Świadek

Witold Bereś, Krzysztof Burnetko: BOHATER Z CIENIA. LOSY KAZIKA RATAJZERA
Czyta się kilka minut

W rocznicowym amoku, jaki ostatnio ogarnął Polskę, o tej akurat rocznicy niewielu pamiętało. Niech więc o powstaniu w getcie warszawskim, które rozpoczęło się 19 kwietnia 1943 roku, przypomni ta książka. Jej bohater to jeden z ostatnich świadków tamtych wydarzeń. Świadek niezwykły.

Szymon (Simcha) Ratajzer, rocznik 1924, chłopak z Czerniakowa („Czerniaków to była dzielnica pierwsza klasa!” – powie po latach), pierworodny syn pobożnego chasyda, prawnuk właścicielki knajpy na Powiślu, po blondwłosej i niebieskookiej matce obdarzony został tak zwanym „dobrym wyglądem”. Pojęcie, które pojawiło się podczas niemieckiej okupacji, jest tu jednym ze słów-kluczy, opisujących świat, w którym kolor włosów i oczu, akcent i sposób mówienia decydowały często nie tylko o czyimś konkretnym losie, ale i o losach innych. Jak w przypadku ostatnich powstańców getta, których wyprowadzenie kanałami na „stronę aryjską” organizował właśnie Ratajzer.

Innym kluczem jest „Kazik”, przybrane imię, którym bliscy do dziś zwracają się do Simchy Rotema (bo takie nazwisko nosi oficjalnie w Izraelu). Jak narodził się „Kazik”? Żołnierze Żydowskiej Organizacji Bojowej zdobywali pieniądze na zakup broni od nielicznych bogatych mieszkańców getta. „Podczas jednej z takich akcji – czytamy w książce – kiedy napadnięty nie chce wydać kosztowności na hasło »na potrzeby ŻOB«, dowódca Ratajzera w przebłysku geniuszu krzyczy do niego po polsku: »Kazik, zrób z nim porządek«. Że niby Ratajzer, ten chłopak ze słowiańskim wyglądem, jest Polakiem, a tacy, jak wiadomo, z Żydami nie żartują... Więc już nie Szymek, ale Kazik Ratajzer, przykłada lufę rewolweru do brzucha mężczyzny i pcha go w kąt pokoju, sycząc: »Ze mną nie ma żartów«. Od razu dostają pieniądze”... W rolę bojownika polskiego podziemia Ratajzer wejdzie jeszcze kilkakrotnie podczas powstania warszawskiego – będzie mógł dzięki temu uratować w ostatniej chwili kolegę z ŻOB-u, którego akowcy mieli rozstrzelać jako niemieckiego szpiega...

„Jestem szczęśliwy, że przez te wszystkie lata – podczas wojny i potem w Izraelu – nikogo nie zabiłem. W każdym razie nie bezpośrednio” – mówi dzisiaj. Choć był żołnierzem ŻOB-u, potem walczył w powstaniu warszawskim, tuż po wojnie uczestniczył w akcji „Mścicieli”, której celem było wzięcie odwetu na Niemcach, i miał zatruć chleb przeznaczony dla esesmanów przetrzymywanych w Dachau, a później brał udział w wojnie o niepodległość Izraela i w „wojnie sześciodniowej” 1967 roku. „Owszem, wojna o niepodległość to był dalszy ciąg naszego wojowania w getcie. W ten czy inny sposób toczyliśmy tę samą walkę. Ale wtedy na takie rozważania nie było czasu” – wspomina.

Wcześniej mówi: „Podporucznik? To był pierwszy stopień oficerski i do dziś nie mam pojęcia, dlaczego mi go dali... Tak, w Haganie wiedzieli, że byłem w ŻOB, ale przecież nie miałem żadnego doświadczenia typowo wojskowego... Pewnie dlatego, że była wojna, nikt nie rodzi się oficerem, a ktoś musi wykonywać rozkazy... Byłem zdziwiony, ale oczywiście zadowolony. Dobrze, że nie musiałem strzelać”... W Izraelu nie tylko walczył – wyjechał na placówkę dyplomatyczną do Moskwy, był działaczem związkowym, rozwinął sieć sklepów spożywczych SUPER. No i założył rodzinę, ma dzieci i wnuki, hoduje pomidory i cytryny.

Książka Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki o 88-letnim dziś Kaziku Ratajzerze przypomina mozaikę. W ich autorską narrację wplecione zostały fragmenty rozmów, które w latach 2007-11 prowadzili ze swoim bohaterem, w Izraelu i w Polsce, a także fragmenty pochodzącej z 1995 roku rozmowy Ratajzera z przyjacielem i towarzyszem broni, Markiem Edelmanem. Powstała przejmująca opowieść o Zagładzie, o nieludzkich wyborach, przed jakimi stawały jej ofiary, o paradoksach losu i zawodności ludzkiej pamięci, o przyjaźni i lojalności poddawanych najcięższej próbie. Także o sporach wśród powstańców getta, powojennych drogach ocalonych i dylematach, przed którymi stoją ci, którzy pragną przekazać dalej swoje świadectwo. (Świat Książki, Warszawa 2012, ss. 254.)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18-19/2012