Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Żelazna kurtyna przed obiektywem

Żelazna kurtyna przed obiektywem

18.11.2013
Czyta się kilka minut
Przez ostatnie dwadzieścia cztery lata europejscy filmowcy niezbyt chętnie zajmowali się upadkiem komunizmu i przemianami demokratycznymi.
Kadr z filmu „Ucieczka z kina »Wolność«” Fot. MATERIAŁY PRASOWE
D

Dwadzieścia cztery lata czekała polska publiczność, by móc obejrzeć przemiany demokratyczne 1989 r. w popularnym kinowym filmie. Jednak nawet w najnowszym obrazie Andrzeja Wajdy o Lechu Wałęsie obrady Okrągłego Stołu są przedstawione dość pobieżnie. Europa Środkowo-Wschodnia wciąż czeka na wysokobudżetową produkcję poświęconą wydarzeniom tamtego czasu.
– Gdy tylko upadł komunizm, dość powszechnie spodziewano się wysypu filmów dokumentujących przemiany – mówi profesor Andrzej Werner, krytyk filmowy. – Tego wysypu jednak nie było, bo transformacja odcisnęła swoje piętno na kinematografii. Publiczność odwróciła się od problemów, które wcześniej przyciągały jej uwagę. Z jednej strony gwałtowne zmiany kulturowe wpłynęły na zmianę upodobań publiczności, z drugiej zaś wolny rynek zmusił branżę do tworzenia filmów skrojonych pod gusta publiczności – tłumaczy Werner.
Na początku lat 90. tematem przemian jako jeden z nielicznych zajął się Wojciech Marczewski. W „Ucieczce z kina »Wolność«” pokazał upadek moralny peerelowskiego cenzora, który nie może się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Ale inni twórcy nie poszli śladem Marczewskiego. Starszemu pokoleniu reżyserów trudno było w nowych, nieprzyjaznych warunkach nawiązać dialog z publicznością, a debiutanci nie mieli ochoty brać na warsztat historii najnowszej. Pustkę starali się wypełnić dokumentaliści i to głównie oni zajmowali się przełomem 1989 r. W 1990 r. wybory do Sejmu kontraktowego pokazał w swoim filmie „Wybory 1989 – koniec komunizmu” Paweł Kędzierski, a Andrzej Fidyk w „Ostatkach” utrwalił ostatnie chwile PZPR.
Polska kinematografia nie wyróżniała się pod tym względem na tle innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Niewiele powstało filmów fabularnych na temat przemian i ich społecznych skutków, choć gdy już powstawały, okazywały się dziełami wybitnymi.
Wyjątki fabularne i dokumentalne
Na Węgrzech na przekór zachwytom nad możliwościami, które daje wolny rynek, poszedł István Szabó. Jego „Kochana Emmo, droga Böbe” to historia o dwóch nauczycielkach rosyjskiego, które po 1989 r. tracą uczniów i muszą dorabiać sprzątając – albo podrywając cudzoziemców.
Jeszcze dalej w krytyce nowych porządków poszła grupa reżyserów rosyjskich, którzy zajęli się bolesnymi dla zwykłych Rosjan pierwszymi latami demokracji. W 1994 r. Andriej Konczałowski w swojej „Kurce Riabie” pokazał, jak wyglądała pierestrojka i jej skutki z perspektywy byłych kołchoźników, którzy nie potrafią odnaleźć się w nowych czasach. Wszechogarniająca korupcja, chaos i szerzący się bandytyzm wzbudzają w nich nostalgię za komunizmem.
Jednak te dwa filmy to wyjątki. Również w Europie Środkowo-Wschodniej i w Rosji twórcy filmów fabularnych oddawali pola dokumentalistom. Na początku lat 90. w Rumunii szerokim echem odbił się film „Za złotymi drzwiami. Prywatne życie Nicolae Ceauşescu”. Rumuni po raz pierwszy mieli okazję zobaczyć codzienność dyktatora, który spędzał czas na podróżach między pałacami i willami. Film oparty jest wyłącznie na materiałach nakręconych przez rumuńskie służby specjalne na prywatny użytek dyktatora i jego rodziny. Dokumentaliści zajmowali się jednak nie tylko historią. W 1994 r. serbski reżyser Želimir Žilnik postanowił sprawdzić, jak jego rodacy zareagowaliby na powrót Josipa Broz-Tity. Sobowtór dyktatora, którego Žilnik wysłał na ulice Belgradu, nasłuchał się obelg od niejednego przechodnia, ale spotkał się również z wyrazami sympatii. Filmowcy z byłej Jugosławii nieraz powracali do tematu tęsknoty za komunizmem, zwłaszcza za marszałkiem Tito. W 1999 r. popularność zdobyła chorwacka komedia „Duch marszałka Tito”, w której grupa byłych podkomendnych przejmuje władzę w miasteczku i urządza życie według starych, jugosłowiańskich zasad.
W filmach o przemianach demokratycznych bałkańscy filmowcy często poruszali również wątek silnych tożsamości narodowych, których komunistom nigdy nie udało się zniszczyć i które w 1989 r. odżyły ze zdwojoną siłą. W 2006 r. konflikty etniczne, które wybuchły wraz z upadkiem komunizmu, w lekki sposób przedstawiła bułgarska dokumentalistka Adela Peeva. W jej filmie „Czyja to piosenka?” Bułgarzy, Macedończycy, Bośniacy, Albańczycy i Serbowie spierają się o to, z którego kraju pochodzi znana w regionie melodia.
Czesi i Niemcy – na czele
Jak do tej pory jednak najbardziej popularne filmy o przemianach 1989 r. i ich głównych bohaterach powstały w Niemczech i w Czechach. – Czesi mieli o tyle lepszą sytuację od większości innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej, że mogli się odwołać do czechosłowackiej nowej fali – mówi profesor Werner. – Był to nurt głęboko wrośnięty w czeską i słowacką kulturę, którego poetyka dobrze nadawała się do ilustrowania bieżących przemian. Zajęło się więc nimi kilku młodych czeskich twórców – dodaje. Jednak największym sukcesem czeskich filmowców okazały się nie filmy fabularne, ale dokument „Obywatel Havel”. Havel pozwolił filmowcom na to, na co rzadko pozwalają politycy jego kalibru. Reżyser Pavel Koutecký przez trzynaście lat towarzyszył czeskiemu opozycjoniście i prezydentowi z kamerą. Udało mu się uchwycić, jak Havel prowadzi swój naród do wolności i demokracji.
W kategorii kinowych przebojów na temat przemian 1989 r. Czesi musieli ustąpić miejsca Niemcom i filmowi „Good Bye Lenin!”. Z zabawnych perypetii rodziny zatajającej przed schorowaną matką wiadomość o upadku muru berlińskiego śmiali się widzowie na całym świecie. Reżyser Wolfgang Becker umiejętnie wykorzystał potencjał komizmu tkwiący w kontrastach między starymi a nowymi realiami. W Niemczech powstał również jeden z najciekawszych dokumentów o przełomie. „Lipsk jesienią” to film nakręcony przez dwunastu dokumentalistów z enerdowskiej wytwórni DEFA, którzy w październiku i listopadzie 1989 r. wyszli na ulice, by rejestrować nasilające się wówczas gwałtownie demonstracje. Materiał, który nagrali, wkrótce stał się jednym z najlepszych dokumentów o okresie bezpośrednio poprzedzającym upadek muru. Na temat samego upadku powstały dziesiątki filmów, ale tylko jeden z nich niemieccy krytycy niemal jednogłośnie okrzyknęli arcydziełem: poetycki dokument „Mur” znanego malarza i reżysera Jürgena Böttchera.
Polskie dokumenty na temat transformacji ustrojowej nie zdobyły dotychczas uznania szerokiej publiczności. Wielokrotnie nagradzany „Królik po berlińsku” wciąż jest wyjątkiem, a filmy takie jak „Stół bez kantów” Piotra Bikonta czy „Solidarność. Jak zerwaliśmy żelazną kurtynę” Krystyny Mokrosińskiej pozostały obrazami niszowymi. Dlaczego 1989 rokiem tak niechętnie zajmują się twórcy filmów fabularnych? Czy przyczyną jest wciąż żywy spór o ocenę Okrągłego Stołu i transformacji? Niekoniecznie. – Kino jest sprzężone z innymi dziedzinami sztuki, szczególnie z literaturą – mówi profesor Werner. – Przez ostatnie lata twórcy odwracali się od problematyki historycznej i filmowcy po prostu wpasowali się w ten trend. Ostatnio powstaje jednak więcej filmów o czasach PRL, więc być może przyjdzie czas również na 1989 r. 

DOROTA SZKODZIŃSKA jest kulturoznawczynią, zajmuje się historią obyczajów, pracuje w Muzeum Historii Polski jako p.o. kierownika Działu Badawczego i koordynator programu Google Cultural Institute.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]