Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zawierucha w archiwum

Zawierucha w archiwum

15.10.2012
Czyta się kilka minut
György Korim, bohater wydanej w 1999 r. „Wojny i wojny” László Krasznahorkaiego, mieszka w niewielkim miasteczku, gdzie od wielu lat pracuje jako archiwista.
Fot. Grażyna Makara
J

Jego życie trawi przerażająca rutyna. Każdego ranka żegna się z żoną, pokonuje niewielki dystans dzielący dom od zakładu pracy, podbija kartę i zabiera się za porządkowanie dokumentów. Nagrodą za jego poświęcenie i sumienność ma być awans na głównego archiwistę – spełnienie marzeń każdego z pracowników rządowego gmachu. Krasznahorkai czyni bohaterem człowieka, który egzystuje w świecie zredukowanym do minimum, który z atencją pielęgnuje swe jednowymiarowe życie, chwaląc los za spokój od dziejowej zawieruchy.

Konflikt wybucha z chwilą, w której Korim doznaje emocjonalnego wstrząsu. Nie wiadomo, co jest jego rzeczywistym źródłem. On sam tłumaczy jednej z osób, że wszystkiemu winny jest Hermes, bóg kupców, złodziei i wędrowców, z którym zetknął się przy okazji lektury jakiejś książki. Ze skrupulatnością godną archiwariusza, Korim zaczyna studiować materiały poświęcone tej mitologicznej postaci. Hermes staje się jego bogiem, całkowicie opanowuje jego wyobraźnię, pokazując mu ciemną stronę rzeczywistości. Nie niszczy od razu. Raczej stopniowo zwodzi na manowce, odrywa od codziennych zajęć. Zrazu wydaje się, że to spotkanie przynosi wolność. Korim w wyniku owego doświadczenia postanawia zerwać wszystkie relacje: rozwodzi się, oddala od przyjaciół, odmawia uczestnictwa w społecznych rytuałach, które nadawały jego życiu jednostajny rytm.

Pewnego dnia bierze do ręki teczkę z dokumentami rodziny Wlassichów. Znajduje w niej nieoznaczony maszynopis, a w nim fascynującą historię. Od tej pory wszystkie jego działania podporządkowane są dwóm celom: stara się zrozumieć sens opowieści, która – niczym kolejne narzędzie Hermesa – pogłębia w nim doświadczenie kryzysu, po drugie chce ocalić ją od zniszczenia. Zasłyszana przypadkiem rozmowa dwóch mężczyzn o nowinkach technicznych podpowiada mu rozwiązanie. György sprzedaje cały majątek i wyrusza do Nowego Jorku, gdzie będzie mógł przepisać maszynopis i udostępnić go w internecie.

Krasznahorkai przedstawia nam zawartość maszynopisu za pośrednictwem relacji Korima, który opowiada o swym projekcie wszystkim napotkanym. Robi to z taką intensywnością, że zaraża swą historią innych, skłaniając ich do powtarzania jej kolejnym osobom: mężom, żonom, przypadkowym ludziom. Jedni czynią to z rozbawieniem, widząc w archiwiście niegroźnego szaleńca. Drudzy przeklinają go za kłopoty, które na nich sprowadził swym nieprzewidywalnym zachowaniem.

Historia opowiada o czterech wędrowcach, których spotykamy po raz pierwszy u wybrzeży starożytnej Krety, gdzie w wyniku wichury rozbija się ich okręt. Mieszkańcy leżącego nieopodal Kommos wydobywają ich z wraku i zapewniają opiekę. O przybyszach nic nie wiadomo – ani skąd przybyli, ani dokąd zmierzają. Z czasem mężczyźni wtapiają się w lokalną społeczność, wykonują drobne prace. Interesują ich tylko możliwości obronne wyspy. Gdzie są najważniejsze warownie? Jak liczne jest wojsko? Miejscowi odpowiadają, że nie ma żadnych warowni ani wojska, a żołnierze chwytają za broń tylko podczas świąt, bo od niepamiętnych czasów panuje pokój.

Korim tłumaczy, że autor maszynopisu wielokrotnie powtarza ten sam scenariusz. Wędrowcy pojawiają się w różnych miejscach i w różnych epokach, poszukując – jak się zdaje – miejsca wolnego od wojny, miejsca, które będzie w stanie obronić się przed zagładą. W ślad za nimi podróżuje Mastemann, który zawsze występuje w roli herolda nadciągającej zawieruchy. W każdej z sześciu części maszynopisu historia bohaterów zaczyna się od początku. Kasser, Falke, Bengazza i Toot nie zachowują wspomnień z przeszłego życia. Znają jedynie swój cel i próbują go zrealizować w miejscu, w którym ludzie danej epoki widzą refugium pokoju. Za każdym razem ich wysiłki kończą się fiaskiem.

Krasznahorkai wykorzystuje dobrze znaną metaforę czasu, który wypadł z kolein, wprowadzając do rzeczywistości bezprzykładny chaos, który „oznacza utratę domu, przywiązania, przynależności, zaufania, nagle w wielkiej skali pojawia się niepewność i równie nagle okazuje się, że ta niepewność jest jedynym stałym elementem”. W porównaniu z owym wywichnięciem czasu klasyczna wojna wydaje się zjawiskiem przewidywalnym: wiadomo bowiem, skąd przychodzi zagrożenie, znany jest wróg i jego metody, na jego przemoc można odpowiedzieć mniej lub bardziej skuteczną obroną. Wojna, przed którą uciekają bohaterowie opowieści, przed którą próbuje schronić się także Korim, nie ma w sobie żadnej przewidywalności. Jej narzędziem może być wszystko: nie tylko żagwie i broń, ale także każdy gest i każde słowo.

Krasznahorkai koncentruje się przede wszystkim na podejmowanych próbach powstrzymania nadciągającej wojny. Nie opisuje wywołanych przez nią zniszczeń. Śledzimy jedynie chaotyczne i obsesyjne działania Korima, a za jego pośrednictwem – daremne próby czterech wędrowców. Niektórzy krytycy sugerowali, że „Wojna i wojna” jest powieścią, w której węgierski autor wpadł w pułapkę maniery pisarskiej, tworząc opowieść-wydmuszkę, po Borgesowsku odklejoną od lokalnego konkretu, wykolejoną ze świata. Alegoryczny tryb opowiadania ma jednak zalety – Krasznohorkai wywikłał się dzięki niemu z matni powracającego wątku prowincji, która czeka na radykalną zmianę. Wyrwał się ze schematu własnej powieści.

László Krasznahorkai, „Wojna i wojna”, tłum. Elżbieta Sobolewska, W.A.B., Warszawa 2011.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]