Reklama

Wstrzemięźliwi wobec ducha

Wstrzemięźliwi wobec ducha

28.03.2007
Czyta się kilka minut
Rok 1983 /fot. J. Streit
V

VÁCLAV BURIAN: - Księże Biskupie, chciałbym porozmawiać o trzech etapach przeszłości: pierwszy to okres przed rokiem 1918 i później, w niepodległej Czechosłowacji. Drugi: komunizm. Trzeci: po Aksamitnej Rewolucji. Skoro mówimy o wierze, wszystkie się wiążą. Niektórzy twierdzą wręcz, że aby zrozumieć wieloletnie spory sądowe po 1989 r. o to, do kogo należy praska katedra św. Wita, do państwa czy do Kościoła, trzeba sięgnąć do epoki sprzed 1918 r., gdy wielu Czechów utożsamiało katolicyzm z "okupacją habsburską". Czy rzeczywiście ten symboliczny spór o katedrę wynika ze starych awersji?

BP VÁCLAV MALÝ: - Powiedziałbym, że u części sędziów, którzy rozstrzygają w tej sprawie, widać ideowe uprzedzenia wobec Kościoła. W ogóle w kraju panuje powszechny i głęboki brak informacji o Kościele, co przejawia się też w sporze o katedrę.

- I dlatego państwo, z dobrą wolą czy nie, zostawia tę decyzję sądom, by nie drażnić którejś części społeczeństwa?

- Oczywiście. Zresztą również część polityków ma antykościelne uprzedzenia, choć tego otwarcie nie przyznaje.

- Czy to ma związek z wynikami Eurobarometru, wedle którego Czechy są tym krajem Europy, gdzie najmniej ludzi deklaruje jakiekolwiek wyznanie?

- Tak, należymy do terytoriów wysoce zsekularyzowanych, które oddaliły się w wielkiej mierze od chrześcijaństwa.

- Czy kiedy Ksiądz Biskup jako przedstawiciel Kościoła negocjuje z rządem, odczuwa różnicę w zależności od tego, czy rządzi lewica, czy prawica?

- Jeśli chodzi o stosunek do Kościoła, nie widzę różnicy między rządem prawicowym czy lewicowym. Zawsze na początku rządów tej czy innej partii było sporo obietnic, które potem nie były spełniane.

- Spór o katedrę jest ważny i merytorycznie, i symbolicznie. Ale co, prócz niego, jest jeszcze do załatwienia z punktu widzenia Kościoła?

- Parlament powinien ratyfikować umowę między Republiką Czeską a Watykanem, która została podpisana jeszcze przez rząd socjaldemokraty Miloša Zemana [premier 1998-2002 - red.]. Jesteśmy ostatnim krajem postkomunistycznym w Europie, który takiej umowy nie ma. Ważne jest też uregulowanie stosunków między państwem i Kościołem, przy czym trzeba negocjować również kwestie finansowe. Na razie jest to blokowane i nie możemy nawet przygotowywać się na jakiś nowy system, który by zaczął działać, powiedzmy, za jedno pokolenie.

- Nowy system... Zgadza się Ksiądz Biskup z ostrzegawczymi głosami, że tradycyjna struktura czeskiego Kościoła jest niemożliwa do utrzymania?

- To jasne, że obecny system, pochodzący jeszcze z czasów józefińskich [koniec XVIII w., panowanie cesarza Józefa - red.], trzeba zmienić, bo wiele parafii istnieje już tylko na papierze. W niektórych diecezjach proces restrukturyzacji parafii już się zaczął. Ale tu nie wystarczą administracyjne zmiany, jak likwidacja części administracji kościelnej. Trzeba zmieniać sposób myślenia: ważniejsze jest przywiązanie do życia Kościoła niż do określonego miejsca. Ale to jest proces mentalny, którego nie da się wymusić. W tym sensie jesteśmy na początku drogi.

- Zapytam Księdza Biskupa jako osobę ze szczególną biografią: czy różnice w niektórych środowiskach w Kościele wynikają nadal z ich doświadczeń przed rokiem 1989, czy też tamte podziały nie grają już roli?

- Zaszłości są nadal obecne. To, przede wszystkim, niska świadomość wierzących, że nie jesteśmy tylko dla siebie, dla pielęgnowania swojego moralnego życia, ale dla wszystkich. Każdy ochrzczony ma obowiązek głoszenia Ewangelii, ale ta prawda nadal nie jest zakorzeniona. Potrzebny jest też przełom w relacji między Kościołem a społeczeństwem, gdzie brakuje zaufania. Wiele dobrego już się dzieje: są szkoły, Caritas itd. Ale nadal Kościół wkracza w społeczną przestrzeń ze strachem. Brakuje komunikacji z tą częścią społeczeństwa, która wprawdzie nie przyjmie naszego spojrzenia, ale także stara się zrobić coś ważnego. Stoimy przed nowym wyzwaniem: jest sporo ludzi, którzy szukają duchowego zakotwiczenia, ale nie będą identyfikować się z chrześcijaństwem, a już na pewno nie ze strukturą Kościoła. A mimo to są - w najszerszym znaczeniu tego słowa - naszymi sojusznikami. Na przeszkodzie stoi jednak nasz strach przed społeczeństwem, zamknięcie i obawa, abyśmy nie stracili tożsamości.

- Każdy ochrzczony niesie odpowiedzialność za głoszenie Ewangelii, mówi Ksiądz Biskup. Zdaje się, że uświadamiają to sobie mniejsze Kościoły, a także sekty. Statystycznie nie mają znaczenia, ale w odróżnieniu od Kościołów tradycyjnych - katolickiego, czeskobraterskiego czy czechosłowackiego husyckiego - liczba ich członków rośnie.

- To nowe zjawisko, mało znana twarz procesu sekularyzacji czeskiego społeczeństwa. Nasze społeczeństwo jako całość ma dystans tak samo do Kościoła, jak i do sekt. One nie cieszą się taką popularnością, jakiej oczekiwały. Zasadniczym rysem czeskiej sekularyzacji jest wstrzemięźliwość wobec jakiejkolwiek oferty duchowej.

- Zmieniona atmosfera, otwarte archiwa, a także wpływ tego, co się dzieje w Polsce, powoduje, że w Kościele znów więcej mówi się o współpracy księży z komunistyczną StB. Prymas Miloslav Vlk podkreśla, że Kościół chce postępować z wrażliwością i pokazać głównie "twarz prześladowanego Kościoła". Czy jednak Kościół i hierarchia mogą mieć na to wpływ, jeśli archiwa są otwarte?

- Trzeba przyznać, że przed rokiem 1989 około 10 proc. księży w jakiś sposób współpracowało z StB. Naturalnie, nie można wrzucać ich do jednego worka, bo skala kontaktów była różna. Jedni byli przepłacani, inni odmówili współpracy po podpisaniu zobowiązania, jeszcze inni związali się potem z ruchem niezależnych inicjatyw obywatelskich. Ogólnie większość z tych, którzy ulegli, zrobiła to ze strachu. Trzeba to brać pod uwagę.

- Co z tym zrobić?

- Nie da się zrobić jakiejś czystki, ale z drugiej strony prawdą jest, że tylko kilku odważnych przyznało się otwarcie do współpracy. Większość milczy albo zaprzecza. To niezdrowe, ale nikogo nie można zmuszać, aby się przyznał. To zależy od duchowej i ludzkiej dojrzałości jednostki. Kwestie te są żywe między księżmi. Wprawdzie młodsza generacja jest w tych sprawach obojętna, bo tego nie przeżywała, ale pokolenie średnie i starsze cały czas się tym zajmuje. A dotąd nie doszło do wyjaśnienia sprawy.

Nie wolno jednak zapominać o tym, pod jak ostrym nadzorem był Kościół w ówczesnej Czechosłowacji. Celem władz była jego likwidacja, a nie tylko ucisk. Trzeba podkreślić, że większość księży wytrzymała. I oczywiście wielu świeckich.

- Kardynał Vlk przypomina próby oczyszczenia z początku lat 90. Wtedy polegały one na indywidualnych rozmowach z księżmi. Teraz powstaje wspólna grupa robocza, składająca się z przedstawicieli archiwum MSW i Kościoła. To duża zmiana.

- Myślę, że dla prawdziwej pokuty nie wystarczy rozmowa w cztery oczy. Człowiek, który współpracował z StB, powinien powiedzieć publicznie w swojej parafii: "Zawiodłem, proszę o wybaczenie, chcę dobrze służyć Kościołowi". To by wystarczyło. Ale powtarzam: nakazać się tego nie da, to zależy od dojrzałości poszczególnych ludzi.

- Kościół, któremu ubywa księży, potrzebuje coraz większej odpowiedzialności świeckich. Ale kiedy mówi się "Kościół", ma się zwykle na myśli duchownych.

- Kościół jest społecznością ochrzczonych. Oczywiście, także instytucją. Ale przede wszystkim to społeczność wszystkich ochrzczonych. Księża i biskupi, służący pielgrzymującemu Ludowi Bożemu, są reprezentantami Kościoła. Oczywiście, trzeba wskazać nie tylko na upadki księży, ale i na to, że zawiodła część wierzących. Trzeba sobie uświadomić, że w latach 50. wielu wierzących odeszło od praktykowania chrześcijaństwa, wielu się go zaparło i nawet w roku 1968 ani w 1989 do niego już nie wróciło. To też należy do obrazu rzeczywistości, jeśli mówimy o komunistycznej przeszłości.

- Po 1989 r. wyzwaniem dla Kościoła było zintegrowanie środowiska, które nazywa się "Kościołem podziemnym". Pod tym pojęciem rozumie się zwykle nie tych księży, którzy działali w opozycji demokratycznej, ale mocno zakonspirowane struktury kościelne, które do dziś nie zostały do końca opisane. W strukturach tych np. tajnie wyświęcano żonatych, co wyszło na jaw po upadku komunizmu; władze kościelne proponowały tym księżom przejście do Kościoła greckokatolickiego, który nie wymaga celibatu. Do dziś nie wiadomo, jaka liczba działaczy "Kościoła podziemnego", odrzucając to rozwiązanie, zostaje poza Kościołem katolickim.

- Myślę, że sprawa ta wymagała od Kościoła większej wspaniałomyślności. Nie podoba mi się w ogóle to pojęcie, "Kościół podziemny", bo powstaje wrażenie, że były wtedy dwa Kościoły: jeden, podziemny, ten prawdziwy, i drugi, mniej wartościowy. A tymczasem był jeden Kościół, tyle że działający w szczególnych warunkach. Ci ludzie zostali wierni Kościołowi, chcieli mu służyć w warunkach zupełnie niezwykłych, nienormalnych. Dlatego wydaje mi się, że w rozwiązaniu tamtej kwestii potrzeba było więcej wspaniałomyślności.

- Może Ksiądz Biskup to doprecyzować? Nie powinno się np. wymagać warunkowych nowych święceń kapłańskich?

- Większa wspaniałomyślność i wyrozumiałość przy uznawaniu tych święceń, przy których były wątpliwości, byłaby lepsza. Ci ludzie dowiedli wierności, a potem zostali postawieni w takim świetle, że podważano ich wiarygodność. Nie zasłużyli na to. Owszem, były między nimi różne typy i ludzie różnego charakteru, i trzeba mieć tego świadomość. Ale jako całość byli to ludzie wierni, którzy chcieli służyć i nie widzieli innej drogi niż ta, którą wybrali.

- Działając przed 1989 r. w "Karcie 77", współpracował Ksiądz Biskup także z byłymi komunistami. Niektórzy mieli niepiękną przeszłość, szczególnie z lat 40. i 50. Pamiętam, jak wtedy my, sympatycy "Karty", uważaliśmy to za drogę do pojednania. Czy to doświadczenie nie zostało stracone?

- Nie mogę powiedzieć, żeby przeszłość wszystkich tych ludzi była czysta. Ale jak mógłbym nie uznać ich wewnętrznego nawrócenia po roku 1968? Dla mnie "Karta 77" była szkołą demokracji i myślę, że to była wartość, jaką "Karta" dała społeczeństwu po 1989 r. w spadku po sobie. Jako ludzie różnych przekonań i poglądów politycznych potrafiliśmy mówić i jednoczyć się w tej podstawowej sprawie: w obronie godności człowieka. Niestety, po 1989 r. ten duch zanikł, na scenie politycznej trwa walka o władzę. Co jest normalne. Ale powinna temu towarzyszyć gotowość do komunikacji, w człowieku myślącym inaczej nie powinno widzieć się automatycznie nieprzyjaciela. Tego brakuje w dzisiejszej polityce.

"Karta" to dla mnie była dobra szkoła. Także dla mojej obecnej służby, bo dziś spotykam się z ludźmi o różnych poglądach. W każdym staram się widzieć przede wszystkim konkretnego człowieka, z jego osobistą historią.?Przeł. Tomasz Maćkowiak

VÁCLAV MALÝ (ur. 1950), od 1969 r. studiował w seminarium w Litoměřicach, jedynym w Czechosłowacji. Święcenia przyjął w 1976 r. W latach 1976-78 pracował jako wikariusz w miasteczku Vlašim, potem w Pilźnie. "Kartę 77" podpisał w lutym 1977 r., to znaczy nie jako jej inicjator, ale jeden z nielicznych, którzy pośpieszyli z wyrazami solidarności w okresie kampanii propagandowej przeciw jej sygnatariuszom. Na początku 1979 r. stracił tzw. etat państwowy, który był warunkiem pracy duszpasterskiej. Pracował jako asystent geodety i palacz w kotłowni. Od maja do grudnia 1979 r. więziony; 1981-82 był jednym z rzeczników "Karty". W 1989 r. rzecznik Forum Obywatelskiego, które kierowało Aksamitną Rewolucją. Od 1990 r. pracował w praskich parafiach, od 1997 r. jest praskim biskupem pomocniczym. Obok prymasa Vlka jest najbardziej rozpoznawalnym członkiem Episkopatu, znanym też w środowiskach niekościelnych.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]