Wylinka

Ostatnio mało piszę, ale za to lepiej się czuję. Pisanie to jednak jest stres, nawet kiedy myślimy, że przyjemność, kiedy pisanego tekstu przybywa szybko i nawet nie trzeba za bardzo poprawiać.
Czyta się kilka minut

Wiadomo, ciało wydziela te różne swoje ogłupiacze, żeby się nam wydawało, że wysiłek nie jest wysiłkiem. Ogłupieni potrafimy godzinami ślęczeć nad jakąś robotą i kończyć ją w euforii, a potem nie idzie się wyprostować, głowa jest jak słój wypełniony wodą, a nogi zapomniały chodzić. Tekst lekki, a człowiek ciężki. Tekst rusza w drogę, a autor się przewraca.

Ponoć na warsztatach literackich ostrzegają: jeśli pisanie sprawia ci przyjemność, to znak, że prawdopodobnie jesteś grafomanem. Ja takich rzeczy na warsztatach nie mówię. Może jest tak, a może inaczej. Ewentualnych warsztatowiczów zawsze uprzedzam: od każdego ogólnego stwierdzenia, które usłyszycie, są wyjątki. Gdy idzie o pisanie, żadna rada, uwaga, obserwacja nie jest uwagą, obserwacją czy radą dającą się zastosować powszechnie. Na przykład: noś przy sobie notes, zapisuj wszystko, co cię zainteresuje lub przyjdzie ci do głowy. Rada niby dobra, ale nie dla każdego. Znam takich, którzy stworzyli znakomite dzieła bez notesów, i takich, którzy mają pełne notesy, ale nic z tego nie wynika. Mnie samemu taki notes czasem pomaga, a czasem nie. Gapisz się na to, co zapisałeś w notesie kilka lat wcześniej, i myślisz: o co mi, do licha, chodziło? Wracasz myślami do tamtej sytuacji, ale nie możesz wyjść poza ów zapis, a ponieważ nie ma on potencjału literackiego (choć wtedy może według ciebie miał), cała sytuacja przepada. To tak jak ze zdjęciami z wakacji: jak nawiozłem z jakiegoś miejsca dużo zdjęć, pamiętam głównie to, co zostało na nich utrwalone. A jak zdjęcia zostały skasowane, zanim mi się opatrzyły, to pamiętam wiele innych rzeczy.

W wakacje trochę pracuję: daję się wynająć do tego czy owego, zawsze starając się połączyć wyjazd do pracy z krótkim wypoczynkiem. W Szczebrzeszynie dostaliśmy kwaterę nad jeziorem Nielisz i choć woda w zatoce pachniała rybami i olejem silnikowym, poszliśmy się wykąpać. Ze Świnoujścia wybraliśmy się na Rugię, na czarno-białą plażę, gdzie nikt nawet nie moczył nóg, jeśli w pobliżu nie było ratownika. W Sopocie się spaliłem; woda chłodziła, wiaterek chłodził, a słońce robiło swoje. Przed namiotem festiwalowym przechadzała się dziewczyna z pytonem na szyi. Tydzień później i kilkaset kilometrów dalej sam zrzuciłem wylinkę.

Pewien pisarz, z którym jestem zaprzyjaźniony, zawsze mnie upomina: nie rozpraszaj się, skoncentruj, pisanie wymaga siedzenia. Musisz siedzieć co najmniej trzy godziny dziennie. Nawet jeśli wydaje ci się, że nic z tego nie wynika – kartka się nie zapełnia, nie rodzą się żadne pomysły – siedź. Dobra rada, ale znów: nieraz trudno z dnia nawet te trzy godziny wykroić. A poza tym, kiedy tak siedzę i nic się nie zjawia, to dopiero jest stres. Może kiedyś uda mi się osiągnąć taki spokój, jaki ma on. Na razie częściej udaje mi się napisać coś z doskoku, pomiędzy, bez planu.

Tak jak ten tekst. Za godzinę zaczynam ostatnie warsztaty tego lata, za półtora dnia poprowadzę ostatnie tego lata spotkanie. Literatura ciągle jeszcze gromadzi wokół siebie ludzi. Iluś z nich – nie tak mało chyba – nadal wierzy, że czytając i dyskutując o czytanym, coś w tym świecie możemy zmienić. Mógłbym odmówić udziału w tym ruchu, w tej wierze, wycofać się, skupić na tych trzech godzinach w pokoju. Nie umiem. Jeszcze nie. Może kiedyś, kiedy będę naprawdę zmęczony. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2018