Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Świadek (anty)komunizmu

Świadek (anty)komunizmu

10.06.2013
Czyta się kilka minut
Był partyjnym prominentem, po 1953 r.odwrócił się od NRD. Cena, jaką za to zapłacił, była wysoka.
Berlin, 17 czerwca 1953 roku: demonstranci uciekają przed sowieckimi czołgami. Fot. AKG / EAST NEWS
D

Data nie była przypadkowa. Gdy 16 czerwca 1961 r. Heinz Brandt wchodził we Frankfurcie nad Menem na pokład samolotu do Berlina Zachodniego – na konferencję, którą zachodnie związki zawodowe organizowały w ósmą rocznicę buntu z 1953 r. – nie mógł przypuszczać, że Niemcy Zachodnie zobaczy dopiero wiele lat później.
Do Berlina mógł dostać się jedynie drogą powietrzną. Droga lądowa była zbyt niebezpieczna. Brandt był bowiem uciekinierem i to szczególnego rodzaju: ten były wysoki funkcjonariusz SED w 1953 r. otwarcie wystąpił przeciw partii komunistycznej i musiał ratować się ucieczką na Zachód. Co więcej, na Zachodzie nie zadowolił się dostatnim życiem: pracując jako redaktor gazety związkowej, działał przeciw dawnym towarzyszom z NRD. W ich oczach był więc „zdrajcą” bardzo niebezpiecznym: jako ekskomunista był wiarygodnym świadkiem, pokazującym na Zachodzie prawdziwe oblicze komunizmu.
Porwanie
Także tamtego dnia, 16 czerwca 1961 r., Brandt wiózł ze sobą „wrogą propagandę” – jak nazwaliby to jego dawni towarzysze z SED: na konferencji w Berlinie Zachodnim miał wygłosić przemówienie o tragedii sprzed ośmiu lat, w którym znów chciał rozliczyć się z kliką Ulbrichta.
W Berlinie Zachodnim umówił się ze znajomym politologiem, by wspólnie przejrzeć manuskrypt wystąpienia. Ale nigdy do niego nie dotarł. NRD-owska bezpieka Stasi swoją pułapkę na Brandta przygotowała starannie. Już kilka miesięcy wcześniej jego znajomy z pracy związkowej w RFN, niejaki Hans Beyerlein – agent Stasi, jak się potem okazało – zapoznał go, niby przypadkiem, ze swą „znajomą” z Berlina Zachodniego, niejaką Ewą Walter. Między Brandtem i Walter nawiązał się romans. Tymczasem rzekoma „znajoma”, w istocie „dama do towarzystwa”, również była na usługach Stasi. Także Beyerlein nie próżnował: potajemnie wykradł referat Brandta, zrobił z niego kopię i przekazał Stasi.
Tamtego 16 czerwca, w przeddzień związkowej konferencji, Brandt postanowił najpierw spotkać się z Ewą. Było sympatycznie: Ewa przygotowała posiłek, postarała się o butelkę whisky. Gdy Brandt opuścił jej mieszkanie, poczuł bóle w sercu. Potem stracił przytomność – Ewa dodała do alkoholu środek odurzający.
Tajniacy ze Stasi czekali w pobliżu. Wrzucony do bagażnika, przewieziony autem przez otwartą jeszcze granicę do Berlina Wschodniego, trafił do słynnego więzienia Stasi w dzielnicy Hohenschönhausen. Tam zażądano, by złożył publicznie samokrytykę i oświadczył, że dobrowolnie wrócił do NRD w proteście przeciw „remilitaryzacji i renazyfikacji” RFN. Odmówił.
Do i od komunizmu
Urodzony w 1909 r. w Poznaniu (należącym wtedy do Prus) Heinz Brandt wyrastał w atmosferze domu rodzinnego, którą wówczas w Niemczech nazywano humanistyczną; jego dziadek był znanym rabinem. W 1921 r. wyjechał do Berlina. Studiował ekonomię, ale – relegowany z uczelni z powodów politycznych – w końcu podjął pracę jako dziennikarz.
W 1931 r. wstąpił do Komunistycznej Partii Niemiec. Trzy lata później aresztowany przez gestapo został skazany na 6 lat ciężkiego więzienia za „przygotowania do zdrady stanu”. Gdy odsiedział wyrok, nie wyszedł na wolność: jako Żyd trafił do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, a potem do Auschwitz. Przeżył obóz i tragiczny „marsz śmierci”, podczas którego w 1945 r. więźniów „ewakuowano” do obozu w Buchenwaldzie. Tu doczekał wolności.
Po wojnie wrócił do Berlina (Wschodniego), gdzie został etatowym pracownikiem partii komunistycznej SED w jej stołecznych władzach; od 1950 r. odpowiadał za agitację i propagandę. To z jego inicjatywy 16 czerwca 1953 r. Biuro Polityczne wycofało się z decyzji o podniesieniu norm dla robotników – za późno, by powstrzymać bunt. Ale walcząc o cofnięcie tej decyzji, Brandt zyskał wielu wrogów wśród swych towarzyszy-stalinowców. Po krwawym stłumieniu buntu został więc wyrzucony z partyjnego aparatu, w ramach „oczyszczania szeregów”. Ostrzeżony, że grozi mu aresztowanie, w 1958 r. wraz z rodziną uciekł na Zachód.
Teraz, trzy lata później, był więc znów w NRD. Postawiony przed Sądem Najwyższym w 1962 r. – proces był tajny, bez udziału publiczności – został skazany za „szpiegostwo” na 13 lat ciężkiego więzienia; jego postawa podczas buntu z 1953 r. odegrała dla sądu centralną rolę.
Osadzony w osławionym więzieniu Budziszyn II był przetrzymywany w pojedynczej celi. Tymczasem na Zachodzie – gdy stało się jasne, jaki spotkał go los – ruszyła kampania solidarności. Jego uwolnienia domagali się Bertrand Russell i Erich Fromm, a także nowo powstała Amnesty International, która w 1962 r. ogłosiła go pierwszym „więźniem roku”. Skutecznie: w 1964 r. Brandt został zwolniony, ku swemu – jak przyznawał – zaskoczeniu.
Wrócił do RFN i pracował dalej jako redaktor; jego zaanagżowane teksty często wywoływały żywe debaty. Był aktywny w SPD i ruchu związkowym; potem należał do współzałożycieli Partii Zielonych.
 Swe życie opisał w autobiografii pod tytułem: „Marzenie, którego nie można uprowadzić. Moja droga między Wschodem i Zachodem”. Treść przemówienia, którego nie dane mu było wygłosić 17 czerwca 1961 r., włączył do książki jako jej rozdział. Zmarł w 1986 r., w wieku 76 lat.

DORIS LIEBERMANN (ur. 1953) jest dziennikarką. W latach 70. działaczka opozycji w NRD, wydalona karnie do RFN. Autorka audycji radiowych i książek.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]