Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Armenia: po prostu rewolucja

Armenia: po prostu rewolucja

07.05.2018
Czyta się kilka minut
Na rozległym obszarze uznawanym niegdyś za wyłączną strefę wpływów Rosji uliczna rewolucja w Armenii jest pierwszą, której nie nadano żadnego imienia.
J

Jej przywódcy nazywają ją czasami „aksamitną”, ale mają na myśli jedynie pokojowy sposób, w jaki się dokonała.

Serbska, która w 2000 r. położyła kres rządom Slobodana Miloševicia i pośrednio wywołała lawinę „kolorowych rewolucji” w b. Związku Sowieckim, została nazwana „buldożerową” (od ciągników, którymi zbuntowani robotnicy wjechali do Belgradu). Gruzińską z 2003 r. ochrzczono „rewolucją róż”. Po nich przyszła kolej na „pomarańczową” z Ukrainy z przełomu lat 2004–2005, „tulipanową” z Kirgistanu z 2005 r. Przepowiadano kolejne – miały poobalać starych, niechętnych postępowi, często skorumpowanych i zwykle prorosyjskich prezydentów i premierów, a na ich miejsce wynieść nowych, zapatrzonych w Zachód. Na Wschodzie, zwłaszcza w jego stolicy, Moskwie, uznano „kolorowe rewolucje” niemal za wypowiedzenie wojny.

Niepowodzenia Zachodu w Afganistanie i Iraku, Arabska Wiosna, wojna z dżihadystami i napływ uchodźców do Europy sprawiły, że zachodni przywódcy zapomnieli o „kolorowych rewolucjach”. Po kirgiskiej doszło jeszcze tylko do ukraińskiego Euromajdanu z 2013 r., krwawego, zakończonego wojną.

Podczas erywańskiej rewolucji poza ormiańskimi nie powiewają żadne inne sztandary, a z wiecowych trybun nikt nie mówi o światowej polityce, z kim trzymać ani przeciwko komu. Ormianie zbuntowali się przeciwko własnym rządzącym, którzy powierzoną władzę uznali za łup. Zawłaszczyli państwo, a wykoślawiając demokratyczne reguły i instytucje, przerobili je w mechanizm mający im zapewnić rządy po wsze czasy. Armenia, otoczona przez wrogie Azerbejdżan i Turcję, nieprzychylną Gruzję i życzliwy, lecz zajęty swoimi sprawami Iran, nie ma innego wyjścia jak szukać obrony i wsparcia w Rosji. Rosja o tym wie. I Zachód też. ©℗

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]