Reklama

Czyń zaczyn

Czyń zaczyn

18.11.2019
Czyta się kilka minut
MEDAL ŚW. JERZEGO Ks. Tomás Halík, funkcjonujący od zawsze w Kościele mniejszościowym, uważa, że to jest sytuacja naturalna.
KRYSTOF KRIZ / CTK / PAP
C

Czesi, wbrew temu, co sądzą sami o sobie, nie są społeczeństwem ateistycznym ani tym bardziej – jak uważa część Polaków – protestanckim. Badania religioznawców wykazują, że cechują się ogromną nieufnością wobec instytucji religijnych – Kościołów, Zborów, Cerkwi. Mają też prawdziwą, silną tradycję antykatolicką, która okrzepła w czasie I Republiki Czechosłowackiej.

Ks. Tomáš Halík urodził się, wychował i działa w takim społeczeństwie, będąc jednocześnie katolickim księdzem i jednym z najciekawszych myślicieli współczesnego Kościoła i współczesnego Zachodu.

Msza nieobowiązkowa

Ks. Tomasz Węcławski (dziś Tomasz Polak) napisał kiedyś, że procesy, które zmieniają duchowy obraz Europy, z bliżej nieznanych powodów w Czechach zaczynają się o wiele dziesiątek lat wcześniej. Tak było z Reformacją, tak było też w XX wieku z sekularyzacją, która nad Wełtawą święciła tryumfy już w latach 20. Halík urodził się w 1948 r. w rodzinie tradycyjnej praskiej inteligencji, co oznaczało środowisko z jednej strony bardzo niechętne komunizmowi (z silną wzajemnością), a z drugiej strony ateistyczne i niechętne katolicyzmowi. Tomáš Halík wspomina to dzieciństwo w wywiadzie rzece (którego współautorem jest Jan Jandourek) „Pytałem się dróg”. Wiadomo o nim tyle, że rodzice nie praktykowali, ale jedynego syna ochrzcili. Tomáš nie odebrał żadnej formy „wychowania katolickiego”. Ojciec jednak dbał o jego edukację, dlatego razem zjeździli kraj, oglądając zabytkowe klasztory i kościoły, świętowali w tradycyjny sposób Boże Narodzenie i Wielkanoc.


CZYTAJ WIĘCEJ


„Tygodnik Powszechny” od 26 lat przyznaje Medale Św. Jerzego, honorową nagrodę za „zmaganie ze złem i uparte budowanie dobra w życiu społecznym”. W tym roku kapituła przyznała go ks. prof. Tomašowi Halíkowi za walkę ze smokiem bałwochwalstwa oraz prof. Barbarze Engelking za walkę ze smokiem nieczułości i ignorancji.


Halík jako licealista dużo czytał, chodził do teatru i kina, na studenckie spotkania kółek naukowych i podobnie, z ciekawości, trafił do górującego nad rynkiem praskiego Starego Miasta kościoła Panny Marii przed Tynem. W komunistycznej Pradze było to miejsce wyjątkowe: w parafii urzędował ksiądz Jiři Reinsberg – jeden z całej galerii czeskich katolickich oryginałów i nonkonformistów. Jeszcze przed II Soborem Watykańskim wprowadzał do liturgii współczesną muzykę, otaczali go stołeczni artyści, literaci, aktorzy. Wielokrotnie kuszony i straszony przez tajną policję, pozostał nieugięty, a mimo to nie stał się obiektem szykan. Prawdopodobnie władza chciała w centrum stolicy zachować jedną – jego – parafię jako dowód na rzekomą wolność religijną.

Reinsberg, zamiłowany skaut i żartowniś, miał niekapłański styl bycia i cenił autentyczność. Sumę potrafił zacząć poirytowanym pytaniem: „Mam nadzieję, że nie przyszliście tu spełniać jakiegoś obowiązku religijnego?”. Msze się zaczynały z opóźnieniem, bo w konfesjonale potrafił długo rozmawiać z penitentami. Pokuty zadawał niestandardowe: „Zamiast tych zdrowasiek lepiej teraz zrób dla rodziców coś miłego, obiad im ugotuj albo zajmij się rodzeństwem”. Podobno udzielał potajemnie ślubów i chrzcił dzieci komunistycznym dygnitarzom – ale jeśli to prawda, tę tajemnicę zabrał z sobą do grobu.

Niereligijny student Tomáš Halík na początku stał pod chórem, ale stopniowo, przez kolejne tygodnie i miesiące przesuwał się bliżej ołtarza. A potem poznał samego Reinsberga, pod którego kierownictwem przez kolejne lata prywatnie studiował katolicką teologię i filozofię, aż w końcu razem ze swoim przewodnikiem duchowym podjął decyzję o kapłaństwie.

To już była jednak inna epoka. Halík do tynskiego kościoła trafił jako nastolatek, w latach 60. Po drodze był na studiach w Anglii, w czasie ich trwania jego kraj najechały wojska Układu Warszawskiego. Wrócił do Pragi pod koniec roku 1968, dobrowolnie i świadomie, przekonany, że będzie potrzebny w kraju. Pewnie jak wszyscy w tym czasie nie zdawał sobie sprawy, że czekają go dwie dekady izolacji i ubeckich szykan.

Papieski calvados

Jako jeden z najważniejszych momentów życia wspomina pogrzeb Jana Palacha, studenta, który w 1969 r. w centrum Pragi oblał się benzyną i podpalił w proteście przeciw moralnej kapitulacji przed okupantami. Halík mocno przeżył tę śmierć, z grupą studentów organizował obrzędy pogrzebowe, a w żałobnym pochodzie, który przeszedł przez most Karola, niósł pośmiertną maskę Palacha. W jednym z wywiadów opowiedział, jak po drodze prowadził wewnętrzną rozmowę z nieżyjącym kolegą ze studiów: „Obiecałem mu wtedy rzeczy, które w dorosłym życiu będę zawsze robił, i takie, których nigdy nie zrobię. Że zawsze będę mówił i pisał tylko to, co naprawdę myślę”.

Pośmiertną maskę zaniósł do budynku Wydziału Filozoficznego i postawił ją w niecce, z której wcześniej ktoś pośpiesznie wyjął popiersie Lenina. Oczywiście szybko zniknęła, a Lenin wrócił. Od 1990 r. maska jest wmurowana w tablicę upamiętniającą studenta na ścianie budynku Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Karola. Halík mija ją codziennie w drodze do pracy.


KS. TOMÁŠ HALÍK: Czy Kościoły chrześcijańskie mają dość żywotności, siły przekonywania i uzdrawiania, aby przeciwstawiać się zagrażającej Europie fali populizmu?


Po najeździe i okupacji Sowieci mianowali nowym przywódcą Gustáva Husáka. Władcy socjalistycznego państwa uznali, że to, co działo się od połowy lat 60. do chwili najazdu, było nienormalne, i energicznie zaczęli przywracać to, co sami uznawali za normalne. Proces ten nazwali „normalizacją”. W praktyce oznaczał likwidację wszelkich ośrodków wolnej myśli, samoorganizacji, niezależności. Masowo zmuszano do podpisywania lojalek oraz masowo wypychano na margines życia społecznego tych, którzy podpisania odmówili. Z tego marginesu, ze środowisk wykluczonych, z artystycznej bohemy i katolickich działaczy w II połowie lat 70. powstała czechosłowacka opozycja – Karta 77.

Zbuntowanego studenta Tomáša Halíka jednak wśród tych ludzi nie było. Konwertyta, bierzmowany w 1967 r. przez ówczesnego biskupa Františka Tomaška, zdecydował się na inną drogę. Od początku lat 70. związał się z Kościołem Podziemnym – środowiskiem świeckich i duchownych, którzy wobec prześladowań przez milicję i tajniaków rozwijali życie religijne w ukryciu. Były to czasy, kiedy oficjalnie pracujący ksiądz musiał mieć zgodę na pracę od partii. Wystarczyło, że taki kapłan za bardzo przyciągał młodzież, aby tę zgodę stracić. To z kolei oznaczało groźbę aresztowania i wyroku więzienia za jakąkolwiek działalność.

Halík wiedział, że nie ma szans w tym systemie politycznym na normalne święcenia kapłańskie. Dlatego w podziemiu, z grupą katolickich duchownych i świeckich intelektualistów spotykali się na domowych seminariach samokształcących, wydawali tajne czasopisma i powielali książki, tajnie udzielali też sakramentów.

W komunistycznej Czechosłowacji nawet udzielenie ostatniego namaszczenia umierającemu w szpitalu było łamaniem prawa. Działający w podziemiu księża, często w swetrze, udając przyjaciół, szepcząc na szpitalnej sali spowiadali i przygotowywali na ostatnią drogę konających katolików.

Środowisko podziemnego Kościoła towarzysko często splatało się ze środowiskiem opozycji politycznej. Halík tych ludzi znał, ale nigdy nie podpisał Karty 77. Zabraniały tego zasady przyjęte wewnątrz Kościoła Podziemnego. Czescy katolicy mieli w pamięci lata 60., kiedy całkiem realnie groził im brak duchownych. Zasady konspiracji były nieubłagane: członkom Kościoła Podziemnego nie wolno było angażować się w żadną działalność polityczną, bo ewentualna wpadka byłaby zagrożeniem dla ściśle utajnionej struktury Kościoła.

Już po upadku komunizmu, po otwarciu archiwów tajnej policji okazało się, że taktyka ta była skuteczna: tajniacy kilkakrotnie wzywali i przesłuchiwali Halíka z powodu jego kontaktów z opozycją i kardynałem Tomaškiem, ale do końca nie wiedzieli, że mają do czynienia z tajnie wyświęconym księdzem katolickim. Z charakterystyczną dla władzy manią prześladowczą podejrzewali, iż jest tajnym agentem jezuitów.

Studia teologiczne odbywał w prywatnych mieszkaniach, pod okiem najwybitniejszych przedstawicieli czeskiej inteligencji katolickiej. Święcenia przyjął jednak jesienią 1978 r. w Niemieckiej Republice Demokratycznej, w Erfurcie. Stało się to w tajnym obrzędzie w domowej kaplicy tamtejszego biskupa Hugo Aufderbecka. Halík wyjechał i wrócił do domu prywatnie, jako turysta.


ROZMOWA Z KS. TOMÁŠEM HALÍKIEM: Źle znoszę wysiłki „obrońców naszej chrześcijańskiej cywilizacji”, aby z wiary robić ideologię polityczną.


Jeszcze przed wyjazdem był w mieszkaniu swojego spowiednika na cało­życiowej spowiedzi. Po rozgrzeszeniu, na stoliku w jadalni przygotowali mszę, ale zanim rozpoczęli, na chwilę włączyli radio, by posłuchać dziennika z Radia Watykańskiego. Był 16 października 1978 r. To wtedy usłyszeli, że papieżem wybrano biskupa z Krakowa, Karola Wojtyłę. „Potem poszedłem szybko do swojego przyjaciela, który był nieco wcześniej tajnie wyświęcony w Krakowie. (...) Znałem od niego setki historyjek o oryginalnym, dzielnym i bardzo nonkonformistycznym arcybiskupie z Krakowa. Mój przyjaciel tej fantastycznej wiadomości dotąd nie słyszał, ale zareagował natychmiast: »Zawsze dla kardynała Wojtyły woziłem w prezencie z Moraw domowej produkcji calvados. Miałem jechać za miesiąc, ale butelki już mu do Watykanu nie przemycę, więc wypijmy ją razem za jego zdrowie. Jesteśmy tak pijani z radości, że jedna flaszka już tu niewiele zmieni«. Kiedy wychodziłem, miałem ochotę napisać łotrzykowskie opowiadanie pod tytułem »Jak wypiłem papieżowi gorzałkę«”.

Halík na Hrad!

Święcenia w Erfurcie to nie był przypadek. W komunistycznej NRD Kościół katolicki działał jednak nieporównywalnie swobodniej niż w Czechosłowacji. Ponadto Halík jest wielbicielem niemieckiej teologii i duchowości, szczególnie Mistrza Eckharta, a także mistyków hiszpańskich. To akurat bardzo czeskie: podkreśla bardzo dobitnie, że jest człowiekiem Zachodu, i religijnie, i kulturowo, i cywilizacyjnie. Do wschodnich inspiracji podchodzi z szacunkiem, ale nigdy nie traci świadomości, skąd sam pochodzi. A w czeskiej kulturze politycznej „katolik” znaczy prawie tyle samo co „Niemiec”, a nawet – jeśli mówią ekstremiści – „niemiecki element w słowiańskim ciele narodu”.

W Niemczech powstają jego teksty i książki, które w Polsce, Czechach, na Słowacji, w Niemczech i Stanach Zjednoczonych stają się bestsellerami. Halík ma gdzieś w Nadrenii zaprzyjaźniony klasztor, który nazywa pustelnią. Każdego roku zamyka się tam na kilka tygodni, oddając się tylko dwóm czynnościom: pisaniu i modlitwie. W przypływie szczerości wyznał kiedyś, że część jego tekstów powstaje dosłownie na klęczkach, przed wystawionym na ołtarzu Najświętszym Sakramentem. Ale gdzie to się dzieje – tego nie wie nikt.


CZYTAJ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW KS. TOMÁŠA HALÍKA I ROZMÓW Z NIM, KTÓRE PUBLIKOWALIŚMY NA ŁAMACH „TYGODNIKA POWSZECHNEGO” >>>


W Pradze mieszka w starej kamienicy, przy jednej z uliczek blisko mostu Karola. Kiedy w ciemnym garniturze idzie do pracy, nie sposób rozpoznać w nim księdza. To też bardzo czeskie – księża pracują tam często w cywilnych zawodach, nie stanowią odrębnej, wyizolowanej klasy. Praca duszpasterska to niedziele i czas poza pracą.

Tomáš Halík od 30 lat prowadzi duszpasterstwo akademickie w kościele Najświętszego Salwatora, z którego wręcz wchodzi się na most Karola. W kraju, w którym katolików jest 10 proc., jest to jeden z nielicznych nabitych po brzegi kościołów, w dodatku zdecydowana większość to młodzież.

Halík z nimi rozmawia, spowiada, głosi kazania, udziela ślubów, chrzci – jak każdy normalny ksiądz.

W ciągu 30 lat jego działalności do chrztu i bierzmowania przystąpiło prawie 1500 osób, przy czym w dużej mierze byli to ludzie dorośli, wychowani w niereligijnych rodzinach, bez kontaktu z jakąkolwiek formą katolickiej tradycji.

Polakowi może się wydawać, że to niewiele. Tomáš Halík, człowiek funkcjonujący od zawsze w Kościele mniejszościowym, uważa, że to sytuacja naturalna: jeśli Kościół ma być zaczynem, to przecież zaczynu jest ledwie parę kropel w wielokrotnie większej ilości mąki. A jednak to ten zaczyn decyduje, że mąka staje się chlebem.

Czeską specyfiką jest też jego rola w życiu publicznym. Tomáš Halík od pierwszych dni wolności wypowiada się na tematy publiczne, a nawet wręcz polityczne. Bywa bardzo ostry w ocenach i nie waha się krytykować po nazwisku. Prezydenta Miloša Zemana nazwał klaunem, o nim i jego prawicowym alter ego Václavie Klausie powiedział: „znerwicowani, zgorzkniali starcy”. Wdaje się w publiczne spory z czeskimi populistami, ekstremistami, rasistami i jednocześnie jest przez te kręgi z wyjątkową nienawiścią atakowany. Już w połowie lat 90. można było od grup starszych wiekiem aktywistów na ulicach Pragi dostać ulotki, w których opisywano go jako masona i germanofila.

Halík potrafi takie teksty publicznie cytować i wyśmiewać, ale nie da się nie zauważyć, że publiczna działalność go pochłania. Kiedy po roku 2000 było już wiadomo, że za kilka lat skończy się ostatnia kadencja prezydenta Václava Havla, ktoś rzucił pomysł: „Wybierzmy na prezydenta Halíka!”. Sam Halík nie odrzucił tych spekulacji, a nawet wspominał, że na czas urzędowania zwierzchnicy mogliby go zawiesić w kapłaństwie.

Ostatnio o nim coraz głośniej, bo w 2017 r. wraz z wiedeńskim profesorem Paulem M. Zulehnerem zainicjował petycję poparcia dla papieża Franciszka, wobec ataków na głowę Kościoła płynących coraz częściej z jego wnętrza. Petycję podpisały dziesiątki tysięcy katolików na całym świecie, także w Polsce. Pisał też ostro o nieoficjalnej kościelnej Grupie Wyszehradzkiej, która zaprzecza papieżowi, uprawiając „katolicyzm bez chrześcijaństwa”.

Nieco słabiej – a szkoda! – rezonują jego wypowiedzi na temat sytuacji, w jakiej żyje: katolickiego księdza w mocno niekatolickim społeczeństwie. Halík nie mówi tego wprost, ale z jego wypowiedzi można wywnioskować, że uważa tę sytuację za rodzaj laboratorium przyszłości. I zapewnia, że nie powinniśmy się tej sytuacji bać, mając w pamięci przypowieść o zaczynie. ©


KS. PROF. TOMÁŠ HALÍK jest filozofem, teologiem i socjologiem. Po ukończeniu studiów w komunistycznej Czechosłowacji odmówiono mu prawa do pracy naukowej – został terapeutą środowiskowym osób uzależnionych. W 1978 r. tajnie wyświęcony na księdza, do 1989 r. jedna z najważniejszych postaci podziemnego Kościoła w Czechach, później m.in. doradca prezydenta Václava Havla, wykładowca Oksfordu, Cambridge i Uniwersytetu Karola, duszpasterz akademicki. Laureat Nagrody Templetona. Autor kilkudziesięciu książek, tłumaczonych także na język polski, m.in. „Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe”, „Przemówić do Zacheusza” i „Nocy spowiednika” oraz „Cierpliwości wobec Boga. Spotkania wiary z niewiarą”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

czy nadal anateizm czy może już jakiś rodzaj prozelityzmu np. Bramy?

co on może wiedzieć o potędze p r a w d z i w e j wiary i mocy p r a w d z i w e g o kościoła - a z tym poparciem dla Franciszka to już się całkiem wygłupił i skompromitował, prawdaż
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]