Reklama

Sorry, taki mamy klimat

Sorry, taki mamy klimat

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
27.06.2019
Czyta się kilka minut
Wyobraźcie sobie, że jesteście w starym autobusie bez klimatyzacji. W środku temperatura dochodzi do 40 stopni. Jedziecie półtorej godziny. I to nie na wakacje, ale do pracy, gdzie czeka was 10 godzin ciężkiej roboty.
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
T

Tymczasem to właśnie codzienność tysięcy polskich pracowników. Zwłaszcza tych, których zakłady ulokowane są w specjalnych strefach ekonomicznych. Przykład? W centrum logistycznym Amazona w Sadach pracuje ok. 4 tys. osób. Sady leżą 20 km od centrum Poznania. Trzeba pamiętać, że w tamtejszych zakładach pracują przede wszystkim ludzie z różnych zakątków Wielkopolski. Nie tylko zresztą w Amazonie. Polskie firmy przez lata takich pracowników wręcz preferowały. Było to dla nich bardzo wygodne sięgnięcie po zasoby taniej, zdesperowanej siły roboczej z bardziej odległych wsi i miasteczek.

Firmy przyciągały ludzi obietnicą, że do pracy ich dowiozą. Amazon zrobił podobnie. Mam przed sobą rozkłady jazdy ich kilkunastu linii. Z Gniezna jedzie się minimum półtorej godziny. Z Wągrowca podobnie. Ze Skwierzyny i Leszna dwie godziny. Z Konina i Wałcza dwie z hakiem. Na dodatek busy, którymi Amazon dowozi ludzi do pracy, nie są – delikatnie mówiąc – luksusowe. Formalnie rzecz biorąc, nie należą oczywiście do Amazona, lecz do prywatnych większych i mniejszych firemek transportowych. Klimatyzacja jest rzadkością. Zimą się więc marznie, a latem smaży. A im większe pogodowe anomalie, tym bardziej sprawa staje się dotkliwa.


POLECAMY: „Woś się jeży” – autorski cykl Rafała Wosia co czwartek na stronie „TP” >>>


W ubiegłym tygodniu w autobusie wiozącym ludzi z okolic Konina temperatura sięgała 40 stopni. Doszło do buntu. Grupa pracowników powiedziała, że w takich warunkach nie jedzie. Rozpoczęły się negocjacje telefoniczne z koordynatorem transportowym. Skończyło się – jak łatwo się domyślić – nieusprawiedliwioną nieobecnością i naganą. A w firmie zasady są takie, że po dwóch nieobecnościach wylatuje się z roboty. W sprawę zaangażował się działający w Amazonie związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza, który domaga się anulowania nieobecności. Negocjacje trwają. Przy okazji IP sygnalizuje, że podobny brak gotowości do zapewnienia optymalnych warunków pracy podczas upałów jest też w innych firmach. Wskazują na Volkswagena pod Poznaniem, bydgoskie wodociągi czy garwoliński Avon.

Pozostańmy jednak przy Amazonie, żeby nie rozmywać sprawy. Ta historia pokazuje w miniaturze, że relacje pracodawca–pracownik cały czas są w Polsce jednym wielkim przeciąganiem sznura. Tu nie ma nic za darmo. Wszystko trzeba sobie wyszarpać. Pracodawca nie da niczego, do czego nie zostanie zmuszony. Dziś na przykład nie wymaga od podwykonawców transportowych utrzymywania w busach temperatury między 18 a 25 stopni. Czyli czegoś, co w transporcie publicznym jest standardem. Dlaczego? Bo nie musi. Państwo zaś umywa ręce.

Bezpieczny dojazd do pracy

Co roku w wakacje policja prowadzi wielkie akcje „Bezpieczne wakacje”, polegające na kontroli autokarów wiozących najmłodszych na kolonie i obozy. Akcji „Bezpieczny dojazd do pracy” nie było nigdy. Dlaczego? Co stoi na przeszkodzie?

Dlaczego pierwszą reakcją na bunt i niezadowolenie z okropnego gorąca są represje i nagany? Cóż takiego by się stało, gdyby pracodawca stanął po stronie pracownika i przyznał, że w takich warunkach po prostu podróżować się nie powinno?

A może do sprawy trzeba podejść bardziej systemowo. Od pewnego czasu Inicjatywa Pracownicza domaga się, by czas dojazdu był wliczany do czasu pracy. Dziś jest bowiem tak, że dniówka zaczyna się dopiero w momencie przekroczenia bramy zakładu. Te półtorej, dwie godziny spędzone w przegrzanym/niedogrzanym autobusie to zaś, formalnie rzecz biorąc, odpoczynek. A przecież to pracodawca korzysta na zasobach taniej pracy z Gniezna czy Skwierzyny. Gdyby musiał zatrudnić ludzi z Poznania, to jego koszty poszłyby w górę. Zaliczenie dojazdów jako czasu pracy miałoby jeszcze tę zaletę, że pracodawca musiałby transport zorganizować lepiej i bardziej wydajnie. Dziś nie musi się tym martwić. Tyle w temacie rzekomego „rynku pracownika”. Ileż można zbywać sprawę nastawieniem w stylu: sorry, taki mamy klimat?

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„Cóż takiego by się stało, gdyby pracodawca stanął po stronie pracownika i przyznał, że w takich warunkach po prostu podróżować się nie powinno?” Wie Pan, mnie by pasowało nie zawracać gitary pracodawcy własną osobą, co by mu szkodziło przelać na me konto pensję ot tak bezinteresownie. Przepraszam bardzo, pracownik nie stawił się w pracy, ma nieobecność i związane z tym konsekwencje, Każdy przy zatrudnianiu się ma obowiązek przeczytać regulamin i umowę, nie podoba się to szuka innej roboty, Jest jak jest bo związki zawodowe bawią się w politykę i za-siadywanie na etatach, zaś natura polskiego pracownika jest taka, jest robotę za tysiąc, zrobi za dwieście, byle inni obeszli się smakiem. Sorry nie tylko klimat mamy jaki mamy. Ja jadę najpierw 20 km samochodem, później godzinę pociągiem. Mogę leżeć w domu do góry brzuchem i biadolić, że gdzie indziej jest lepiej. W moich stronach pełno Ukraińców pracuje, z tego co słyszę wielu naszych nieźle robi im koło pióra, ot taka natura ludzka. Cenie ludzi szanujących swą pracę i cenią samych siebie, jeśli uważam, że na coś zasługuję to się tego domagam, niekoniecznie strzelając focha.

Zgadzam się z Szanownym Panem, ale proszę wziąć pod uwagę, że grzeje mocno i tym razem chyba po prosty redaktorowi Wosiowi przygrzało, temu kto puszcza kolejne artykuły też powietrza brakowało i taki oto narodził się efekt traumy grzewczej. Jeśli jednak nie jest to skutek udaru to obawiam się, że mógł Szanowny Pan zainspirować redaktora Wosia i jego koło wzajemnej adoracji i lada moment na stronach TP pojawi się baner zachęcający do dzielenia się pomysłami jak pracodawca powinien iść pracownikom na rękę, co powinien robić aby ich uszczęśliwić. W takiej sytuacji zobowiązuję się głosować za pomysłem Szanownego Pana czyli przelew na konto i pracodawca już nic więcej nie musi no oczywiście pracownik z definicji niczego nie musi szczególnie nie musi ( a nawet nie powinien) stawiać się do pracy kiedy pada, wieje, grzeje lub mrozi.

do momentu, kiedy się objawił w TP nie miałem pojęcia, że taki ktoś jak red. Woś w ogóle istnieje - po lekturze kilku jego tekstów i małym riserczu budzi się moje uznanie dla redakcji 'Polityki', która szybko poznała się na jego talencie i za friko postanowiła się nim podzielić, rzucając redaktora na rynek pracy - kiedy red. Woś odwiedza Kraków, na Wiślnej z pewnością czeka na niego miła asystentka, klimatyzowany gabinet i fotel z hydromasażem przy biurku

Nie dociera do was to, że mamy teraz w Polsce PiS to zasługa, mało lekceważenia,ale pogardy i wyzysku zwykłych ludzi? Oni mają kartkę wyborczą.

Pozwolę sobie zauważyć że nawet nie polemizuję z pomysłami redaktora Wosia, myślę, że dobrze się stało że redaktor jest redaktorem , a nie decydentem albo chociaż właścicielem/ pracodawcą ( właścicielem to długo by nie pobył) Pomysły redaktora są coraz bardziej od czapy. Czy jeśli ktoś nie akceptuje głupich pomysłów to znaczy że: 1/jest liberałem albo 2/ popiera lekceważenie ludzi – NIE. Proszę przeanalizować autorski pomysł wliczenia czasu dojazdu do czasu pracy – uzasadnienie: bo czas dojazdu to jest 1,5 lub 2 godziny w jedną stronę . No słabiutkie i brak refleksji nad całym spektrum konsekwencji, a przecież to samo ale prościej można uzyskać proponując zmianę angażu – podwyżka i wiadomo jakie konsekwencje, jakie umocowanie prawne i pracodawca może łatwo oszacować rentowność, w efekcie uznając, że nie interesuje go skąd kto dojeżdża. Jak nie będzie chętnych do pracy za takie wynagrodzenie jak zaproponuje no to zaoferuje więcej. A te wszystkie rozwiązania o charakterze „prawą ręką za lewe ucho” wymagają dodatkowej obsługi ( legislacyjnej, administracyjnej itp.) na koniec okazuje się, że ludzie sami najlepiej wiedzą na co chcą wydać zarabiane przez siebie pieniądze, czy na klimatyzację w samochodzie czy na rower albo hulajnogę itp. (patrz sukces bonów świątecznych versus paczki świąteczne itp.) Mam nadzieję że Szanowny Pan zdaje sobie sprawę, że ludzi lekceważy się również wówczas kiedy nie traktuje się ich jak dorosłych i odpowiedzialnych, tylko podejmuje się za nich decyzje i kształtuje się tak rozwiązania systemowe, aby tworzyły dobre środowisko dla wyuczonej bezradności. Poza tym redaktor Woś, nawet wówczas kiedy pracodawcy podejmują się działań dobroczynnych, zarzuca im interesowność (konkretnie Microsoft i Bill Gates) nie zastanawiając się, że jeśli nawet, to może nie jest to jedyna przesłanka. Nie zauważa, że jednak właściciele/pracodawcy podejmują ryzyko prowadzenia biznesu (splajtowania) , zapewniają miejsca pracy. Również z tych przyczyn należy podejmować takie działania, które nie wzmacniają stereotypów: przedsiębiorca – złodziej i wyzyskiwacz; pracownik – leniwy, pewnie też złodziej ale mniejszy i krętacz ciemiężony. Słowem słabiutkie i nieprzemyślane pomysły mogą zniesmaczyć nie tylko zagorzałych liberałów . Pozdrawiam serdecznie.

rządy PiS w Polsce to lekceważenie, pogarda i wyzysk zwykłych ludzi, jak i dlaczego to inna sprawa - a red. Wosia teksty są słabe ze zdroworozsądkowego, nie liberalnego punktu widzenia

Trzyma się to kupy albo d...? Czy rządy bolszewików cechowały szacunek dla ludzi? Ale ich wygrana miała swoją etiologię w stosunku caratu do zwykłych ludzi. Zdrowy rozsądek? A co to jest? Zdrowy rozsądek wskazuje, że to Słońce kręci się wokół Ziemi. Nie znaczy, że wszystkie pomysły red. Wosia nie wywołują, nawet u mnie neomarksisty, że tak się samozwańczo nazwę, zastrzeżeń, ale jeśli firma zobowiązała się, w ramach umowy o pracę, zapewnić dojazd pracowników, to powinna zapewnić to w jakim-takim standardzie. albo niechby nie zapewniała, ciekawe skąd by wzięli wtedy pracowników. Poza tym, to, że Woś wywołuje irytacje liberałów, to o to chodzi. Szkoda, że nie wcześniej, nie byłoby gadki, że nie mają z kim przegrać.

teza Pańska taka, że PiS rządzi bo wygrał, a wygrał bo poprzednicy to i tamto - a ja piszę, że coś z logiką tu nie tak, bo PiS teraz również to i tamto tylko bardziej, a dalej wygrywa i ma poparcie - związek przyczynowy z Pana tezy neguję, dodając, że jego istnienie w świadomości także Pańskiej jest efektem propagandowej bałamuty [p.s. ja nie lubię, kiedy mi ktoś etykiety nakleja, dlatego absolutnie nie nazwę się liberałem - ale to na marginesie, mnie red. Woś irytuje dlatego, że r z e w n e _ p i e r d o ł y popycha w każdym swoim tekście, że dla chłopa jak ja, co się urodził i wychował w PRL-u, a szczęśliwie dojrzał już po nim, z daleka śmierdzą ignorancją, skompromitowaną na moim garbie ideologią i przede wszystkim p u s t o g ł o w i e m]

"Wzrosła liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie, czyli na poziomie minimum egzystencji. W 2018 r. było to 5,4 proc. mieszkańców Polski - rok wcześniej 4,3 proc. Tak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego." +++ https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/w-polsce-wzroslo-skrajne-ubostwo-najnowsze-dane-gus/pcsqevp +++ to a propos wyzysku, jakby ktoś nie kojarzył...

Niedobrze. To już prawie tyle, co w 2008 (5,6%) po spadku z 7,8% w 2006. Mało pocieszające, że wciąż dużo mniej niż w latach 2013 i 2014 (7,4%). Oby rządzący potraktowali to jako ostrzeżenie. A poszukiwacze skojarzeń niech zwizualizują sobie te dane na wykresie i skojarzą z historią polityczną ostatniej dekady.

w swoich wyborach i poparciach racjonalizmem. Proszę poczytać na forach, Facebooku, a nawet i produkujących się na tym forum dlaczego popierali i popierają PiS: "bo Platforma to i to", a czy nie widzą, że PiS pozwala rozkradać majątek narodowy, łamie prawo, niszczy kraj, skłóca, źle rządzi? Odpowiedź "Platforma tak samo robiła". To tak w uproszczeniu. Poza tym, proszę mi nie zarzucać, że ulegam jakiejś propagandzie, bo to mnie obraża. Dalej, proszę nie pisać mi dwa razy tego samego, w dodatku dając tytuł, że tłumaczy Pan powoli, bo obraża mnie Pan. Ja umiem czytać ze zrozumieniem, odnoszę wrażenie, że Pan nie za bardzo.

za wszystkie zamierzone i niezamierzone te i owe - przypomnę jeszcze tylko, że na samym poczatku pozwoliłem sobie jedynie nie zgodzić się z Pańską opinią o przyczynach wygrania przez PiS wyborów w 2015 - dla pełnej jasności, ja widzę te przyczyny tak: 1. masowe i zdecydowane poparcie dla PiS ze strony kościoła katolickiego, tak hierarchów jak i wiejskich plebanów; 2. fatalny błąd taktyczny lewicy, oczywiście nieudana zagrywka [dla pieniędzy zresztą!...] z koalicją; 3. beznadziejna kampania B. Komorowskiego; 4. wreszcie oparta na bezczelnym i agresywnym kłamstwie, skuteczna propagandowo kampania PiS - dziękuję za uwagę i pozdrawiam

Wszystkie te przyczyny, które i Pan, i ja wymieniamy zaistniały i każda z nich była decydująca t.zn. wystarczyło, aby jednej z nich nie było i PiS przegrałby. Ale tylko to co ja zgłaszam było zależne od Platformy, przyjmując, że kampania Komorowskiego to osobny temat.

Do wszystkich wymienionych przez Panów przyczyn zwycięstwa PiS dodaje stale powód w moim odczuciu decydujący. Prawa wyborcze osiągnęło nowe pokolenie - niestety, ciemne, źle uczone w złych szkołach głupich rzeczy. Dziś poparcie dla PiS-u utrzymuje się, a nawet wzrasta, a dlaczego, wytłumaczyła mi pani, która raz na dwa tygodnie przyjeżdża do mnie z Wołomina, żeby posprzątać i umyć okna: to pierwszy rząd, który robi coś DLA LUDZI. Na moja wątpliwość, ze ten rząd rozdaje pieniądze tych właśnie LUDZI, a zarobionye przez poprzednie ekipy, nie ma już odpowiedzi. Ciągnę wiec dalej: nawet największe pieniądze kiedyś się konczą, o ile nie są pomnażane. Ale prawde mówiąc, nie wiemy ani ona, ani ja, czy nie sa pomnażane. Chyba jakos jednak są z pomocą zwykłej grabieży, ale tego pani z Wołomina raczej nie zauważy, bo jej chata skraja...

...tego, że" prawa wyborcze osiągnęło nowe pokolenie - niestety, ciemne, źle uczone w złych szkołach głupich rzeczy" - proponuję wprowadzenie do szkół religii, nauczanej przez skandalicznie ciemnych i niedouczonych oficerów politycznych episkopatu, w wymiarze bijącym na głowę jakikolwiek inny przedmiot

Nie mam już od dawna kontaktu ze szkołą. Mój syn dziś przeszło 40-letni w latach 90-ch odmówił kategorycznie chodzenia na religię. Stopniowo w jego slady poszli inni uczniowie tej klasy, a reszta robiła sobie z tych lekcji "grubą operetkę", jak mawiali uczniowie - rówieśnicy Gombrowicza:))) Podejrzewam, ze te lekcje - z pewnoscia niepotrzebne w szkole państwowej - nie mają zadnego znaczenia, co najwyżej zniechęcają młodzież do religii w ogóle.

Zgadzam się z tym, że lekcje religii czy etyki (często większość klasy uczestniczyła w zajęciach z etyki a nie z religii ) prowadzone są przez bardzo słabo przygotowane osoby, nie potrafiące zachęcić i poprowadzić dyskusji sfocusowanej wokół problemów współczesnego człowieka, ale ujętej w perspektywie omawianego światopoglądu. Dyskusji, w której młodzi ludzie (gimnazjum/ liceum) mogą poczuć się traktowani poważnie, a nie jak odbiorcy nieomylnego autorytetu. Osobiście miałam dużo szczęścia i udało mi się dwa razy trafić na osoby, które prowadziły zajęcia tak, że wszyscy chcieli na nie uczęszczać, ale wiem że to była kwestia przypadku, a nie zapewnienia odpowiedniego poziomu przez jedną z czołowych polskich szkół. Niestety jakość nauczycieli od religii czy etyki nie odbiega od jakości kadry pedagogicznej specjalizującej się w innych dziedzinach. Ciemny Lud, do którego Szanowna Pani się odwołuje, to również ich dzieło, ich produkt. Jak sobie przypomnę te akademie na koniec roku i wyrazy podziękowania za trud włożony w wychowanie , przekazanie wiedzy , kształtowanie młodego pokolenia, no to pusty śmiech człowieka ogarnia . Bo jak słusznie Pani zauważyła społeczeństwo mamy w tzw dolnej strefie stanów niskich, co więcej według opinii osób starszych ode mnie ten stan się pogarsza. Takie osiągnięcia wychowawcze i rozwojowe są świadectwem kilkudziesięcioletnich zaniedbań w obszarze edukacji począwszy od podstawowej a skończywszy na wyższej. A demokracja wspaniale odzwierciedla jakość społeczeństwa w podejmowanych decyzjach. Elity ? – no cóż na bezrybiu i rak ryba. Przypuszczam ( analizując komentarze) że duże liczba czytelników TP czuje, że jest elitą ( no może nie finansową ale intelektualną), ale nią nie jest. Co więcej trąci bylejakością - bo ten smród przenika również do tzw stref wyższych , szczególnie że są to strefy wyższe w dolnym stanie. Trzeba ludziom uświadamiać to że przez lata dzięki utrzymywaniu grupy dolnej w stanie niskim kolejna grupa mogła czuć się lepiej i nie zauważała że jest cały czas w stanie niskim. Ludzie jeśli mają się rozwijać muszą walczyć i nie czuć się lepiej dlatego, że inni mają gorzej/ mniej itp. tylko dlatego, że oni osiągnęli więcej niż ich rodzice, dziadkowie itp. Im wyżej byli dziadkowie/ rodzice tym ambitniejsze powinny być cele kolejnego pokolenia. To jedyna droga do rozwoju im szybciej to zrozumiemy tym bardziej skupimy się na tym co ważne a nie na tym, że teraz ktoś coś dostaje. Pozdrawiam serdecznie

Całkowicie się z Panią zgadzam. Cóż...jaki kraj, takie elity, jakie Rzeczpospolite, takie młodzieży chowanie (a nie na odwrót, jak twierdził kanclerz Zamoyski:))) Pamietam dobrze odwiedzających moich rodziców przedstawicieli przedwojennej inteligencji...ech, łza się w oku kreci

"Frekwencja na lekcjach religii + W świetle danych zebranych z diecezji przez Komisję Wychowania KEP w 2015 r. uczestnictwo w lekcjach religii wynosiło 91,5% uczniów szkół podstawowych, w gimnazjach 90,8%, w liceach ogólnokształcących 84,8 %, w technikach i liceach zawodowych 84,6%, a w szkołach zawodowych 89,5%. Z kolei wedle badań ISKK za 2017 r. 76,3% uczniów ze szkół ponadpodstawowych deklarowało uczestnictwo w lekcjach religii (w tym 78% dziewcząt i 74,7% chłopców). Na wsi uczestnictwo w lekcjach religii w szkołach ponadpodstawowych deklarowało 84% a w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców – 67%." +++ https://ekai.pl/nauczanie-religii-w-polskiej-szkole/ +++ przy okazji zauważę, że to pokolenie, które teraz zaczęło głosować, na religie chodziło w czasach gdy szkoły było niemal totalnie opanowane przez kościół katolicki - proszę Pani, jeśli uczniowie spędzają mnóstwo czasu w szkole na idiotycznych czy choćby operetkowych zajęciach z absurdalnego przedmiotu, trudno oczekiwać dobrego poziomu ich wykształcenia, c.n.d.

Szanowny Panie podaje Pan źródło i dane ale … z mojej praktyki lekcje etyki/ religii to były 2 godziny tygodniowo a zajęć było codziennie około 7 lub 8 godzin bo część przedmiotów np. matematyka i j.angielski były w wymiarze większym niż standard. Czyli na około 36 godzin nauki 2 godziny to była religia/etyka tj 5,6% tygodniowego czasu lekcyjnego poświęcono na te przedmioty. W porównaniu matematyka – 10h tygodniowo , nie mówiąc o angielskim bo od II semestru był językiem wykładowym również na innych przedmiotach poza polskim. W takim układzie na wynik edukacji szkolnej większy wpływ mają zajęcia z j. polskiego czy inne łącznie z wychowaniem fizycznym. Z przedstawionych przez Pana danych wynika, że etyka, która była bardziej popularna niż religia – tzw. pierwszy wybór, dopóki nie doświadczyliśmy mizerii prowadzącej zajęcia, bo później wszyscy chcieli uczestniczyć w fantastycznych zajęciach prowadzonych przez księdza. Wszyscy czyli zarówno katolicy, prawosławni, muzułmanin, dwóch buddystów no i osoby niewierzące. Ale to jest oczywiście studium przypadku a nie rozwiązania systemowe, tak jak napisałam wcześniej. Natomiast biorąc pod uwagę procentowy udział zajęć etyka/ religia w programie edukacyjnym nie można przypisywać całej beznadziejności naszego kształcenia tej przyczynie – trzeba jednak zauważyć bylejakość kadry pedagogicznej i na to też są wskaźniki. Rozumiem Pana rozgoryczenie kwestiami, które są słabe ale ta złość nawet najbardziej sprawiedliwa, nie może zaślepiać i ograniczać w szukaniu rzeczywistego źródła problemów. Zgadzam się,że anegdoty rodzinne niewiele mówią o istocie sprawy , ale tutaj wszyscy narzekają na młode pokolenie no to chyba chciałam się podeprzeć autorytetem starszych :))– jak widać niepotrzebnie , ma Pan rację w tej kwestii. Pozdrawiam serdecznie i zazdroszczę kontaktu z cieszyńską naturą, którą w innym komentarzu tak zniewalająco Pan opisał u na Krakowskie Przedmieście i tonie w betonie :))

Pani znów opisuje jeden poziom w jakiejś szkole... proszę rzucić okiem na statystykę: ✍Na przestrzeni całej edukacji dzieci z religią w wymiarze 2 godzin tygodniowo od początku do końca, otrzymują "edukację religijną" w wymiarze 564 godzin. Stawia to religię w absolutnym czubie przedmiotów, na które polskie Państwo (rzekomo świeckie) stawia szczególny nacisk. Zostawia daleko z tyłu tym samym takie przedmioty jak informatyka (386), historia (372), geografia (392), nie wspominając o biologii, chemii i fizyce, które łącznie [!] nie są w stanie dorównać wymiarem zajęciom z religii. Musi to szokować! Powtórzę: w Polsce dzieci otrzymują w całym procesie kształcenia edukację z chemii, fizyki i biologii - łącznie na poziomie niższym niż religia. To nie żart. Tak rzeczywiście jest. Oczywiście o tym, że muzyka, plastyka i wszelkiego rodzaju zajęcia artystyczne mogą liczyć łącznie na tylko na 350 godzin już nawet nie warto wspominać. Jako żart mogę dodać, że "preorientacja zawodowa" - czyli zastanawianie się z uczniami jaką pracę powinni wybrać, co do nich pasuje, na jakie studia iść - to wymiar ok. 5% czasu poświęconego religii.✍ http://naszemiasto.pl/artykul/w-polsce-dzieci-ucza-sie-lacznie-chemii-fizyki-i-biologii,4506764,artgal,t,id,tm.html +++ p.s. komentowałem wpis Pani Kaliny, ale to drobiazg

I bardzo dobrze Eddie. Te dwie godziny to zawsze albo prawie zawsze dwie godziny luzu w tygodniu - taki odpoczynek od gonitwy edukacyjnej, okazja by w wieku dojrzewania wyrazić swoje zdanie zamiast powtarzania wkutych haseł. Jasne że kosztem religii można zwiększyć frekwencję nauk ścisłych, przyrodniczych, informatyki czy języka zgodnie z modelem technokratycznym - modelem upośledzonym, zdemaskowanym już przez amerykańskich psychologów i niemieckich pedagogów. Wrzuć na luz...

nic dodać, nic ująć...

;) Jak dowiozą najnowszy stan badań do Cieszyna, daj znać że zapoznałeś się z lekturą. Tymczasem życzę dzikich wakacji!

https://d-nm.ppstatic.pl/kadr/k/r/58/65/5a901ddb42cf9_o,size,933x0,q,70,h,f4b113.jpg

Czasem zdarza mi się jeżdzić busami, ale nie nie zauważyłem, aby zimą marzło się w nich. Jakieś ogrzewanie w nich jest. To redaktora Wosia chyba poniosła trochę wyobrażnia i zapał ideowca. Na to zawsze można liczyć, i tym razem też nie zawiodłem się.

Postulowana zmiana systemowa to nie jeden zapis, tylko rewolucja w kodeksach cywilnym i pracy oraz wywrócenie interpretacji wielu norm wywiedzionych z nich w praktyce orzeczniczej. Niekoniecznie na korzyść pracowników. Wszystkich pracowników, bo KP nie może ograniczać ustawowych rozwiązań do konkretnej firmy. Co do zasady, zatrudniony ma pełną swobodę organizowania sobie czasu pomiędzy opuszczeniem miejsca pracy a powrotem do niego w dniu następnym, w tym oczywiście może swobodnie decydować, jak ma wyglądać jego droga do roboty. Wyobraźmy sobie, że oddajemy pełną za to odpowiedzialność, a więc i decyzyjność, pracodawcy. Koniec z zakupami po drodze, odprowadzeniem przy okazji dzieci do szkoły, zachodzeniem z kolegami na piwo, noclegami u kochanki itp. Warto wspomnieć, że droga do/z pracy już jest traktowana przez prawo inaczej niż pozostałe, czysto prywatne ścieżki i manowce pracowniczego żywota. Chodzi mianowicie o możliwe nieszczęśliwe wypadki, które objęte są ubezpieczeniem z tytułu wykonywanej pracy. Sąd nieraz ma kłopot z ustaleniem, czy droga ta była najkrótsza i nie została przerwana w sposób nieuzasadniony, a także, czy jakieś zaniedbania lub błędne decyzje pracodawcy nie przyczyniły się do wypadku (wyobraźmy sobie, że ktoś musi zostać w robocie na kolejnej zmianie w zastępstwie z nagła nieobecnego kolegi i, wracając przemęczony własnym samochodem, ulega wypadkowi). Tak więc nie takie to wszystko proste, jak się wydaje IP i redaktorowi Wosiowi.

że redaktor Woś przeczyta Pański komentarz ze zrozumieniem. Daję laika :)

(politycznego) imposybilizmu:moralnej i intelektualnej indolencji, lub aksjologicznej perwersji-bierności wobec realnych ludzkich problemów, jakie są skutkiem narastającego kryzysu cywilizacyjnego w warunkach kapitałowego, lumpen-"liberalnego" globalizmu. Lub aktywności ograniczonej do ciamajdańskiej obrony zagrożonych przywilejów elity, metodą permanentnego kamienowania dinozaura(czyt. pacyfikacji prekariackiego stada kontestującego układ elitarnego pasożytnictwa).To stado jednak w cyklach wyborczych ma swoje pięć minut podmiotu Suwerena; i oby przy tej okazji każdy miał w pamięci biblijne ostrzeżenie: "wraca pies do swoich wymiocin, a wymyta świnia do tarzania się w błocie".

A tymczasem Amazon zapowiedział podwyżkę wynagrodzenia do 20 zł brutto już od lipca we wszystkich swoich centrach w Polsce. Nie da się ukryć, że jest to pracodawca bezwzględny, jeśli chodzi o eksploatowanie siły roboczej do granic, a nawet poza granice możliwości - przynajmniej tych, jakie normalny człowiek byłby w stanie wymyślić (tu odsyłam do www.mturk.com). Jednakże podlega prawu i prawdopodobnie ma mniejsze możliwości jego omijania w porównaniu z przysłowiowym Januszem Biznesu (nie gniewajcie się o tę symboliczną postać wszyscy sympatyczni Janusze oraz uczciwi polscy biznesmeni). Tak naprawdę jednak liczy się z rynkiem. Kiedy 5 lat temu otwierano pierwsze centra logistyczne, Amazon zaproponował w Wielkopolsce 12 zł/h + "benefity", typu obiad za 1 zł w zakładowej kantynie czy właśnie darmowe dojazdy do pracy. I wiecie, co się stało? Wielkopolscy przedsiębiorcy poszli do wojewody z krzykiem, że zagraniczny potentat psuje im rynek, bo robolom poprzewracało się we łbach i nie zadowala ich już 10 zł/h. Bez benefitów. Mówię serio, chociaż nie mam teraz czasu, żeby szukać w sieci artykułu, w którym to opisano. Mam nadzieję, że i te dwie dychy to będzie za jakiś czas za mało. Mimo że w Amazonie nie pracuję, a czasem coś tam kupuję.

Troska o los pracowników jest oczywiście czymś chwalebnym, podobnie z krytyką pracodawców, którzy nie przestrzegają podstawowych praw pracowniczych. Szkoda tylko, że red. Woś kieruje ostrze swej krytyki głównie tam, gdzie jest to zgodne z jego neomarksistowskimi przekonaniami. Amerykańska korporacja- wiadomo, reprezentant bezdusznego kapitalizmu, złowrogiego globalizmu i wielu innych strasznych rzeczy; pasuje idealnie. Proponuję jednak, by red. Woś zapoznał się z funkcjonowaniem typowych magazynów, centrów dystrybucyjnych i logistycznych, ale tych polskich, reprezentujących jakże bliskie jego sercu małe, lokalne biznesy; również te o państwowej proweniencji. Zapewniam, że zatrudnieni tam pracownicy mogliby tylko pomarzyć o warunkach zapewnianych przez Amazona; proszę przeanalizować przepływy pracowników- odbywają się one z tych właśnie firm do Amazona, a nie odwrotnie. Nie bronię tu Amazona, pewnie mógłby robić wiele więcej dla swych pracowników; dobrze byłoby jednak, żeby red. Woś dostrzegał problemy tam, gdzie jest ich najwięcej, a nie skupiał się na obszarach pasujących do jego ideologicznych przekonań. O pomysłach rozwiązania kwestii dojazdu do pracy nawet nie wspominam; jakbym czytał koncepcje Partii Razem. Ale czemu nie pójść dalej? Czemy tylko dojazd do pracy ma być wliczony do czasu pracy? A co z czasem od obudzenia się do śniadania? Od sniadania do wyjścia z domu? Przecież to też czas zdefiniowany przez konieczność dotarcia do pracy na konkretną godzinę! Swoją drogą ciekawe czy red. Woś zaproponował podobne rozwiązania swojemu obecnemu pracodawcy?!

Z coraz większym zdumieniem czytam w TP teksty Rafała Wosia. Antykapitalistyczne filipiki godne pierwszych komunistów; krytyka stosunków własności jak u pierwszych socjalistów utopijnych; proponowane rozwiązania jak u uwspółcześnione wersje projektów syndykalistów; atakowanie liberalnej demokracji z pozycji lekko podrasowanego marksizmu; absolutnie absurdalny artykuł nt. ks. Tischnera... Cóż, ja w przeciwieństwie do autora miałem nieprzyjemność przeżyć sporo lat w świecie realnego socjalizmu i wiem, jakie są praktyczne konsekwencje teorii głoszonych przez naiwnych wyznawców socjalistycznego raju. Szkoda, że tak miałkie teksty pojawiają się coraz częściej w TP ...

✍"W najgorszej sytuacji były gospodarstwa domowe z co najmniej trójką dzieci (ok. 10 proc. osób ubogich)" - napisał GUS.✍ można się zastanawiać, dlaczego akurat tam, gdzie według PiS-owskiej propagandy powinno być dzięki Partii i jej Wodzowi najlepiej, jest de facto n a j g o r z e j? - ano niech się zastanowią socjologowie, ekonomiści i prokuratorzy, którzy tę ekipę będą rozliczać - ale na początek dzieje się to, przed czym wszyscy rozumni ostrzegali, i co widzimy na własne oczy: w rodzinie z trójką-czwórką dzieci pracowali najczęściej oboje rodzice, po zainkasowaniu 1000-1500 niemal zawsze matka przestaje pracować, na nizinach społecznych tata i mama sobie robią wczasy - zaczyna się prawdziwa b i e d a, a przy okazji oczywiście drożeją truskawki i przysłowiowa pietruszka - bo ten elektorat, kupiony za bolszewicką łapówkę, teraz już nawet dorywczą, sezonową robotą się b r z y d z i - sorry, taki mamy klimat, Panie redaktoru Wosiu

Nie w związku z artykułem, ale z powracającym jak refren wołaniem: "wy*** Wosia na zbity ryj!". W dzisiejszym magazynie świątecznym Wyborczej wywiad z Jackiem Majchrowskim pod tytułem będącym cytatem z tegoż wywiadu "Nie będę naparzał się z rządem. Mam zwolnić świetną dyrektor szpitala tylko dlatego, że jest z PiS?". Nie zgrzyta coś wam tutaj semantycznie? Na logikę przecież kompetentny szef, przekonany o kompetencjach podległego mu fachowca, mówiłby o naparzaniu się z władzą tylko wtedy, kiedy władza chciałaby tego fachowca zwolnić z powodów politycznych. A tu mamy wrażenie, że Majchrowski rozpaczliwie apeluje do kogoś: "nie każcie mi zwolnić dobrej pracownicy tylko dlatego, że jest z rządzącej partii". Do kogo apeluje? Czy nie do opozycji, która tam gdzie może (a są niemałe obszary władzy, gdzie proces demokratyczny albo nie działa, albo działa asynchronicznie) gotowa jest w imię partyjnego interesu poniewierać i marginalizować ludzi, którzy mają zwyczaj myśleć samodzielnie, ale inaczej niż ona, i windować w górę miernych, ale wiernych opozycyjnemu sztandarowi? Okazuje się, że nawet nie trzeba być z PiS. Wystarczy nie wykazywać się bolszewicką, opozycyjną pryncypialnością. Litość i trwoga ogarnia, jak się czyta ten hejt.

krytykuję teksty i poglądy RW, czytam także komentarze pod nimi, ale tego co Pan opisuje nie zauważyłem - co dokładnie prezydent Majchrowski miał na myśli to się Panu raczej tylko wydaje, że wie - może nikt na niego nie naciska jak Pan podejrzewa, tylko tym przykładem chciał zwrócić uwagę na właśnie przez PiS stosowaną brutalną, partyjniacką politykę kadrową? zresztą posądzanie Majchrowskiego, że musi w _ w y w i a d a c h "rozpaczliwie apelować do kogoś"... Pan wybaczy, śmiechu warte +++ tak samo kompletnie z czapy oskarżanie opozycji, że 'marginalizuje i poniewiera w imię interesu partyjnego' - dziś, kiedy cała struktura państwa i pół samorządowej jest podporządkowana i w rękach PiS, jedynie fanatyzmem lub celowym zakłamywaniem rzeczywistości można wytłumaczyć takie brednie - litość i zażenowanie ogarnia, kiedy się je czyta

Myślę, ze pan Majchrowski dokonał pewnego skrótu myślowego. W rozwinięciu jego wypowiedź mogła brzmieć tak: Nie będę naparzał się z PiS-em. Choćby dlatego, ze z jego szeregów wywodzą się też ludzie porządni i dobrzy pracownicy, jak np. dyrektorka szpitala...etc.

Redaktor Wos jest krytykowany z prawa i z lewa, a liczba postów pod jego artykułami bije wszelkie standardy TP:))) Dlatego Redaktor powinien być hołubiony i przez Redakcje, i przez czytelników. Prezentujac absurdalne opinie dostarcza nam tematów do rozmowy:)))

Energia red. Wosia jest dobra, ale niezbyt dobrze ukierunkowana, więc wystarczy skierować ją na właściwie tory i będzie jeszcze z niej pożytek. Na marginesie tezy i antytezy artykułu i jego recenzji wyłania się nowa synteza ;) - koncepcja imprezy doskonałej, a więc takiej, na której fundator nie tylko zapewnia jedzenie, picie , alkohol i rozrywkę, ale także transport w obie strony w komforcie klimatycznym.

:)))))))))))))))))

Panie Woś państwo powinno walczyć z wyzyskiem przez podnoszenie pensji minimalnej.Jeśli pensja ta będzie godziwa pracownicy sami dojadą w 5,7 czy 9 osób osobówką z klimą i dobrym ogrzewaniem.To,że pracownicy mają daleko do takich firm jak Amazon wynika z utworzenia specjalnych stref ekonomicznych gdzie nie płaci się podatków.Amazon nie ponosi tu winy.P.S.Dyskusja pod Pana artykułem jest nie na temat.

"Matury nie zdało 19,5 proc. tegorocznych maturzystów. Najwięcej z nich poległo na matematyce - w liceach oblał ją co dziesiąty, a w technikach - co piąty absolwent." +++ no w tej sytuacji faktycznie tylko matury z religii jako jedynego obowiązkowego przedmiotu mogą ratować sytuację, twarz polskiej edukacji i honor uczniów
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]