Reklama

Szaleństwa metody

Szaleństwa metody

22.10.2018
Czyta się kilka minut
Gdyby założyć istnienie biblioteki totalnej w stylu Borgesa, to książka Tavaresa byłaby szczątkami, które udało się wynieść z jej pożaru.
P

Problem z książką Gonçalo M. Tavaresa zaczyna się już od tytułu. Enigmatyczny, złożony z dwóch słów – „Encyklopedia. Notatki” – kieruje nasze skojarzenia w dwie zupełnie różne strony. Z jednej oświeceniowy z ducha projekt pełnej systematyzacji wiedzy o świecie, z drugiej luźne szkice, niepowiązane ze sobą wyimki, które bez swojego autora tracą nie tylko spoiwo, ale też sens. I właśnie na tych dwóch skrajnych biegunach rozpostarte jest dzieło Tavaresa, który, podobnie jak jego modernistyczni mistrzowie, porywa się na projekt totalny. I podobnie jak oni ponosi spektakularną klęskę. Ale nie o zwycięstwo tu chodziło, tylko, jak pisał Beckett, aby „chybić jeszcze raz. Chybić lepiej”.

Wydawca książki sugeruje, że jest ona „paszportem, który pozwala przekroczyć granice literackiej ojczyzny” autora. Blurby na okładkach potrafią dotkliwie kłamać, jednak nie w tym wypadku. „Encyklopedia. Notatki” to faktycznie klucz do uniwersum, które dla uproszczenia zbiorczo nazywa się „Tavares”. A nawet cały ich pęk – do tego w różnych kształtach i rozmiarach. Pytanie tylko, gdzie szukać pasujących do nich zamków.

Urodzony w Angoli portugalski pisarz, syn matematyczki i inżyniera, jest zjawiskiem osobnym – nie tylko w literaturze luzońskiej, ale i światowej. Początkowo nie myślał o pisaniu, bardziej pociągały go nauki abstrakcyjne – chciał zostać matematykiem. Potem, gdy jego marzenia nabrały większej substancjalności, zastanawiał się nad architekturą. Chyba coś z tych planów w nim zostało, bo do dziś jego teksty przypominają skomplikowane, przestrzenne gmachy, w których łatwo się zgubić.

Jako pisarz zadebiutował późno, bo w wieku 31 lat. Aczkolwiek „debiutować” nie jest tu dobrym czasownikiem. Sam autor mówi raczej o „upublicznianiu” swoich tekstów. Przez lata napychał szufladę biurka kolejnymi manuskryptami, aby w pewnym momencie – starannie wybranym – wkroczyć do świata literackiego. I to z impetem, bo w ciągu kilku lat po debiucie wydał kilkanaście książek, a obecnie ma ich na koncie już ponad 30. W podobnym tempie przyrasta liczba przyznanych mu nagród i języków, na które jest tłumaczony. W Polsce ukazały się do tej pory trzy jego powieści: „Panowie z dzielnicy” (2007), „Jeruzalem” (2010) oraz „Przypadki Lenza Buchmanna” (2015).

Już nawet na podstawie tego pobieżnego portretu widać, że porównanie do innego portugalskiego pisarza, Fernanda Pessoi (o które także pokusił się wydawca), nie wynika wyłącznie z geograficznej koincydencji. Dla Tavaresa, podobnie jak dla innych modernistycznych pisarzy totalnych, literatura nie jest dodatkiem do egzystencji, ale jej esencją. A sama czynność pisania naturalną konsekwencją pozostałych życiowych czynności. Jednak jak zawsze, gdy stykamy się z szaleństwem, niezbędna okazuje się metoda.

W tym przypadku jest nią właśnie „Encyklopedia. Notatki”. A raczej próbuje nią być. Gdyby założyć istnienie biblioteki totalnej w stylu Borgesa, to książka Tavaresa byłaby szczątkami, które udało się wynieść z jej pożaru. Składa się z pięciu rozdziałów – każdy napisany w innym stylu i dotykający innego, pozornie niepowiązanego z pozostałymi zagadnienia, m.in., strachu i muzyki.

Z jednej strony maniakalna potrzeba porządku (układy alfabetyczne, ramki i struktura leksykonu), z drugiej często osuwający się w poezję styl aforyzmu, który jedynie symuluje szeroką i uporządkowaną perspektywę poznawczą. Akapity pożyczone od Nietzschego albo Ciorana jakby wciąż od nowa powracają do tych samych problemów, drążąc je za każdym razem z innej strony. Ta zrodzona z obsesji instrukcja obsługi świata i literatury nie daje się w łatwy i doraźny sposób spożytkować. Pozwala natomiast prześledzić krzyżujące się ścieżki, którymi wędruje wyobraźnia autora. Na dokładną mapę jednak nie mamy co liczyć – zostaje nam jedynie rozedrgana i gęsta konstelacja pojęć. Książkę kończy krótki leksykon kluczowych dla literatury haseł. Obok słów „abstrakcja” czy „rzeczywistość” pojawia się w nim także „krwotok” i „stalaktyt”, a całość zamyka „zdanie”, które „nie może być jak szklanka zawierająca słodką wodę do wypicia; zdanie jest jak szklanka, która próbuje powstrzymać powódź. I nie daje rady”. Jeśli szukaliśmy definicji pisania, możemy odetchnąć z ulgą – lepszej już nie znajdziemy. ©℗

Gonçalo M. Tavares, ENCYKLOPEDIA. NOTATKI, przeł. Wojciech Charchalis, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2018

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]