Szarża ku przepaści

Po brukselskiej porażce politycy PiS-u brną w radykalną retorykę w imię obrony swoich chybionych zamiarów. Przechylają się na stronę najtwardszego elektoratu, choć na pewno nie wystarczy on do utrzymania się przy władzy.

13.03.2017

Czyta się kilka minut

Delegacja PiS pod przewodnictwem Jarosława Kaczyńskiego wita Beatę Szydło po powrocie ze szczytu Unii. Warszawa, 10 marca 2017 r. / Fot. Twitter rzeczniczki PiS Beaty Mazurek
Delegacja PiS pod przewodnictwem Jarosława Kaczyńskiego wita Beatę Szydło po powrocie ze szczytu Unii. Warszawa, 10 marca 2017 r. / Fot. Twitter rzeczniczki PiS Beaty Mazurek

Prawo i Sprawiedliwość poniosło pierwszą jednoznaczną i spektakularną porażkę. Nie wycofało się, jak w sprawie ustawy antyaborcyjnej, lecz walczyło do końca i w sposób całkowicie bezlitosny zostało przegłosowane. Nie ugrało zupełnie nic. Nawet część publicystów mocno sprzyjających obozowi władzy nie zostawiła na tej akcji suchej nitki. Co doprowadziło do tak bezsensownej szarży?

Większość obserwatorów do sprawy tej podchodzi na jeden z dwóch sposobów. Pierwszym z nich jest psychologizowanie – zwraca się uwagę na zadawnioną, osobistą niechęć Jarosława Kaczyńskiego do Donalda Tuska, którą narzuca całemu swojemu obozowi. Drugi to traktowanie tego jako elementu przenikliwej, racjonalnej rozgrywki, jako część większego planu.
Każde z takich wyjaśnień oznacza jednak albo lekceważenie, albo demonizowanie Jarosława Kaczyńskiego i całego PiS-u. Wydaje się, że choć czynników psychologicznych bądź strategicznych doszukać się tu można z łatwością, to całą akcję najlepiej traktować jako jeszcze jeden dowód odrywania się rządzących od rzeczywistości. To życie w świecie własnych wyobrażeń i podszeptów zaufanych zauszników skłania do podejmowania akcji, w której tylko niezwykły zbieg okoliczności mógłby przynieść sukces.

Sprawny Tusk w Europie

Skąd mogło się wziąć samo podjęcie takiego wyzwania? Bez wątpienia pozycja Donalda Tuska, jako jednego z przywódców Unii Europejskiej, jest zdecydowanie mocniejsza poza Polską niż w niej samej. Choć dla wielu zwolenników Platformy Obywatelskiej, a szczególnie przeciwników obecnego rządu, Tusk zaczyna uosabiać stare dobre czasy, to jednak warto zwrócić też uwagę, że przez osiem lat swoich rządów zapracował sobie na negatywną opinię u istotnej części społeczeństwa. Bywa to głęboka niechęć albo tylko sceptycyzm. Opuszczenie lokalnej sceny politycznej przez awans do Brukseli stanowiło niewątpliwie majstersztyk osobistego PR-u i w każdych innych okolicznościach byłoby niepodważalnym atutem. Faktem jest jednak, że ugrupowanie opuszczone przez Donalda Tuska doznało serii trzech porażek wyborczych o narastającym znaczeniu.

Pierwsza, tylko symboliczna, przyszła w wyborach samorządowych. Jej polityczny efekt został anulowany przez szczęśliwy bonus PSL-u, umieszczonego na pierwszej stronie wyborczej książeczki. To pozwoliło utrzymać władzę koalicji w większości województw. Ale już porażki w wyborach prezydenckich i parlamentarnych kładą się cieniem na skuteczności Tuska. Za jego sprawą na stanowiskach prezydenta i premiera znalazły się osoby, u których znacznie łatwiej było wyliczać wady niż zalety. Dobieranie na takie stanowiska ludzi, którzy jemu nie zagrażali, ale za to zagrażali porażką całego obozu, pozostaje poważnym obciążeniem Tuskowej hipoteki. Taka strategia przyczyniła się do sukcesu opozycyjnego PiS-u. Wraz z szeregiem innych sprzyjających okoliczności dała mu wielki bonus i częściowo nieuzasadnioną wiarę w swoje nieograniczone możliwości.

Sam Donald Tusk przez te dwa i pół roku potwierdził w instytucjach europejskich swoje polityczne talenty. Niewiele jednak wskazuje na to, by wykraczały one poza zdolność do zjednywania sobie sojuszników i sprawność komunikacyjną. Trudno uznać za wiarygodne zarzuty wywołania Brexitu, ale też ciężko stwierdzić, że jego działania stanowiły szczególnie skuteczną odpowiedź na wszystkie unijne kryzysy. Nie jest on oczywiście winny problemów UE. Jego pozycja formalna nie jest porównywalna z funkcją premiera we własnym kraju, który mógłby pełnić rolę przywódczą. Być może właśnie z tego powodu do roli przewodniczącego UE Donald Tusk szczególnie się nadaje i jest doceniany przez swoich europejskich kolegów. Dlatego też tak dobrze się w tej roli odnalazł – nie aspiruje wszak do pociągnięcia za sobą innych, by maszerowali w kierunku, który im samym nie przychodzi do głowy.

Jednocześnie w swoim wystąpieniu na zjeździe Europejskiej Partii Ludowej w maju 2016 r. wykazał się dużą dozą rozsądku i potwierdził swój słuch społeczny. W momencie, kiedy wielu euroentuzjastów było skłonnych w odpowiedzi na problemy proponować „jeszcze więcej tego samego”, on apelował o trzymanie się realiów i uwzględnienie zdania opinii publicznej – o nieprzeszarżowanie z integracją europejską w sytuacji, gdy narasta grono jej przeciwników. O obronę tego, co już udało się uzyskać, a nie marzenia o tym, co na dziś zdaje się równie wątpliwe, jak odległe.

W pułapce własnej retoryki

To, że z polskiej perspektywy Tusk może być oceniany gorzej niż z punktu widzenia pozostałych krajów, wydaje się być główną z sił, które popchnęły PiS do bezsensownego ataku. Szarżujący nosorożec mało co widzi, ale jest bardzo groźny. Jeśli jednak oddziela nas od niego przepaść, jest groźny tylko dla siebie. Co w tym przypadku stanowiło przepaść sprawiającą, że atak nie przyniósł Tuskowi szkody? W dyplomacji samą determinacją niewiele jest się w stanie zrobić. Politykom z tych krajów, które są bliskie Polsce czy nawet obecnemu rządowi, ma on bardzo mało do zaoferowania. Sprawa ta wyglądała na znacznie ważniejszą dla polskiego rządu niż dla kogokolwiek innego, zaś jego argumenty nie dość, że słabe, to jeszcze zostały przedstawione wyjątkowo nieudolnie. 

Główny zarzut – brak bezstronności Tuska – dotyczy polskiej polityki wewnętrznej, a nie relacji pomiędzy unijnymi partnerami. Tyle że ten sam zarzut można by postawić w stosunku do wielu polityków europejskich, nawet członków Komisji czy samego jej przewodniczącego. Wszyscy oni tak czy inaczej angażowali się w polskie sprawy, uzasadniając to obroną europejskich wartości. Nawet jeśli zachowanie Tuska jako przewodniczącego byłoby w normalnych relacjach UE ze swoimi członkami wątpliwe, to jednak w takich okolicznościach nie było szczególnym wychodzeniem przed szereg – czymś, co pozostali europejscy liderzy uznawaliby za nieadekwatne.

Obóz rządzący wpadł też w pułapkę swojej własnej retoryki na polskim rynku politycznym. Jego postawa jest ewidentnie sprzeczna ze wszystkimi zasadami, które głosiło samo Prawo i Sprawiedliwość, i z czego czyniło zarzuty opozycji. Jest wciąganiem zewnętrznych podmiotów w polską grę polityczną. Przenosi ją na forum europejskie i podkopuje pozycję kraju. Nawet gdyby rzeczywiste motywacje inicjatorów były jak najszlachetniejsze i wynikały ze szczerej troski o europejską czy narodową wspólnotę, to najwyraźniej nie udało się do tego przekonać kogokolwiek spoza własnego obozu. Zaś w samym tym obozie przekonanie, że w rozgrywce tej chodzi o partyjny interes, nie było szczególnie skrywane.

Być może wiele osób tak bardzo utożsamia dobro swojego obozu z dobrem całego kraju, że nie zwraca uwagi na fakt, iż taka jedność nie dla wszystkich jest oczywista. Dla osób starających się zachować bezstronność i nieprzesądzających od razu o tym, kto ma słuszność, rzecz niepodważalnie zalatywała partykularyzmem i małostkowością. Właśnie zamknięcie się w gronie zagorzałych zwolenników jest najskuteczniejszą metodą odrywania się od rzeczywistości. PiS już teraz, tak jak PO pod koniec swoich rządów, usilnie stara się potwierdzić wszystkie negatywne stereotypy, którymi opisują go przeciwnicy.

Wszystko to wyglądało dla Prawa i Sprawiedliwości jako tako, póki można było łudzić własnych sympatyków wizją Jacka Saryusza-Wolskiego jako następcy Tuska. Tu jednak nie dało się tylko gonić króliczka. Nikt z pozostałych krajów nie był chętny do udziału w takiej zabawie – pomysły przedłużenia całej procedury i włączenia nowego kandydata do gry odbiły się jak od ściany. Cała sprawa była zbyt ambarasująca dla reszty uczestników, żeby odmówić sobie tego, co dało się zrobić bardzo prosto – jak najszybszego przegłosowania kandydatury Tuska i spuszczenia na całą sprawę zasłony milczenia.

Prezent dla opozycji

Skończyło się to dokładnie tak, jak życzyliby sobie najtwardsi przeciwnicy PiS-u: Tusk został wybrany na drugą kadencję i może wrócić do kraju w sam raz na kampanię prezydencką 2020. Politycy PiS-u nie tylko zostali solidnie sponiewierani, ale jeszcze brną w radykalną retorykę w imię obrony sensu swoich chybionych zamiarów. Przechylają się na stronę swojego najtwardszego elektoratu, choć przecież on na pewno nie wystarczy do utrzymania się przy władzy. Opozycja ma po tej akcji mocniejsze podstawy, by wierzyć w swoje zwycięstwo. Jej co prawda też może się teraz udzielić zaślepione rozgorączkowanie – może zmarnować atut podarowany jej przez rządzących. Lecz to sytuacja obozu władzy zmieniła się na pewno bardziej. Jeśli – tak jak kiedyś Tusk – wierzyli, że nie mają z kim przegrać, to rzeczywistość boleśnie im przypomniała, że własne słabości są w stanie zmóc każdego. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Socjolog, publicysta, komentator polityczny, bloger („Zygzaki władzy”). Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Pracuje na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w zakresie socjologii polityki,… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2017