Reklama

Ładowanie...

Stresy niebagatelne

Stresy niebagatelne

27.07.2003
Czyta się kilka minut
Nie dostrzegam różnicy między metodami “naturalnymi" (cóż jest naturalnego w metodzie, zalecającej współżycie, gdy organizm kobiety jest do tego fizjologicznie najmniej przystosowany?), a sztucznymi. Niemoralne jest założenie prezerwatywy, moralnie słuszne za to włożenie w odpowiednie miejsce termometru i studiowanie ciągłości śluzu. Cel jest ten sam: uniknięcie ciąży. Fragmenty Katechizmu, mówiące o różnicach między metodami, napisane są takim językiem, że nic nie rozumiem, a przecież pilnie uważałem na zajęciach z filozofii. Czytam, że “naturalne" metody są otwarte na przekazywanie życia. Po co w takim razie zapewnienia o ich stuprocentowej skuteczności? Jeśli natomiast ksiądz w konfesjonale próbuje mi wytłumaczyć, że prezerwatywa poniża moją żonę bądź osłabia więź między nami, wzruszamy z żoną ramionami. Ksiądz może nie wiedzieć, że nic tak nie osłabia więzi między małżonkami jak nieregularne i podszyte strachem współżycie.
K

Kolejny argument: naturalne metody uczą panowania nad popędem seksualnym. Wstrzemięźliwości trzeba się nauczyć w wieku młodzieńczym i narzeczeństwie. Jeśli ktoś dalej tego nie potrafi, NPR tylko mu zaszkodzi. W imię czego natomiast, pożądający siebie małżonkowie mają odłożyć zbliżenie na później? Sytuacja, “żeby dwoje chciało naraz", wśród ludzi aktywnych zawodowo i rodzinnie, nie zdarza się często. Z takich momentów trzeba się cieszyć i wykorzystywać je, by przez udany seks budować trwały związek.

Metody “naturalne" mogą pomniejszyć radość współżycia i niszczą spontaniczność wzajemnej miłości (listy na stronie internetowej “TP" dowodzą, że są uciążliwe, stresujące i zawodne). Natomiast ideałem małżeńskim propagowanym przez Krzysztofa Jankowiaka, autora tekstu “Takie jest życie", są małżonkowie rozprawiający codziennie o dniach płodnych i niepłodnych z termometrem w ręce (ręce?!) i próbką śluzu w drugiej (to ma ponoć zbliżać małżonków do siebie). Ktoś, kto wie, jak istotną rolę w udanym seksie odgrywa spontaniczność, uśmieje się z modelu rodziny, w którym ona mówi: “Kochanie, za osiem dni będziemy mogli doznać »osobowego przeżycia znaku miłości i zjednoczenia«. Czy będziesz gotów?". A on odpowiada: “Tak się cieszę, kochanie, musimy tylko uważać, by nasze »zadowolenie seksualne było w pełni moralnie dobre«". “Będzie, mój drogi - odpowiada ona. “Pod warunkiem, że »swoje intymne przeżycia utrzymamy w granicach słusznego umiaru«" (cytaty zaczerpnąłem z chrześcijańskich poradników).

Dlaczego Kościół nie chwali odpowiedzialnych i mądrych rodziców, dbających o dobro dzieci już narodzonych, i im podporządkowujących życie? Dlaczego niebagatelnych z powodu NPR stresów pozbawieni są nie tylko ewangelicy i prawosławni, ale nawet, jak zauważa Jan Turnau w “Gazecie Wyborczej" z 5-6 lipca 2003 r., katolicy z Francji i Niemiec, których biskupi orzekli, że są to sprawy indywidualnego sumienia?

(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]