Proza Hłaski kojarzyła mi się z krzykiem w ciemności. Dialogi bez źródła, bez wytłumaczenia, przybierające na sile. To wytarte: „słowa jak z karabinu”. Najokropniejsza scena w „Ósmym dniu…” to bombardowanie, gwałt słowem, który ciągnie się przez blisko cztery strony. Krafftówna opowiadała, że grając zgwałconą Felicję w „Jak być kochaną” chodziła boso – bo nie znała większego dyskomfortu. Myślę teraz, że kto wie, czy u Hłaski ten potok słów, przegadanie nie jest właśnie niekomfortowe; czy obycie w formie nie jest doświadczeniem w poczuciu osaczenia. Czy Hłasko nie pragnąłby ciszy.
Warszawa dnia ósmego wyje, gwiżdże, piszczy, zawodzi, ryczy, wrzeszczy. „Była tylko cisza i wrzask kotów”. Szept ukochanego, za chwilę pijackie „zawodzenie do ucha”. Z każdego okna ten sam program radiowy, ten sam spiker, chrypiący, nosowy głos. Przejeżdża ciągnik, lokomotywa, z autobusu w ulicę, gdzie słowa próbują ściągnąć, zawłaszczyć, wytrącić z samotności – do baru, ryczącego „obłąkanym basem”. Gdzie ludzie „brzęczą jak muchy”. Do domu, w którym bez przerwy kapie zlew. Cudzy hałas. Słowa cuchnące jak odór ulicy.
W „Pięknych dwudziestoletnich”: „(…) cierpienie uszlachetnia, ale tylko w powieściach, takich jak Ania z Zielonego Wzgórza”. Bohaterowie Hłaski znajdują się jak najdalej od Zielonych Szczytów. Wrażliwi młodzieńcy i zwodnicze kobiety. Spotkali się w złym czasie, innego nie było. „Czyste uczucia i brudne ręce” – powoduje nimi instynkt odejścia, ocalenia świętych chwil od siebie, od życia, które ich samych zawłaszcza. Wciąga w dialog. Gdy wypowie się swoje „święte chwile”, każde „dobre uczucie ludzkie” – gdy staną się materią hałasu, nie pozostanie nic do ocalenia. Brud obejmie najpierw ręce, później to, co zdarzyło im się trzymać.
Rodzeństwo z „Ósmego dnia…”, Agnieszka i Grzegorz, zobowiązani milczeniem. On chce napisać książkę, skrajnie banalną, o tym, że może byłoby dobrze, ale „zaczynają pomagać ludzie”. Ona pyta o tytuł – „coś o milczeniu. O potrzebie milczenia wobec innych ludzi”. W najbardziej okrutnych snach przychodzi do niego kochanka i mówi coś, czego nie może usłyszeć. Słyszy tylko cieknący kran.
Agnieszka obiecuje, że go naprawią. Próbuje zawrócić go z wyjącego Zieleniaka do zawodzącego domu. Niezrealizowane plany niedzielne ich ojca, pretensje matki są jak refren, który powtarzają między sobą: – była? – nie. Deprymowana, atakowana hałasem powie: „wszystko jest w porządku (…) tylko nie każcie mi mówić tego, o czym myślę i jak myślę”. Zgwałcona, poczuje przynależność do brudu, wybuchnie śmiechem, obejmującym całe miasto – i nikt go nie usłyszy.
Giedroyc, wydawca Hłaski, proponował mu zapis wulgaryzmów po kropkach. Hłasko twierdził, że słowa nie można wtłoczyć w milczenie. Wulgarność, okrucieństwo, obrzydliwość należą do hałasu. Zapis to zobowiązanie względem napastliwości, względem brudu. Hłasko-buntownik pisał do Giedroycia: „(…) życie bez przestrzegania pewnych form zmienia się najpierw w piekło, a potem po prostu w gówno. Będę się więc upierać przy formach” (lipiec 1962).
***
Myślałam o tym przesunięciu – z deszczu na słońce. Na deszcz się nie czeka. Agnieszka, która mówi: „Na deszcz. I na ciebie”, przyjmuje swoją miłość, pragnienie, dzielone z ukochanym, do obiegu publicznego; o którym wie, że niszczy, kiedy woła: „Po tym, co się stanie, nie będziemy mogli patrzeć na siebie. I będzie spokój. Nareszcie spokój”. Teraz powiedzieć do niej „słoneczko” znaczy tyle, co k… Agnieszka w technikolorze, która czeka na słońce, przynależy do innego zakończenia. Tego, w którym jest nadzieja na milczenie, wyrażona w pierwszym i ostatnim jej krzyku.
Myślałam o tej drastycznej zmianie. Że wychodzi to podobnie jak doklejone zakończenie „Bazy ludzi umarłych” („Następny do raju”). Pewnie. Ale dodaję, że różnica sprowadza się w gruncie rzeczy do tej między „małym a wielkim świństwem” – i prawdą: „Małe świństwa mówi się głośno (…) Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie, czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














