Reklama

Zniewoleni przez zwycięzców

Zniewoleni przez zwycięzców

05.05.2010
Czyta się kilka minut
"Obecne zwycięstwo sowieckie nie kończy wojny. Nie wolno nam ani na chwilę tracić wiary, że wojna ta skończyć się może jedynie zwycięstwem słusznej sprawy, triumfem dobra nad złem, wolności nad niewolnictwem" - pisał w 1945 r. do podkomendnych gen. Okulicki, dowódca AK. Pomylił się. W sowieckim więzieniu zapłacił życiem za służbę Rzeczypospolitej. Mimo klęski Niemiec, Polska kończyła wojnę jako kraj zniewolony i okupowany.
W

W 1939 r. Polska przegrała wojnę obronną na skutek wspólnej agresji Niemiec i ZSRR; obaj zaborcy podzielili między siebie polskie terytorium. Później jeden totalitarny kraj zaatakował drugi - i w tym starciu najpierw zwyciężali Niemcy, potem Sowieci. Próba sojuszu ze Stalinem w ramach antyniemieckiej koalicji - podjęta w 1941 r. przez polski rząd - dawała nadzieje na normalizację tylko dopóty, dopóki Stalin miał kłopot z niemieckimi zwycięstwami.

Gdy po Stalingradzie Armia Czerwona zaczęła marsz na Zachód, Stalin wrócił do imperialnej i jednoznacznie wrogiej polityki wobec polskiego społeczeństwa i terytorium. Celem było pełne podporządkowanie Polski interesom sowieckiej ideologii. Zmierzające do niepodległości emigracyjne i podziemne struktury Rzeczypospolitej - uznawane na świecie i będące integralną częścią koalicji antyniemieckiej - w sposób oczywisty były przeszkodą.

Zniszczyć wolną Polskę

Początek nowego etapu wyznaczyło zerwanie stosunków dyplomatycznych z Polską 25 kwietnia 1943 r. W latach 1944-45 siła i przemoc Armii Czerwonej miały zapewnić pełną likwidację podziemnej Rzeczypospolitej Polskiej w kraju, zaś misterna ekwilibrystyka dyplomatyczna miała zagwarantować jej eliminację z areny międzynarodowej. Wszystko miało być ukierunkowane na zastąpienie jej stalinowskim tworem, makiawelicznie posługującym się początkowo tą samą nazwą: "Rzeczpospolita Polska".

Utworzony przez siebie tzw. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego Stalin lansował nie tylko jako ciało rzekomo reprezentatywne dla Polaków, ale jako jedyny organ władzy. "Nie znaleźliśmy w Polsce innych sił zdolnych do utworzenia polskiej administracji. Te tak zwane podziemne organizacje, kierowane przez polski rząd w Londynie, okazały się efemerydami pozbawionymi wpływów" - z tupetem pisał 23 lipca 1944 r. do Roosevelta.

Powstanie Warszawskie i medialna nośność tego wydarzenia popsuła mu szyki. Cały wolny świat z rosnącym zainteresowaniem komentował wielotygodniowe walki słabo uzbrojonych powstańców z potęgą Hitlera (i przy okazji sowiecką bezczynność nad Wisłą). W wyzwolonych dzielnicach Warszawy w warunkach wojennych, ale w sposób jawny zaczęła funkcjonować owa "nieistniejąca" Rzeczpospolita. Państwo, które było zaprzeczeniem propagandy Stalina.

Po Powstaniu, nie mogąc już negować istnienia sił zbrojnych i państwowej konspiracji w kraju, Stalin skupił się na ich deprecjonowaniu. Przemilczając sowieckie zbrodnie i operacje NKWD dokonywane na zajętych obszarach Polski, w korespondencji z Zachodem o żołnierzach Armii Krajowej (a więc po prostu o żołnierzach Wojska Polskiego) pisał jako o "aresztowanych w Polsce terrorystach - podziemnych agentach polskiego rządu emigracyjnego", którzy "prowadzą zbrodniczą walkę z wojskami radzieckimi wyzwalającymi Polskę, i bezpośrednio wspierają naszych wrogów [Niemców], których w istocie są sojusznikami".

Cynicznie kłamał też, reklamując rzekomą siłę i popularność PKWN. Zaledwie kilka tygodni wcześniej zirytowany piętnował słabość Komitetu: "Jak patrzę na waszą pracę, to [widzę, że] - gdyby nie było Armii Czerwonej - przez tydzień by was nie było". Widzieli to także przysłani do Polski funkcjonariusze realizujący stalinowską politykę. "AK było organizacją bardzo prężną, świetnie zorganizowaną i powszechną. AK istniało wszędzie, we wszystkich miastach, gminach i gromadach. (...) W zasadzie AK było wszędzie" - przyznawał kilkanaście lat później Józef Czaplicki, jeden z tych, którzy w nowo powstałym Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego odpowiadali za walkę z podziemiem.

Stalinowska recepta

W drugiej połowie 1944 r. aresztowania żołnierzy i urzędników Rzeczypospolitej miały charakter masowy. NKWD dokonywało bezwzględnych pacyfikacji, obejmujących dziesiątki tysięcy ludzi. Na Wschód wyjeżdżały kolejne transporty więźniów. Zapełnione były sowieckie więzienia i sowieckie obozy koncentracyjne w Polsce (często wykorzystujące infrastrukturę obozową pozostawioną przez Niemców, jak np. na Majdanku).

Jedyną szansą dla Polski było albo wymuszenie na Stalinie przez Zachód jakiejś formy kompromisu, albo zmiana sytuacji geopolitycznej i liczenie na nową wojnę. Sami, po latach okupacji, Polacy nie mieli sił na wywalczenie niepodległości. Generał Okulicki nie miał cienia wątpliwości, że zajęcie Polski przez Armię Czerwoną oznacza "zmianę jednej okupacji na drugą bardziej niebezpieczną, bo przeprowadzoną pod pokrywką Tymczasowego Rządu Lubelskiego, bezwolnego narzędzia w rękach sowieckich". W rozkazach ze stycznia 1945 r. podkreślał, że "Polska według sowieckiej recepty nie jest tą Polską, o którą walczymy szósty rok z Niemcami, o którą popłynęło morze krwi polskiej, ogrom męki i zniszczenia kraju", i że "nigdy nie zgodzimy się na inne życie, jak tylko w całkowicie suwerennym, niepodległym i sprawiedliwie urządzonym społecznie Państwie Polskim".

Jednak Stalin prowadził politykę faktów dokonanych. U progu roku 1945 de facto przekształcił PKWN w Rząd Tymczasowy. Na konferencji w Jałcie (4-11 lutego 1945 r.) ostatecznie uzyskał od Roosevelta i Churchilla akceptację zaboru wschodniej Polski. Kłamstwa i tupet sowieckiej dyplomacji już niemal tradycyjnie stwarzały pozory dobrych intencji i przykrywały politykę gwałtu i bezprawia. "Ponownie stwierdzamy nasze wspólne pragnienie ujrzenia Polski jako państwa silnego, wolnego, niepodległego i demokratycznego" - napisano w zgodnym oświadczeniu trzech mocarstw. Ustalono, że "Rząd Tymczasowy powinien być przekształcony na szerszej podstawie demokratycznej z włączeniem przywódców demokratycznych z samej Polski i od Polaków z zagranicy". Specjalna Komisja miała zadanie porozumieć się "z członkami obecnego Rządu Tymczasowego i innymi polskimi przywódcami demokratycznymi z samej Polski i z zagranicy, w celu przekształcenia Rządu w powyższym duchu. Ten polski Rząd Tymczasowy Jedności Narodowej będzie miał obowiązek przeprowadzenia możliwie najprędzej wolnych i nieskrępowanych wyborów, opartych na głosowaniu powszechnym i tajnym. W wyborach tych będą miały prawo brać udział i wystawiać kandydatów wszystkie partie demokratyczne i antyrasistowskie".

Ostatnie nadzieje

W następnych tygodniach jeszcze nie było wiadomo, jak Stalin rozegra i tworzenie owego rządu, i sprawę wyborów.

Okulicki zachowywał ostrożny optymizm. W marcu 1945 r. pisał, że po ostatecznej klęsce Niemiec stosunek Wielkiej Brytanii do ZSRR "bezwarunkowo ulegnie zmianie (...) na naszą korzyść". Sądził, że w nowej sytuacji Brytyjczycy doprowadzą do wyparcia "osłabionych wojną Sowietów" z Europy: "Przypuszczam, że po klęsce Niemiec Anglicy zdołają sprawdzić i urzeczywistnić decyzje konferencji Krymskiej. Powinno to doprowadzić do zakończenia panowania NKWD w Polsce. Po wygnaniu tej siły byłbym spokojny o nasze losy. Jestem przekonany, że stosowny organ władzy bardzo szybko upora się z organizowanymi obecnie przedstawicielstwami NKWD. (...) Przypuszczam, że w okresie następnym będziemy mieli pełną swobodę działania (na początku, możliwe, bardzo ograniczoną) w organizowaniu naszej państwowości". Z takiej oceny sytuacji Okulicki wyprowadził dwa wnioski określające kierunki dalszego działania: "1) Przeżyć ten okres z jak najmniejszymi stratami"; "2) Przygotować siły do działania po zakończeniu panowania NKWD".

Tymczasem Stalin doskonale rozumiał, że nikt tak nie odpowiada jałtańskiej formule "przywódców demokratycznych z samej Polski", jak przywódcy legalnego Państwa Podziemnego. Rozumiał to także podziemny parlament, czyli Rada Jedności Narodowej, która przyjęła decyzje konferencji w Jałcie, nie widząc innej szansy na uniknięcie dalszego wyniszczenia narodu. Poszukiwano metod złagodzenia sowieckiego terroru okupacyjnego i wykorzystania jałtańskich postanowień o wolnych wyborach do odzyskania suwerenności nawet na - chwilowo - ograniczonym terytorium. Dlatego 21 lutego 1945 r. Rada oficjalnie zadeklarowała gotowość przystąpienia do rokowań w sprawie utworzenia nowego rządu, zgodnie z postanowieniami Jałty.

Sowiecki "honor"

Nie wiedziano, że Stalin się takiej sytuacji obawiał i nie zamierzał do niej dopuścić. Nakazał wykorzystać propozycję rozmów do operacji aresztowania całej reprezentacji wojskowego i cywilnego pionu Polskiego Państwa Podziemnego, włączając w to przywódców największych partii politycznych.

Sowieckie zaproszenie utwierdziło część władz podziemnej RP w przekonaniu o szansie na kompromis, wpisujący się w ducha i treść Jałty. Także Okulicki zgodził się na udział w rozmowach, choć pod naciskiem.

Potwierdzenie gwarancji bezpieczeństwa rozmów "oficerskim honorem" było dla nadzorującego akcję gen. Sierowa tylko narzędziem osiągania politycznych celów. W poufnych raportach do Moskwy od razu pisał: "Plan ten jest obliczony na aresztowanie kierownictwa pięciu partii politycznych, wchodzących w skład rządu podziemnego, wicepremiera [Jana Stanisława] Jankowskiego, a także aresztowanie przedstawicieli partii tworzących podziemną »Radę Jedności Narodowej«". 27 marca 1945 r. Sierow meldował Berii, że "zgodnie z waszymi dyrektywami, podjęliśmy środki, mające na celu aresztowanie głównych przywódców podziemnych organizacji. (...) dzisiaj, 27 marca odbyło się »spotkanie wstępne« naszego przedstawiciela z JANKOWSKIM, PUŻAKIEM [Kazimierzem Pużakiem, przewodniczącym Rady Jedności Narodowej] i OKULICKIM, którzy po krótkiej rozmowie zostali przywiezieni do nas pod pretekstem prowadzenia pertraktacji. (...) Jutro, 28 marca, wszyscy delegaci »Rady« i osoby im towarzyszące zostaną odwiezieni, zgodnie z Waszym poleceniem, na miejsce »narady«. O ilości uczestników »narady«, którzy zostaną aresztowani, poinformujemy was dodatkowo".

Plan ten został zrealizowany.

Wyzwolenie od wolności

Kiedy w maju i czerwcu 1945 r. na Kremlu świętowano zwycięstwo nad faszyzmem, wysocy przedstawiciele Rzeczypospolitej przetrzymywani byli kilka ulic dalej - w moskiewskich kazamatach Łubianki. Kiedy na Placu Czerwonym maszerowali zwycięscy czerwonoarmiści, kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy NKWD prowadziło w całej Polsce krwawe operacje przeciw niepodległościowemu podziemiu i ludności cywilnej.

Na swoje zwycięstwo Polacy musieli poczekać jeszcze kilkadziesiąt lat.

Dr MACIEJ KORKUĆ (ur. 1969) jest historykiem dziejów najnowszych, pracownikiem krakowskiego oddziału IPN. Autor i współautor m.in. "Zostańcie wierni tylko Polsce. Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944-1947)", "Dzieje Kresów". Wkrótce ukaże się jego monografia Józefa Kurasia "Ognia", dowódcy antykomunistycznej partyzantki na Podhalu.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]