Za jakie grzechy

Popielec ma być dniem pokuty duchowieństwa. Ale refleksji potrzebuje każdy: czy zabierając głos, w mediach bądź prywatnie, dążymy do prawdy o grzechach i do miłosierdzia wobec grzeszników. Czy do uderzenia w przeciwników? O taki rachunek sumienia może nas zapytać następne pokolenie.

20.02.2007

Czyta się kilka minut

Tydzień przed środą popielcową zadzwoniłem do kilku proboszczów zakonnych i diecezjalnych z pytaniem, jak będzie w ich kościele wyglądał "dzień modlitwy i pokuty całego duchowieństwa polskiego". - Najpierw myślałem, a potem o tym zapomniałem - brzmiała pierwsza z odpowiedzi. Następne były podobne.

Pomyślałem, że może wybór środy popielcowej to nie był najlepszy pomysł. Ludzie będą przychodzić tego dnia na Msze, by posypać głowy popiołem. Wątpię, by w dniu pracy zostali dłużej w kościele i dodatkowo uczestniczyli w nabożeństwie pokutnym "o wybaczenie błędów i słabości w przekazywaniu całej Ewangelii". Księża tego dnia będą odprawiać Msze i intensywnie spowiadać tych, którzy pragną rozpocząć Wielki Post sakramentalnym pojednaniem z Bogiem. Może lepszym dniem byłby któryś z piątków? Wtedy w ramach drogi krzyżowej można by przez odpowiednie rozważania i modlitwę sensownie zrealizować postulat Episkopatu.

Jednak bez względu na to, jaką zewnętrzną formę przybierze odpowiedź na apel biskupów, warto dotrzeć do jego istoty i rozłożyć dzieło nawrócenia na czterdzieści dni. Nawrócenie dokona się bowiem nie przed trybunałem mediów, ale przed obliczem Miłosiernego. "Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli". Poważny rachunek sumienia, klarowne nazwanie grzechów, wysiłek społecznego zadośćuczynienia oraz wewnętrznie przeżyta modlitwa mogłyby przynieść błogosławione owoce. Nie będzie to od razu plon stukrotny, ale realny w życiu poszczególnych duchownych, a przez ich uświęcenie i posługę mający wpływ na "społeczeństwo polskie, które całe potrzebuje odwrócenia się od zła i pełnego nawrócenia".

Grzech i strach

Na co zatem powinniśmy w tym dziele pokuty i nawrócenia zwrócić uwagę? Na pierwszym miejscu wymieniłbym przypomnienie, że grzechy donosicielstwa i współpracy z organami PRL-u są poważnym problemem moralnym i duchowym. W medialno-lustracyjnej atmosferze sensacji można bowiem odnieść wrażenie, że najważniejsza jest troska o to, jaki wpływ na postrzeganie Kościoła i jego autorytetu będzie miało ujawnienie kolejnych nazwisk księży agentów. Tymczasem duchowni powinni podjąć dzieło nawrócenia i naprawienia krzywd niezależnie od oczekiwań społeczeństwa. Jeśliby tego nie dokonali, ryzykować będą moralny i duchowy kryzys Kościoła. Nawet jeśli ktoś nie ma poczucia grzechu, nawet jeśli wyparł go z pamięci albo tak zakłamał swoje sumienie, że lekceważy uczynione przez siebie zło, to i tak grzech niszczy go duchowo. Jeśli w przeszłości księża wiązali swoje sumienia zobowiązaniami do współpracy albo co gorsza rzeczywiście donosili na współbraci czy powierzonych ich pasterskiej opiece ludzi, to zło nie wyparowało, ale niszczy ich od środka. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy kolaborowali pod wpływem zastraszenia, manipulowania lub szantażowania przez tajne służby. Trzeba przy tym pamiętać, że sytuacja z teczkami jest o tyle poważniejsza, iż nawet jeśli poszczególni grzesznicy pojednali się już z Bogiem w sakramencie pokuty, to ze względu na publiczny charakter grzechu, powinni podjąć publiczną pokutę. W przeciwnym razie ryzykować będą, że staną się przyczyną zgorszenia.

Grzechy zapisane w ubeckich papierach ciążą zarówno na tych, którzy ponoszą winę, jak i na tych, którzy czują się dziś zdradzeni, dowiadując się o donosicielskiej działalności duszpasterza. Nie wolno udawać, że nic się nie stało, wypowiadać słów usprawiedliwienia albo chować się za kazuistyczne kruczki. "Uznanie słabości dnia wczorajszego to akt lojalności i odwagi, który pomaga nam umocnić naszą wiarę, pobudza czujność i gotowość do stawienia czoła dzisiejszym pokusom i trudnościom" (Jan Paweł II, "Tertio millennio adveniente").

Można w tym momencie zapytać, dlaczego biskupi wezwali do pokuty wszystkich kapłanów, skoro historycy stwierdzają, że współpracowało tylko około 10 proc. duchownych. Liczba byłych agentów jest dziś przecież jeszcze mniejsza, bo wielu TW odeszło już z tego świata, a od ponad dziesięciu lat są święceni księża, którzy wstępowali do seminariów i zakonów w wolnej Polsce. Czy warto przejmować się tymi nielicznymi, którzy mają coś na sumieniu? Warto, bo grzechy przeszłości obciążają nie tylko pojedynczych ludzi, ale również wspólnotę, do której grzesznicy należeli czy należą. Warto, bo przez podjęcie takiej pokuty wchodzimy na drogę naśladowania Chrystusa, który choć sam grzechu nie popełnił, wziął na siebie winy każdego z nas. Trzeba nam pokutować za tych, którzy nie zdążyli się skonfrontować z prawdą przed swoją śmiercią albo którzy dziś nie mają odwagi się do niej przyznać. Trzeba nam to czynić nie z poczucia winy, ale w akcie zadośćuczynienia za zło, które się dokonało, oraz ze względu na tych, którzy nie potrafią pogodzić się z faktem, że księża donosili. Nie można też zapominać, że są wśród nas ludzie, którzy żyją w potwornym strachu. Ich sumienie obciążają grzechy przeszłości, a świadomość, że nowa ustawa lustracyjna może je ujawnić, napawa ich przerażeniem. Jako wspólnota Kościoła wezwani jesteśmy do tego, by pomóc im odpokutować przeszłość i wyzwolić od strachu, który zabiera radość życia, nie pozwala cieszyć się dobrem, które uczynili pomimo swoich grzechów.

Rachunek z teraźniejszości

Jeszcze jednym aspektem, który warto podjąć, jest zastanowienie się nad sposobem konfrontowania się z grzechami przeszłości. Są tacy, którzy nazywając grzechy braci wpadają w ton prokuratorski. Są tacy, którzy w dobrej wierze lekceważą grzechy. Jednym i drugim brak miłości bliźniego.

Każdy z nas zatem potrzebuje dojrzałej refleksji, zajrzenia we własne sumienie i przyznania się przed Bogiem, jakimi motywacjami kieruje się zabierając głos w dyskusji, zarówno tej medialnej, jak i tej na spotkaniach rodzinnych i towarzyskich. Na ile powoduje nami dążenie do ujawnienia prawdy o grzechach połączone z miłosiernym podejściem do grzeszników, a jaką rolę odgrywa chęć zaistnienia w mediach, obrony grupowych interesów czy uderzenia w przeciwników. Takiego rachunku sumienia nikt dziś od nas nie wymaga. Może pytać będą o niego następne pokolenia. Warto jednak zrobić go indywidualnie, dążyć do oczyszczenia intencji i motywów naszych działań, by nie rozprzestrzeniać zła, ale przezwyciężać je siłą dobra.

Słyszałem wypowiedzi, według których zawarte w liście biskupów sformułowanie, mówiące o prośbie o wybaczenie "błędów i słabości w przekazywaniu całej Ewangelii", jest próbą ucieczki od tematów związanych z lustracją. Potraktowałbym tę sprawę odwrotnie. Ewangeliczne uporanie się z demonami tkwiącymi w teczkach IPN-u jest szansą i nadzieją polskiego Kościoła. Jeśli po wszystkich perturbacjach, różnicach zdań i polemikach uda nam się wypracować dojrzałe i ewangeliczne podejście do problemu współpracy z SB, nauczymy się radzić sobie z innymi przejawami zła. Bez względu na to, czy będą to grzechy przypisywane duchowieństwu, czy ludziom świeckim.

Gdy próbujemy rachunkiem sumienia objąć inne obszary ewangelizacji, nie musimy daleko szukać. Refleksję tę podjął Jan Paweł II w "Tertio millennio adveniente", pytając o grzechy, "które zaszkodziły jedności", o "przyzwolenie (...) na stosowanie w obronie prawdy metod nacechowanych nietolerancją, a nawet przemocą", o odpowiedzialność, jaką chrześcijanie "ponoszą za różne przejawy zła w dzisiejszym świecie", o to, "w jakiej mierze [synowie Kościoła] ulegli atmosferze sekularyzmu i relatywizmu etycznego? Jaką część odpowiedzialności za szerzącą się coraz bardziej niewiarę winni wziąć na siebie, ponieważ nie umieli ukazywać prawdziwego oblicza Boga na skutek »braków w ich własnym życiu religijnym, moralnym i społecznym«?".

Wezwanie biskupów ma tym większy sens, że Wielki Post zmierza do wielkanocnego poranka, kieruje nas na spotkanie z Tym, który zwyciężył każdy grzech i wszelkie zło, i w którym my także "dostępujemy odpuszczenia grzechów ze względu na Jego imię".

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2007