Sumienie czy zasady?

Ostatnimi czasy coraz częściej słychać powoływanie się na wolność sumienia, która daje człowiekowi prawo decydowania o tym, co uznaje za dobre i złe.
Czyta się kilka minut

Każdy powinien kroczyć drogą, którą rozpozna jako właściwą, nawet jeśli będzie łamał przykazania oraz dokonywał czynów, które przynoszą wstyd. Co ciekawe, w tych twierdzeniach jest sporo racji: w podejmowaniu decyzji moralnych sumienie pozostaje rozstrzygającą instancją, nawet jeśli jest "niepokonalnie błędne" - kiedy człowiek subiektywnie, ale absolutnie jest przekonany co do słuszności swoich decyzji. "Gdyby dobrowolnie działał przeciw takiemu sumieniu, potępiałby sam siebie" (KKK 1791). Dla uzasadnienia tezy, że człowiek ma prawo postępowania zgodnie z głosem sumienia można przywołać słowa kard. Newmana: "Gdybym miał, co zresztą mało prawdopodobne, wznieść toast za religię, piłbym go za papieża, ale najpierw za sumienie, a dopiero potem za papieża".

Niestety, entuzjaści wolności sumienia idą czasem krok za daleko i rysują alternatywę: albo na drodze posłuszeństwa głosowi sumienia będziesz człowiekiem wolnym, albo przez posłuszeństwo Kościołowi dasz się sprowadzić do roli marionetki. A to z kolei wzmacnia obawy tych, którzy uważają, że wolność sumienia jest drogą do relatywizmu, usankcjonowaniem samowoli moralnej i podważaniem wszelkich zasad. Powołują się oni na Josepha Ratzingera, który twierdził, że "koncepcja, w której człowiek osiąga usprawiedliwienie przed Bogiem przez wierność swojemu błędnemu sumieniu, jest nie do przyjęcia". Przyszły papież doszedł do takiego wniosku, gdy jeden z jego uniwersyteckich kolegów dowodził, że "jeśli czyny Hitlera i jego współpracowników były zgodne z ich sumieniem (...) to nie powinni byli działać inaczej, możemy się więc spodziewać, że poszli do nieba za wierność samym sobie".

Pogodzenie posłuszeństwa wobec głosu sumienia z posłuszeństwem wobec autorytetu Boga objawiającego się w Piśmie Świętym i nauczaniu Kościoła jest możliwe dzięki wejściu na drogę ewangelicznej pokory, czyli szukania Prawdy. Trzeba przyjąć dwa twierdzenia. Po pierwsze, istnieje Prawda, czyli zakorzeniony w Bogu, większy ode mnie porządek, który mogę odkryć w świecie i w sercu. Po drugie, owej ponadczasowej Prawdy nie posiadam, tylko się do niej zbliżam. A skoro jestem człowiekiem omylnym, to nie uwłacza mojej godności fakt, że korzystam ze wsparcia Kościoła w rozpoznaniu tego, co jest autentycznie prawdziwe i dobre.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2008