Wciąż wszystko na nowo

2. niedziela Adwentu
Czyta się kilka minut

O strasznych rzeczach opowiada w liście Piotr Apostoł. O strasznych, ale znanych. Inni również mówili, i nadal mówią, o rzeczach podobnych. Ukuto nawet wspólną nazwę, uczoną bardzo: millenaryzm. Millenaryści twierdzą, że lada chwila Jezus powróci i będzie panował na ziemi przez tysiąc lat, bo tyle czasu potrzeba na ostateczną rozprawę z szatanem.

Oficjalnie ten skrajny pogląd podtrzymują jedynie niektóre wspólnoty protestanckie. Nieoficjalnie wraca on również w starych Kościołach, z katolickim włącznie. Niejeden z nas przecież trzęsie się ze strachu na myśl o tzw. końcu świata i o sądzie po śmierci.

Skąd te powroty millenarystycznego sposobu myślenia, skąd strach przed Bożym sądem? Przecież ten sam apostoł mówi, że Pan "jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia". Mówi również, że owszem: ziemia, a co za tym idzie wszystko, co stworzone, umrze. Ale z tego nie wynika, że przeminie. On sam i wszyscy inni, którzy przyłączyli się do Jezusa, oczekują przecież "nowego nieba i ziemi nowej, w których będzie mieszkała sprawiedliwość". Sprawiedliwość znaczy: szczęście.

To wszystko bajki dla grzecznych dzieci ­­- powie ten i ów. Jednak w takim myśleniu o nowym niebie i nowej ziemi może być coś, co na majaczenie nie zakrawa. Przeciwnie, sprawia, że wbrew wszystkiemu i wszystkim, łącznie z nami, Kościołem, świat istnieje, choć istnieć od dawna nie powinien. Ileż to razy ludzkość ocierała się o samozagładę? Jak niewiele trzeba było w trakcie ewolucji, byśmy, jako ludzie, nie zaistnieli, tak też niewiele trzeba, byśmy przestali istnieć. A jednak istniejemy, a jednak naprawiamy, cośmy popsuli, a jeśli zepsutego naprawić się już nie da, to pozostaje w nas żal, wstyd i pragnienie cudu - nie można przecież żyć po ludzku ze świadomością, że się pasożytowało na życiu innych.

Pamiętając więc tylko o końcu świata, o Jego śmierci, i zapominając o tym, że ma On również zmartwychwstać, napytaliśmy sobie biedy. Z jednej bowiem strony trudno nam oderwać się od świata, a z drugiej strony chcielibyśmy stąd się wynieść, gdyż za ciasno i za duszno nam tutaj. Nie tylko, gdy za biednie, ale i wtedy, gdy jest za bogato, to i tak coś nas gna "w siną dal". Nic w tym dziwnego, skoro jesteśmy zarówno dziećmi gwiazd, jak i dziećmi Boga.

Ta dusza tułacza w nas nie jest i nie musi być pozostawiana sama sobie. Na początku każdego tygodnia i dnia dowiadujemy się na Mszy, że świat jest mocniej związany ze swoim Stwórcą, niż to można sobie wyobrazić. Przecież Jego ciałem, Nim samym, jest chleb, wino, woda, słowo, są ludzie, jest Kościół.

Jeśli tak, to nie ma już na co czekać, trzeba żyć i tworzyć zarówno ziemię, jak i niebo. Nie warto się zanadto zamartwiać, ani tym bardziej nudzić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 49/2011