Reklama

Wojsko doborowe

Wojsko doborowe

16.12.2008
Czyta się kilka minut
W kilka miesięcy stworzono 100-tysięczną armię, sfinansowaną przez lokalną społeczność. Wielkopolskie jednostki nie tylko wyzwoliły ziemię rodzinną, ale walczyły o wschodnią granicę Polski. Zwykle tam, gdzie było najciężej.
P

Przyjazd do Poznania 26 grudnia 1918 r. Ignacego Paderewskiego w sposób niezamierzony wywołał wybuch powstania. Do jego zwycięstwa przyczyniły się wielkopolskie formacje wojskowe: początkowo składały się one z ochotników, później z oddziałów regularnych.

"Sokoły", dezerterzy, żołnierze

Ogromną rolę w przygotowaniu przyszłych żołnierzy armii wielkopolskiej odegrało Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół". Skupiając głównie rzemieślników i kupców, było dla nich szkołą patriotycznego wychowania. Ćwiczenia fizyczne, musztra, wspólny mundur były namiastką "polskiego wojska" - i tak "Sokół" był postrzegany przez władze zaborcze.

Od 1917 r. w Wielkopolsce nasiliła się akcja uchylania się od służby wojskowej w armii niemieckiej i wzrosła dezercja. Dezerterzy zasilali konspirację, a głównie Polską Organizację Wojskową Zaboru Pruskiego. Choć przyświecał jej ten sam niepodległościowy cel co POW w Królestwie, to jednak POWZP działała samodzielnie. Od września 1918 r. obie organizacje współpracowały, wykorzystując międzyzaborcze kontakty skautowe Wincentego Wierzejewskiego, komendanta poznańskich peowiaków. POWZP objęła Poznań i niektóre miasta; w końcu grudnia liczyła ok. 700 ludzi. Była najbardziej radykalną organizacją, prącą do szybkich rozstrzygnięć - i przyczyniła się znacząco do sukcesów w pierwszych dniach walki.

Konieczność wojenna sprawiła, że pruskie władze zmodyfikowały politykę personalną: złagodzone kryteria narodowościowe spowodowały, że ponad 700 Polaków otrzymało szlify oficerskie. Jeszcze większą, bo kilkutysięczną grupę stanowili Polacy podoficerowie. Wyszkoleniem dorównywali niemieckim oficerom młodszym, a jeśli chodzi o doświadczenie wojenne, często ich przewyższali. Podobnie duże doświadczenie wyniosło ok. 150-160 tys. Polaków z Poznańskiego, którzy jako szeregowcy odbyli kilkuletnią służbę w czasie wojny.

Gdy w Niemczech wybuchła rewolucja, a na froncie zachodnim podpisano zawieszenie broni, w rodzinne strony wracali więc wyszkoleni ludzie. Część z nich wprzęgnięto do militarnych organizacji tajnych lub oficjalnych, część wracała do życia cywilnego. Na razie.

Od improwizacji do organizacji

Przed wybuchem powstania w różnych oddziałach na terenie Wielkopolski znajdowało się 10-11 tys. gotowych do walki ochotników. Największe liczebnie oddziały o organizacji podobnej do wojskowej istniały w Poznaniu. Były to legalne formacje Straży Ludowej oraz Służby Straży i Bezpieczeństwa (Wach- und Sichercheitsdienst), zorganizowane w końcu listopada 1918 r. za zgodą władz berlińskich. Te ostatnie, wobec rozkładu armii cesarskiej, miały pełnić służbę wartowniczą w garnizonach. Dzięki umiejętnej akcji werbunkowej, Straż miała czysto polski charakter. Choć formalnie jej dowódcą był niemiecki oficer, w praktyce komendę sprawował ppor. Mieczysław Paluch. W dniu wybuchu SSiB liczyła 2000 żołnierzy.

28 grudnia 1918 r. tymczasowym dowódcą powstania mianowano ustnie kpt. Stanisława Taczaka (telefonicznie uzyskano akceptację tej nominacji od Piłsudskiego). Taczak nie był zaangażowany w poznańskie spory o kierownictwo wojskowe, jego nominację traktowano przejściowo. Poza tym, zdaniem polityków działania powstańcze miały stanowić tylko argument w rozmowach o zawieszeniu broni, a więc miały charakter manifestacji zbrojnej. Aż do 3 stycznia 1919 r. politycy poznańscy nie zdecydowali się na zaakceptowanie powstania, doprowadzając do utraty inicjatywy na wielu odcinkach powstającego frontu. W tym czasie Taczak stworzył zalążki Dowództwa Głównego i ujął oddziały ochotnicze w ramy organizacyjne. W pierwszym etapie powstanie miało więc charakter działań często improwizowanych.

16 stycznia 1919 r. dowództwo Polskich Sił Zbrojnych zaboru pruskiego objął gen. Józef Dowbor-Muśnicki; zaskoczyły go osiągnięcia Taczaka, choć oficjalnie tego nie wyraził. Już następnego dnia po objęciu obowiązków Muśnicki ogłosił pobór roczników 1897-1900, co zwiększyło liczebność wojsk wielkopolskich: w końcu stycznia liczyły 28 tys. ludzi, a w czerwcu ponad 100 tys. Zorganizowano trzy dywizje piechoty, trzy brygady artylerii, brygadę kawalerii, wojska techniczne, służbę medyczną. A także lotnictwo: cztery eskadry samolotów bojowych i wojska balonowe (zapleczem stała się zdobyta Stacja Lotnicza na Ławicy).

Co drugi mężczyzna pod bronią

Mówiąc o wysiłku militarnym Wielkopolan, można posłużyć się takim porównaniem: w regionie równym jednej piętnastej państwa polskiego (pod względem terytorium i ludności) zorganizowano szóstą część jego armii. Do tych ponad 100 tys. żołnierzy w czerwcu 1919 r. dodać trzeba rezerwistów (mężczyzn do 45 lat), czyli członków Straży Ludowej, przemianowanej na Obronę Krajową. Wynika z tego, że w oddziałach zbrojnych znalazło się 16 proc. ludności, tj. prawie połowa mężczyzn. Na tle innych regionów był to najwyższy wskaźnik militarnego wysiłku w czasie walk o granice II RP.

Stworzenie tego wojska to głównie zasługa władz wielkopolskich: Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej i Dowództwa Głównego. W organizacji przyjęto niemiecką strukturę, regulaminy i instrukcje (tłumaczone na polski, z modyfikacjami). Elementem wyróżniającym żołnierzy wielkopolskich była wysoka rogatywka z płowoszarego sukna z pętlą w kształcie trefla w lewej części oraz biało-czerwone wstążki na kołnierzu.

Wprawdzie w odróżnieniu od znacznych obszarów zaborów austriackiego i rosyjskiego, Poznańskie uniknęło zniszczeń w czasie I wojny światowej, ale organizowanie i utrzymywanie stutysięcznej armii wymagało znacznych środków i wielkiego wysiłku (dopiero w listopadzie 1919 r. Armia Wielkopolska pod względem finansowym przeszła w zakres kompetencji Ministerstwa Spraw Wojskowych). Wykorzystywano więc rezerwy polskich banków i spółek oraz zwrócono się do społeczeństwa o Pożyczkę Odrodzenia Polski. Efekty były pomyślne: do końca 1919 r. społeczeństwo wielkopolskie subskrybowało i wpłaciło 348 mln marek i 12 mln rubli; złożono też złoto i srebro wartości 26 mln marek. Na utrzymanie frontu wielkopolskiego wydawano miesięcznie ponad 70 mln marek. Długie listy ofiarodawców ogłaszane były w codziennej prasie poznańskiej.

Dowbor-Muśnicki doceniał udział społeczeństwa w tworzeniu armii: "Nie zrobiłbym w Wielkopolsce w połowie tego, co nazywano doborowym wojskiem, gdyby nie pomoc społeczeństwa (...). Patriotyzm i ofiarność Wielkopolan u wszystkich wzbudzała podziw i tak była niepospolita, że rodacy z innych dzielnic doszli do przekonania, że Poznańskie ma niewyczerpane środki i że stamtąd można czerpać, ile dusza zapragnie; w celu uzupełnienia braków przyjeżdżali do Poznania i byli niezadowoleni, albo nawet oburzali się, gdy ich prośbom zadość nie czyniono".

W boju o inne granice

Tymczasem Wielkopolska już w lipcu 1919 r. była na wyczerpaniu. Nie tylko było skąpo w zasobach materialnych, ale i w ludziach. Brakowało dział i pocisków. Jednak wojska wielkopolskie, nie przerywając walk z Niemcami, odegrały ważną rolę w zmaganiach o granicę wschodnią: dwukrotnie uratowały Lwów. Potem w ciągu prawie roku trzymały bolszewików na Berezynie i wywarły decydujący wpływ w bitwie pod Warszawą w 1920 r.

Wszystko to kosztem ofiar; nie było już kim uzupełniać szeregów. Dowbor-Muśnicki wspominał, że musiał wyciągać żołnierzy z "formacji jednych dla uzupełnienia drugich. Tymczasem w innych dzielnicach materiału ludzkiego nie brakowało". Pisał: "Mógłbym w Poznańskiem osiągnąć więcej, gdyby Warszawa choć trochę nam pomagała. Działo się jednak wręcz przeciwnie. Słowem, wojsko wielkopolskie traktowane było po macoszemu, a jednak żadnej poważniejszej operacji bez jego udziału przeprowadzić nie umiano".

W istocie, formacje wielkopolskie tworzyły najbardziej zintegrowaną i zdyscyplinowaną część wojska polskiego. Doświadczenia powstańcze i kadra oficerska z Wielkopolski przyczyniły się także do zwycięstwa III Powstania Śląskiego w 1921 r.: walczyło tam 3-4 tys. byłych powstańców wielkopolskich.

Jewgienij Kakurin, jeden z dowódców Armii Czerwonej, analizując wartość bojową jednostek polskich w wojnie 1920 r., na pierwszym miejscu stawiał oddziały wielkopolskie: jako świetnie wyszkolone i najbardziej bitne.

Prof. JANUSZ KARWAT jest historykiem, prodziekanem Wydziału Humanistycznego Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu. Autor m.in. "Wspomnień z Powstania Wielkopolskiego" (2007) i "1956. Poznań - Budapeszt" (wspólnie z Janosem Tischlerem, 2006); redaktor antologii "Powstanie Wielkopolskie" (2008).

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]