Wybór, jaki mamy

Mój przyjaciel, który jest sędzią piłkarskim i równocześnie radnym w naszej dzielnicy, wpadł na pomysł, żeby dzieciom, które w czasie wakacji zostają w mieście, zorganizować przedpołudniowe zajęcia. Codziennie z pomocą dwójki trenerów urządza konkursy, wyścigi i mecze, zabiera uczestników na basen, a nawet za drobną opłatą zapewnia im obiad. Na zajęciach zjawiało się z początku 40 dzieci, teraz ich liczba sięga już 70, bo zdesperowani rodzice, którzy w tym czasie muszą pracować i nie mają gdzie zostawić potomstwa, dają znać jedni drugim, że jest ktoś, kto może rozwiązać ich problem. Z zapału jednego człowieka i życzliwości kilku innych zrodziło się coś, co przynosi korzyść wielu.
Czyta się kilka minut

W podobną działalność zaangażowała się też moja przyjaciółka, która pracuje w jednym z krakowskich domów kultury. Na zajęciach (artystycznych) również jest nadkomplet; prawdę mówiąc, gdyby dzieci zjawiło się jeszcze więcej, nie zmieściłyby się w sali, którą dysponuje ośrodek. A odmawiać jest bardzo trudno. Za to satysfakcja jest ogromna: kiedy rodzice po kilku godzinach zjawiają się, żeby odebrać swoje pociechy, te schylają ze śmiechem główki i udają, że ich nie ma - bo nie chcą jeszcze wracać do domu.

Tak wygląda polityka prorodzinna prowadzona od dołu, siłami samego społeczeństwa. Dobrze, że zapaleńcom udaje się znaleźć jakieś pieniądze, dobrze, że samorząd pomaga. Naprawdę nie potrzeba tak wiele, żeby również w mniejszych miastach i na wsiach pojawiły się podobne inicjatywy.

Oczywiście, można też - jak by to powiedzieć? - wybrać spokój. Opowiedziano mi taką historię: na jednym z osiedli nie było boiska, ale były jeszcze gdzieniegdzie jakieś pozostałości dawnej łąki, na których dało się pograć w piłkę. Jeden z takich kawałków trawy był szczególnie atrakcyjny, bo miał kształt zbliżony do prostokąta. Pech chciał, że w pobliżu lubili przesiadywać na ławeczkach ludzie bez zajęcia, którym przeszkadzały krzyki grających. Pewnego dnia cały kawałek zaorano, obsiano nową trawą, a dla zabezpieczenia przed ewentualnym powrotem młodych piłkarzy posypano w kilku miejscach... tłuczonym szkłem. I jest spokój. I jest, jak powiada poeta, "zgroza nagłych cisz". I w tej zgrozie ludzie na ławeczkach siedzą i prawdopodobnie czują się szczęśliwi.

Każdy z nas ma taki wybór. Każdy może się zaangażować, to znaczy wybrać nie tylko siebie, a nawet nie przede wszystkim siebie, zobaczyć swój los w szerszym kontekście, spleść go z losem innych, zastanowić się, co dobrego można by zrobić razem. A jeśli nawet nie stać go na tyle, to może przynajmniej pozwolić innym działać. I każdy może też pilnować granic tego terytorium, na którym czuje się bezpiecznie i na którym nikt niczego od niego nie chce. Kto wybierze drugą możliwość, powie: "Mam prawo". I faktycznie - ma prawo chcieć tylko tego. Kto wybierze pierwszą, powie zapewne: "Mam nadzieję".

Co to za nadzieja? A po co nam to wiedzieć? Ważne, jakie rodzi owoce.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 32/2008