Nasi przyjaciele z Platformy, nasi koledzy z PiS... Kto pamięta te historyczne już zbitki, frazeologiczne sieroty po projekcie PO-PiS? „Nasi przyjaciele dyktują warunki, które nie mają nic wspólnego z wcześniejszymi ustaleniami” – to jedno ze zdań, jakie złożyły się jesienią 2005 r. na parodiujący ówczesne partyjne pertraktacje tekst Jerzego Pilcha, wieloletniego felietonisty „TP”. Zaczynało się niewinnie: „Frustracja naszych przyjaciół jest po ludzku zrozumiała, ale tu idzie o Polskę...”. Kończyło zaś złowrogo: „Jeśli naszym przyjaciołom nie przeszkadza wicemarszałek Lepper, to wszystko jasne” (cytaty za zbiorem „Pociąg do życia wiecznego”, pierwodruk w tygodniku „Polityka”).
„Nasi przyjaciele” rządzą nami na zmianę od 19 lat, a mnie tamten tekst Pilcha zrymował się z kilkoma zamieszczonymi w tym numerze. Na przykład z analizą Piotra Śmiłowicza, który pokazuje, jak rządząca obecnie PO przygniata do prawej ściany PiS. Śmiłowicz pisze, że antyimigrancka retoryka premiera Tuska to jego „typowy ruch taktyczny, do jakich nas w przeszłości przyzwyczaił, umiejętnie wyczuwając nastroje społeczne – choćby wtedy, gdy domagał się chemicznej kastracji pedofilów albo ograniczał z dnia na dzień rynek hazardu”.
Z felietonem Tomasza Stawiszyńskiego, który ogłasza – tylko ironicznie – koniec polskiej polaryzacji. „Gołym okiem już przecież widać – pisze Stawiszyński – że te afektowane okrzyki o zdrajcach z jednej oraz faszystach z drugiej strony, zaprzańcach z jednej oraz bezwzględnych monstrach z drugiej, to tylko pragmatycznie aplikowana propaganda”, która służy mobilizacji elektoratów.
Z felietonem Stanisława Mancewicza: ukoi nerwy tych z Państwa, którzy końca polaryzacji się boją. Nie zginie ona, póki łączyć nas będzie – poza grzybobraniami – pragnienie zamknięcia politycznego wroga w areszcie (wroga wyprowadzanego „najlepiej o zmroku, ze swej willi (…) Fajnie, gdy ma takoż skute nogi, bo wtedy bardzo pociesznie kica. »Będziesz siedział!« – brzmi najłatwiej przechodzące przez gardło zdanie w polszczyźnie”).
W ogóle czytajcie „Tygodnikowych” felietonistów, dawnych i obecnych – w piśmie, którego historia to też korowód gigantów tego gatunku, ich lektura jest jak obowiązek. I daje satysfakcję – większą niż „nasi przyjaciele” za kratami.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















