Nizieński oskarżył równocześnie IPN, że do niedawna w ogóle nie sprawdzał, czy materiały o ewentualnej przeszłości agenturalnej weryfikowanych osób nie znajdują się także w zastrzeżonych zbiorach WSI. Prezes IPN prof. Leon Kieres odrzuca zarzuty: dowodzi, że Instytut od początku dokonywał stosownych kwerend we wszystkich dostępnych mu w danym momencie zbiorach, tyle że wgląd do najtajniejszych akt WSI uzyskał dopiero przed miesiącem - i od tego też czasu uwzględnia je w analizach dla prokuratora lustracyjnego. Przy okazji Kieres opisał publicznie historię długiej walki, jaką toczył IPN z WSI o badania zbiorów zastrzeżonych.
Obu urzędnikom można oczywiście postawić zarzut pasywności (czynią to m.in. członkowie sejmowej komisji służb specjalnych): Rzecznik Nizieński nie zgłaszał jakoś wcześniej, że akta, na podstawie których wydaje wyroki lustracyjne mogą być niepełne, zaś Prezes Kieres nie alarmował dostatecznie głośno, że ma kłopoty w stosunkach z WSI.
Lecz, co równie ważne, pojawił się kolejny dowód, że Wojskowe Służby Informacyjne nie tylko lekce sobie ważą instytucje państwowe (tym razem IPN i Rzecznika Interesu Publicznego), ale i sabotują prawo. Hasłem-wytrychem jest znowu wzgląd na tajność czynności operacyjnych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














