Pracę znalazłem w szkole podstawowej, w której uczyła żona. Małe grono nauczycielskie szybko mnie zaakceptowało. Skończyłem studia pedagogiczne i podyplomowe, także kurs pedagogiki ignacjańskiej “Integralny Model Pedagogii". Zostałem wicedyrektorem gimnazjum. Żona miała mieszkanie służbowe, mieliśmy więc, gdzie schronić głowę. Później przychodziło odbudowywanie więzi rodzinnych. Pomostem okazały się nasze dzieci.
Najgorsza była pierwsza niedziela “w cywilu" i wejście do świątyni. Modlitwa wydawała się rozmową z drugą osobą przez grubą szybę: ty mówisz i widzisz drugiego, ale jego słowa do ciebie nie dochodzą. Mimo to modliłem się jak umiałem: do Miłosierdzia Bożego, na różańcu. Dzieci poszły do komunii - a my? My nie mogliśmy. Złożyłem prośbę o dyspensę, ale odmówiono mi jej ze względu na młody wiek. Po latach - przez brata żony, księdza - biskup (ten, który błogosławił mi na odchodnym) dał znać, żebym spróbował raz jeszcze. Pojechałem do kurii. Uściskał mnie, serdecznie porozmawiał i wręczył na pożegnanie książkę o modlitwie serca. Od niej rozpoczęło się moje nawrócenie: wreszcie poznałem, czym jest modlitwa, wróciłem do brewiarza. Jakiś czas później dowiedziałem się, że otrzymałem dyspensę. Nic jednak do końca nie było pewne. Wyjeżdżając do kurii, nie mogłem odpalić samochodu, zepsuł mi się rower, a na autobus było już za późno. Rodzina miała samochód, ale z zepsutym hamulcem. Podwiózł mnie mąż kuzynki, ale w drodze auto się zepsuło... Dojechałem z niewielkim opóźnieniem i otrzymałem pismo. Wreszcie ustaliliśmy z żoną datę ślubu kościelnego. Błogosławili: ksiądz z mojego rocznika i brat żony. Poza ojcem żony, znajomą i naszymi dwoma synami, którzy służyli do Mszy, nikogo na ślubie nie było. Ulga, radość, dziękczynienie...
Przeszliśmy rekolekcje “Spotkań małżeńskich". Na ich zakończenie zaproszono nas do animowania innych. Powiedziałem superiorowi domu rekolekcyjnego, że jestem byłym księdzem, ale nie widział w tym przeciwwskazań i od kilku lat zajmujemy się tym. Zafascynował mnie duch karmelitański. Jeżdżę na rekolekcje formacyjne, codziennie medytuję, włączam się w modlitwę Kościoła przez niektóre godziny liturgii godzin, czytam Pismo Święte. Comiesięczna spowiedź i codzienny rachunek sumienia pozwalają mi w pokorze patrzeć na siebie. Razem z rodziną staramy się żyć po chrześcijańsku.
Prawie rok temu żona i ja uczestniczyliśmy w międzynarodowym zjeździe animatorów “Spotkań małżeńskich". Spotkałem się z żonatymi księżmi z Kościoła greckokatolickiego. Na zjeździe byli oczywiście razem. Poczułem żal. Dlaczego nie miałem możliwości wyboru? Wszystko byłoby prostsze. Teraz nie mogę nawet być nadzwyczajnym szafarzem Eucharystii. Odmówiono mi przyjęcia do świeckiego zakonu dominikańskiego, a inni księża pokazują mnie palcami. Dziękuję Bogu, że dał mi łaskę wiary, a może kiedyś przyjmie jako syna marnotrawnego... Szukałem Go daleko, a On był w mym sercu - przeczytałem lata temu na wykładach wspomnianego już biskupa w “Wyznaniach" św. Augustyna.
DANE OSOBOWE DO WIADOMOŚCI REDAKCJI
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














