Bądźmy mądrzy przed szkodą

Ostatni weekend przebiegł burzliwie, a nawet wielce znacząco.
Czyta się kilka minut

​Nie ma co owijać w bawełnę: wiał wiatr historii. Zwłaszcza w Krapkowicach, gdzie nocną porą w piątek szarżował nasz rodak. Szarżował przy pomocy autentycznej szabli, na autentycznej polskiej ulicy, puszczając wodze tradycyjnej fantazji, wskrzeszając tradycje Cedyni, Grunwaldu, Kircholmu, Wiednia, Somosierry, a zwłaszcza Mokrej. Wojak, rycerz, husarz, szwoleżer, ułan, legenda. Mieszkaniec Krapkowic, którego inicjały niestety nie są jeszcze znane tak dobrze jak jego wiek (48 lat), zakończył wieczór mocnym akcentem, atakując radiowóz. Nie zląkł się palnej broni, do końca nie chciał złożyć szabli. Wraży, bezduszni policjanci obezwładnili go dopiero po jakimś czasie, czasie walki, gdy wyszczerbiony na karoserii pojazdu z kogutem oręż wypadł mu z dłoni. Był samotny w swojej walce, ale obrośnie legendą, zwłaszcza jeśli dostanie dobrego adwokata i lotnego wajdelotę. Pieśń o szwoleżerze pójdzie z Krapkowic w Polskę, a wyszczerbioną szablę podejmą inni, bohaterski wskrzeszą czas. Czyli – piątek późnym wieczorem.

Tymczasem w sobotę wieczorem – i całkiem gdzie indziej, bo w samej Łodzi – doszło do równie znaczącego incydentu. Zastęp strażaków, wracający z akcji gaszenia śmietnika, został spontanicznie zaatakowany przez kilkunastu mieszkańców. Troszkę to strażaków zaskoczyło, do tego stopnia, że nieomal zapomnieli wezwać posiłki przez radiostację. No, ale się udało, posiłki się pojawiły, a napastnicy chwacko się rozproszyli. Jeden ze strażaków musiał złożyć wizytę w szpitalu – nie dlatego, że tam też się paliło, po prostu dostał kostką brukową w plecy.

Wyciągnijmy wnioski z weekendu. Co łączy piątkowy i sobotni wieczór? Otóż przypadki zarówno Krapkowic, jak i Łodzi stanowią znakomitą, wypisz-wymaluj, czarno na białym, ilustracjętezy, że multikulti nie działa! I tu, i tu zaatakowani zostali przybysze obnoszący się ze swoją odmiennością, demonstracyjnie inaczej poubierani, prowokujący wyglądem i zachowaniem, nierespektujący lokalnych zwyczajów. Nie ma dymu bez ognia, kto sieje wiatr, zbiera burzę, ludzi nie wolno prowokować, płazem to nie uchodzi, zwłaszcza w Krapkowicach lub Łodzi. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2016