowiedziałem się, że dwa karambolowe mistrzostwa świata odbędą się w jednym miejscu w podobnym terminie, szybko podjąłem decyzję. Muszę tam być. I tak w połowie czerwca wylądowałem w Ankarze. W okazałym niedawno wybudowanym ośrodku Tureckiej Organizacji Bilardowej w podstołecznym mieście Gölbaşı najpierw odbyły się zawody World Cup 3-Cushion. Jest to część rokrocznej serii turniejów rozgrywanych w różnych miejscach świata. I najważniejsze niepojedyncze, cykliczne zawody w trzy bandy (poza serią są oczywiście MŚ: indywidualne, kobiet i drużynowe oraz typu Grand Prix, mistrzostwa krajowe i inne). Udział wzięło 149 graczy. W finale Jung Han Heo z Korei Południowej wygrał z Wietnamczykiem Phuong Vinhiem Bao.

Jeśli karambol jest dla niektórych historyczną ekstrawagancją, to jak określić kolejne czerwcowe zawody karambolowe pod Ankarą? World Championship Artistique to także MŚ w tzw. bilardzie, ale artystycznym. Na tych samych ośmiu stołach 32 zawodników wykonywało ekstremalnie trudne, różnie punktowane zagrania. Wszyscy zawodnicy byli w kamizelkach i muszkach. Niektórzy młodzi chcieliby grać w koszulkach polo, ale starzy nie chcą się zgodzić, bo to dla nich gra dżentelmenów. Absolutnie się z tym zgadzam. Choć było wręcz szokujące zobaczyć niektórych po przebraniu.

Trzy pierwsze miejsca należały do Turków, czwarte zajął Hiszpan. Bilard artystyczny można postrzegać jako osobliwość, ale nie jest to jakaś efemeryda. Pierwsze MŚ zorganizowano w 1937 r. I nie należy go mylić z trikami bilardowymi. Austriak Manfred Hekerle z organizacji Confédération International de Billard Artistique: „Triki to pozorowane trudności, my gramy w bilard ARTystyczny”. Inni zaczepieni przeze mnie karambolowi „artyści” byli bardziej dosadni. Triki są bowiem pokazem sztuczek – dowolnie wymyślonym widowiskiem z użyciem różnych niebilardowych przedmiotów. Czemu to nie może być prawdziwy karambol?

Pewien architekt poznany kiedyś przeze mnie w lokalu, gdzie znajdował się stół karambolowy, stwierdził lakonicznie i bardzo trafnie: „Czysta geometria!”. To najlepsza i najkrótsza definicja karambolu. Wystarczyła marginalizacja w PRL-u i „poolowa” hegemonia w III RP, by bilard ten zniknął z naszej zbiorowej świadomości. Niedawno zwiedzałem Pałac Izraela Poznańskiego będący siedzibą Muzeum Miasta Łodzi. Przewodniczka, pokazując wycieczce szkolnej stół do karambolu, co prawda podała nazwę, ale przyznała, że nie wie, jak się w niego gra. Dodam, że są w tym obiekcie dwa takie stoły. Nie ma przy nich ani słowa odnośnie do zasad. Zabytkowe stoły karambolowe można też zobaczyć w zamkach w Łańcucie i Pszczynie oraz w pałacu w Kozłówce. Bez komentarza, ale bardzo chciało się zagrać.

ŁUKASZ DZIATKIEWICZ jest dziennikarzem i kolekcjonerem bilardowych artefaktów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru NR 34/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Królewska gra dla mas