Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wojny Jaśnie Pań

Wojny Jaśnie Pań

w cyklu STRONA ŚWIATAA
29.12.2018
Czyta się kilka minut
Jedna straciła przez politykę ojca, druga – męża. Kierując się pragnieniem zemsty i władzy, od trzydziestu lat rządzą na zmianę Bangladeszem, uchodzącym do niedawna za uosobienie zacofania i biedy. W niedzielę dojdzie między nimi do zapewne ostatniej i ostatecznej rozgrywki.
Sheik Hasina, premier Bangladeszu, podczas oficjalne wizyty w Kuwejcie, luty 2010 r. / FOT. YASSER AL-ZAYYAT / AFP/EAST NEWS
Sheik Hasina, premier Bangladeszu, podczas oficjalne wizyty w Kuwejcie, luty 2010 r. / FOT. YASSER AL-ZAYYAT / AFP/EAST NEWS
S

Sheik Hasina, sprawująca od dziesięciu lat obowiązki szefowej rządu, jest pewna wygranej w niedzielnych wyborach. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, odniesie bezprecedensowe w półwiecznej historii niepodległego Bangladeszu, trzecie pod rząd wyborcze zwycięstwo. Stanie się też pierwszym w tym blisko dwustumilionowym kraju politykiem, który posadę premiera sprawować będzie po raz czwarty.

Gospodarka i cuda

Niczym niezachwiana wiara pani premier bierze się przede wszystkim z jej przekonania o własnym politycznym mistrzostwie, ale także z gospodarczego cudu, jaki pod jej rządami dokonał się w Bangladeszu, uchodzącym jeszcze niedawno za krainę nędzy i rozpaczy, skazaną na wszelkie plagi i zatapianą przez powodzie i huragany. Od 2008 roku, kiedy wygrała wybory i po raz drugi została premierem (po raz pierwszy rządziła w latach 1996-2001), gospodarka Bangladeszu nieprzerwanie rozwija się w tempie 7-8 procent rocznie, co czyni ten kraj jednym z najlepiej rozwijających się na całym świecie. Liberalne reformy, a także rządy twardej ręki i zaprowadzona dzięki nim polityczna stabilizacja, ściągnęły do Bangladeszu – zwłaszcza do branży włókienniczej, filaru gospodarki – zagranicznych inwestorów. Wzrosły zatrudnienie i zarobki, statystyczny Bengalczyk wzbogacił się w ciągu ostatnich lat prawie trzykrotnie, a jego życie wydłużyło się do 72 lat. Statystyczny obywatel Bangladeszu żyje dłużej niż jego statystyczni sąsiedzi z Indii i Pakistanu, a za kilka lat ma być też od nich bogatszy. Statystyczny, bo jak twierdzi opozycja, owoce gospodarczego cudu w Bangaldeszu są dzielone wyjątkowo nierówno. Jak zresztą na całym świecie. „Gospodarka rozwija się szybko, ale jeszcze szybciej pomnaża się bogactwo bogaczy” – stwierdził w rozmowie z dziennikarzem jeden z bangladeskich ekonomistów.

Poza sukcesami w gospodarce, Sheik Hasina może pochwalić się przyjaźnią z Indiami (tamtejsza, rządząca przez wiele lat, świecka i niegdyś lewicowa Partia Kongresowa zawsze wspierała rządzącą dziś w Dhace Ligę Ludową (Awami), świecką i niegdyś lewicową), regionalnym mocarstwem i żandarmem oraz wdzięcznością świata za życzliwość, z jaką odniosła się do miliona Rohingów, muzułmańskich uciekinierów z Birmy. Zestawiając słabe i mocne punkty pani premier i jej Ligi Ludowej, większość znawców bangladeskiej polityki uważa, że jest murowaną faworytką w niedzielnej gonitwie wyborczej i twierdzi, że wygrana opozycji byłaby tylko fuksem.


POMÓŻMY UCHODŹCOM Z BIRMY„Tygodnik Powszechny” wraz z fundacją Dobra Fabryka Szymona Hołowni rozpoczyna akcję pomocy birmańskim Rohingom, przebywającym obecnie w obozach na terenie Bangladeszu.


Zamachy i wybory

Opozycja nie traci jednak nadziei. Liczy na to, że po dziesięciu latach rządów jednej premier i jednej partii, mieszkańcy Bangladeszu są już nimi znużeni i potrzebują odmiany. W bangladeskiej historii nigdy się jeszcze nie zdarzyło się, by w wolnych i uczciwych wyborach rządząca partia obroniła władzę. 

Bangladesz, dawny Pakistan Wschodni, pojawił się na mapie świata w 1971 roku, po krwawej wojnie secesyjnej (ponad milion zabitych) i oderwaniu się od Pakistanu Zachodniego. Przez pierwsze dwie dekady jedynym sposobem wymiany rządzących w Dhace były zamachy stanu (trzy udane, dwa tuziny nieudanych). Demokrację przywrócono, a może raczej zaprowadzono,  dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych wskutek ulicznej rewolucji przeciwko wojskowym dyktaturom. Pierwsze wybory, w 1991 roku, wygrała Partia Narodowa, drugie, w 1996 roku – Liga Ludowa, trzecie w 2001 roku – znów narodowcy, kolejne, przełożone aż na rok 2008 – Liga Ludowa. Wyborów w 2014 roku nie sposób uznać za wolne, ani uczciwe, bo protestując przeciwko kantom rządzących ludowców, narodowy postanowili je zbojkotować. Skazali się tym samym na polityczny margines. W obawie przez całkowitym wypchnięciem z politycznej sceny, w niedzielnych zdecydowali się wziąć udział, choć oskarżają ludowców już nie tylko o kanty, ale i o dyktatorskie zapędy oraz zamiar zaprowadzenia w Bangladeszu ustroju jednopartyjnego.

Znawcy bangladeskiej polityki przyznają, że o ile za poczynania w gospodarce pani Sheik Hasinie należą się gratulacje, to za to, co zrobiła w polityce – krytyka. Jakby wzorując się na przywódcach Singapuru czy zapatrzonych w nich Chińczyków, bangladeska premier uznała, że oświecona dyktatura jest środowiskiem znacznie przychylniejszym niż liberalna demokracja. Pani premier z równą zaciekłością zwalcza politycznych wrogów, jak dziennikarzy. Zawłaszczyła sobie instytucje państwowe, wzięła pod but sędziów, próbuje zmusić do posłuszeństwa operatorów sieci telefonii komórkowych i internetu. Opozycyjni narodowcy uskarżają się, że odkąd władze wyznaczyły datę wyborów, a oni zdecydowali się w nich uczestniczyć, prawie dziesięć tysięcy zwolenników opozycji zostało zamkniętych w aresztach i więzieniach. Zdaniem wielu opozycjonistów Hasina rozkazała swoim dworzanom prześladować opozycję, by jej przywódcy znów zbojkotowali wybory, popełniając tym samym polityczne samobójstwo.

Przyjaciółki i rywalki

Do więzienia i to aż na siedemnaście lat trafiła przywódczyni opozycji Khaleda Zia, rywalka Hasiny i jej znienawidzona nieprzyjaciółka. Rywalizacja obu kobiet o władzę i sprawowane przez nie na przemian rządy składają się na ostatnie trzydziestolecie w historii Bangladeszu.

Khaleda Zia, Dhaka, grudzień 2017 r. / Fot. A.M. Ahad / AP/EAST NEWS
Khaleda Zia, Dhaka, grudzień 2017 r. / Fot. A.M. Ahad / AP/EAST NEWS

Hasina jest córką ojca niepodległości Bangladeszu, Sheika Mujib ur-Rahmana, który najpierw kierował walką wyzwoleńczą, a w 1971 roku został pierwszym przywódcą niepodległego państwa. Cztery lata później został zamordowany przez wojskowych zamachowców, którzy dokonali puczu. W pałacowej strzelaninie zginęła też matka i trzej bracia Hasiny. Masakrę przeżyła tylko ona i jej siostra Rehana, które akurat tego dnia przebywały w Niemczech, na wycieczce. Wróciła do kraju w latach osiemdziesiątych jako polityczna dziedziczka zabitego ojca i żeby pomścić jego śmierć. Uważała i uważa do dziś, że winę za zabójstwo ojca ponosił gen. Zia ur-Rahman, jeden z przywódców spisku, który usunąwszy innych rywali w władzy, w 1977 roku ogłosił się prezydentem kraju.

Ale kiedy Hasina wróciła do Dhaki, Zia ur-Rahman już nie żył. W 1981 roku został zamordowany podczas kolejnego puczu, przez kolejnych zamachowców w mundurach, a władzę w kraju przejął nowy generał Hussain Muhammad Ershad. Tego z kolei, za śmierć męża, obwiniała wdowa po Zii ur-Rahmanie, Khaleda Zia, która przejęła po nim przywództwo Partii Narodowej, jak Hasina objęła po ojcu władzę w Lidze Ludowej.

Pod koniec lat osiemdziesiątych Hasina i Zia sprzymierzyły się, by odsunąć od władzy Ershada i jego generałów. Czas im sprzyjał. Po upadku komunizmu i końcu „zimnej wojny” na świecie ogłoszono triumf liberalnej demokracji i koniec historii. Tyrani albo z gorliwością neofitów nawracali się na nowe porządki, albo byli obalani w wyniku ulicznych rewolucji jak ta w Dhace, która zmusiła Ershada do ustąpienia i rozpisania wolnych wyborów. Pierwsze wybory, w 1991 roku, wygrała Khaleda Zia i jej narodowcy. Odtąd bangladeska polityka stała się zakładniczką rywalizacji i nieprzyjaźni obu „begum”, Jaśnie Pań, które pragnąc pomścić jedna ojca, a druga męża, rozsmakowały się z czasem w polityce i władzy. Aż do 2008 roku wymieniały się władzą, wygrywając i przegrywając na przemian wybory, aż w końcu górę wzięła Sheik Hasina. Jeśli wygra niedzielne wybory, przypieczętuje to zarówno jej polityczny triumf, jak i wygraną w rywalizacji Jaśnie Pań.

Wygrana i zemsta

Komentatorzy z Dhaki zgodni są, że fatalnym błędem 73-letniej dziś Khaledy Zii był bojkot wyborów w 2014 roku. Walkowerem oddała władzę 71-letniej już Hasinie, a każdy następny rok jej rządów pomniejszał Khaledzie szanse na powrót, a nawet wyrównaną walkę. Sprawując pełnię władzy i nie ukrywając nawet swoich autokratycznych zapędów, na początku roku oskarżyła rywalkę o finansowe malwersacje, a posłuszny rządowi sędzia skazał Khaledę Zię na siedemnaście lat więzienia i wykluczył ją z grudniowych wyborów (ciąży na niej jeszcze trzydzieści innych zarzutów, w tym o podburzanie do buntu przeciwko prawowitym władzom). Towarzysze Khaledy Zii twierdzą, że cierpi na cukrzycę i artretyzm, że w więzieniu musiała się poddać operacji kolana, że straciła władzę w jednej z rąk. Hasina twierdzi, że jej rywalka tylko udaje, żeby wzbudzić litość i wymusić na niej zgodę na wyjazd na leczenie do Londynu. Od dziesięciu lat mieszka tam jej najstarszy syn i polityczny następca, Tarique Rahman, skazany zaocznie w kraju na dożywocie. W Bangladeszu wszyscy wiedzą, że kwatera główna narodowców mieści się dziś właśnie w Londynie, a nie w Dhace, a pod nieobecność schorowanej matki narodowcom przewodzi z zagranicy 51-letni Tarique Rahman, dziedzic politycznej dynastii. To on wpadł na pomysł, by do niedzielnych wyborów narodowców i ich sojuszników w opozycyjnym przymierzu poprowadził 82-letni Kamal Hossain, przyjaciel i towarzysz ojca Hasiny, Sheika Mujib ur-Rahmana. 


STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o  tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne za darmo. CZYTAJ TUTAJ →


Hossain, prawnik i jeden z twórców niepodległościowej konstytucji Bangladeszu, należał niegdyś do Ligi Ludowej i był ministrem sprawiedliwości w rządzie Sheika Mujib ur-Rahmana. Był tak blisko związany z ojcem Hasiny, że jako dziecko nazywała go stryjkiem. Przymierze Khaledy Zii z Hosseinem, uchodzącym w Bangladeszu za ucieleśnienie demokraty doskonałego, ma przekonać wyborców, że Hasina zagraża demokracji i prowadzi kraj ku dyktaturze. Po cichu narodowcy liczą też, że za sprawą sędziwego Hosseina uda im się powtórzyć sukces opozycji z Malezji, gdzie do niespodziewanego zwycięstwa w majowych wyborach poprowadził ją 93-letni Mahathir ibn Mohammed, były premier i szef partii rządzącej. Hossein zastrzega się jednak, że nawet jeśli wygra wybory, to w przeciwieństwie do Mahathira premierem nie zostanie. „Najwyraźniej miewa się on znacznie lepiej niż ja” – powiedział dziennikarzom podpierając się laską. – „Ja nie mam do tego zdrowia”.

Pewna swego Hasina nie zapomina o zemście. W 2010 roku powołała specjalny trybunał do rozliczenia przeszłości z czasów wojny wyzwoleńczej z przełomu lat 60. i 70., a także do osądzenia winnych wojennych zbrodni i zdrady, za jaką uważa sprzeciw wobec niepodległości Bangladeszu i opowiadanie się za pozostaniem częścią pakistańskiego państwa. Trybunał skazał na śmierć i wieloletnie więzienia kilkudziesięciu polityków i dawnych wojskowych, dawnych wrogów ojca Hasiny, powiązanych głównie z narodowcami oraz sprzymierzonymi z nimi działaczami muzułmańskich partii religijnych, występujących przeciwko secesji Bangladeszu. W tym roku posłowie z rządzącej partii uchwalili prawo, które stanowi, że winni zniesławiania „Ojca Narodu”, Sheika Mujib ur-Rahmana, będą karani czternastoma latami więzienia.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]