Wojna bez końca

W 1993 r., podczas przełomowych rozmów palestyńsko-izraelskich w Oslo, palestyński negocjator Abu Alaa zapytał izraelskiego dyplomatę Uri Savira, dlaczego regionalne mocarstwo militarne, jakim jest Izrael, uważa Palestyńczyków za egzystencjalne zagrożenie dla swego istnienia.
Czyta się kilka minut

“Dlatego - odparł Savir - że chce pan zamieszkać w moim domu". “A skąd pan jest?" “Z Jerozolimy" - odparł Izraelczyk. “To tak, jak ja. A pański ojciec?" “Z Niemiec" - odrzekł Savira. Na to Alaa: “Mój urodził się Jerozolimie i nadal tam mieszka". “Tak możemy cofać się aż do króla Dawida - odparował Izraelczyk - O przeszłości możemy mówić w nieskończoność i nie dojdziemy do porozumienia. Zobaczmy, czy nie uda nam się dogadać co do przyszłości". Jeszcze gdy Arafat i Rabin ściskali sobie dłonie, wydawało się to możliwe. Ale wybuch trwającej do dziś drugiej intifady (wrzesień 2000) pokazał, jak mylił się Savira.

Jeśli wierzyć Konstantemu Gebertowi, dzieje konfliktu między Arabami a Izraelem od 1967 r. - od “wojny sześciodniowej", która skończyła się zwycięstwem Izraela, ale dała początek okupacji Gazy i Zachodniego Brzegu, stwarzając dzisiejszy problem palestyński - to ciąg pomyłek, fałszywych deklaracji, nieprawdziwych obietnic, zmarnowanych szans i nie podjętych w porę propozycji. Ale stosunki Izraela z arabskimi sąsiadami naprawdę tragiczne są dlatego, że gdyby politykom z obu stron udało się uniknąć tych wszystkich błędów, historia wyglądałaby zapewne tak samo.

Prawdziwym powodem wojen na Bliskim Wschodzie jest sam Izrael. A dokładniej: negowanie prawa Żydów do posiadania państwa w tym właśnie miejscu. Póki Palestyńczycy nie zaakceptują Izraela, póty będzie dochodzić, jeśli już nie do “klasycznych" wojen jak w 1967 i 1973 r., to do aktów terroru.

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie toczą się według logiki, której politycy okiełznać nie potrafią. Konflikt rozgrywa się na wielu płaszczyznach. Są tu i spory wewnątrz samego Izraela, i pełne wewnętrznych waśni dzieje arabskich państw. Są także dwa elementy, których politycy obu stron są zakładnikami: w Izraelu (państwie demokratycznym) to wyborcy, w Autonomii Palestyńskiej - ulica. W czasach “zimnej wojny" nakładała się na to jeszcze rywalizacja mocarstw.

Wszystko to prowadziło do piętrowych nieporozumień. Jak wtedy, gdy i ZSSR, i USA starały się powstrzymać wybuch wojny sześciodniowej (czerwiec 1967 r.), a w efekcie przyczyniły się do jej przyspieszenia. Ta wojna - podczas której Egipt i Syria uderzyły z zaskoczenia i o mały włos nie zniszczyły Izraela - po prostu musiała wybuchnąć. Tak jak musiała się skończyć, gdy Egipt doszedł do wniosku, że dłużej nie chce wojować z Izraelem, bo swój cel polityczny (odzyskanie Synaju) może osiągnąć inaczej. Ale i wtedy mogło nie dojść do rozmów o rozejmie: obie strony umówiły się na pustyni, z tym, że Izraelczycy przygotowując obóz do rokowań pomylili się i założyli go w złym miejscu. Egipcjanie i Żydzi spędzili pół dnia oddaleni od siebie o trzy kilometry, nabierając przekonania, że przeciwnik ich oszukał... Ale po obu stronach była wola zawieszenia broni, dlatego po wyjaśnieniu nieporozumienia rozejm stał się faktem. Inaczej jest w stosunkach Izraela z Palestyńczykami: tu woli ciągle brakuje, stąd kolejne inicjatywy pokojowe muszą kończyć się fiaskiem.

Książka Geberta składa się z dwu części. Pierwsze rozdziały rzucają nas w wir wojennych wydarzeń. Nie zaznajomiony z realiami bliskowschodniej polityki czytelnik może zgubić się w kolejnych koalicjach, ofensywach, rajdach czołgów, zakulisowych działaniach (dlatego przydałoby na końcu książki kalendarium i małe “who is who"). O ile ta pierwsza część książki szuka odpowiedzi na pytania “co, kiedy i jak?", o tyle w drugiej części - będącej cyklem reportaży - chodzi o pytanie: “dlaczego?". Tu poznajemy masowych bohaterów: społeczeństwa żydowskie i palestyńskie (choć ten drugi obraz jest uboższy). To, że życie w Izraelu nie sprowadza się do prostego podziału: Żydzi-Arabowie, pokazuje historia pewnej rodziny, która straciła dwa samochody: pierwszy spalili Palestyńczycy, drugi zdemolowali haredim (ortodoksyjni Żydzi) podczas szabasu, gdy rodzina chciała nim wyjechać z domu.

Gebert pisze: “Tytuł, jaki tej książce nadałem, sugeruje, że obecna wojna - bo wydarzenia, jakie po 1967 r. nastąpiły, układają się moim zdaniem w jeden ciąg - zakończy się ostatecznie gdzieś do roku 2007. Gdy powiedziałem o tym tytule izraelskiemu przyjacielowi, ten roześmiał się i poradził, bym książkę wydał szybko, tak by do owego roku wszyscy zdążyli o niej zapomnieć". Czy miał rację? Dziś, po śmierci szejka Jassina, jesteśmy świadkami powstawania ciągu dalszego “wojny czterdziestoletniej".

Konstanty Gebert “Wojna czterdziestoletnia", wyd. Świat Książki, Warszawa 2004.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2004