Franciszek Pieczka zmarł 23 września. Wybitny aktor teatralny i filmowy miał 94 lata. Dekady mijały niczym pory roku w scenie (na zdjęciu) z „Jańcia Wodnika” w reżyserii Jana Jakuba Kolskiego, a on trwał na własnej ławeczce. Dawał z niej lekcje wrażliwości i uważności na tych, co żyją na obrzeżach społeczności. Postaci, w które się wcielał – pozornie naiwne i dobroduszne – dźwigały w sobie ciemność i krzywdy. Może dlatego często były kadrowane z głową zwróconą w górę – doświadczyły dość, by odwrócić wzrok od świata. Przede wszystkim jednak wydobywał w tych kreacjach zatroskanie: o siebie, o innych i przelatujące nad głową ptaki. Jak mało kto spotykał się z powszechną sympatią, nie tylko jako aktor, lecz również osobowość. Grał tak, jakby gdzieś na drodze rozdawał gruszki wyjęte z kapelusza. Sięgał w głąb, zawsze znalazła się jeszcze jedna. Bo jak to, gruszek miałoby braknąć? ©(P)
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














