1 listopada był w Serbii wyjątkowo ciepłym dniem pracy. Zbliżało się południe. Budynek dworca kolejowego w Nowym Sadzie powoli się wyludniał. Chwilę wcześniej z peronu odjechał szybki pociąg o wdzięcznej nazwie Soko, czyli Sokół, łączący stolicę regionu Wojwodiny i główne miasto północnej Serbii – Nowy Sad, ze stołecznym Belgradem.
Najnowocześniejsza linia kolejowa na Bałkanach
Zakup nowoczesnych pociągów nie tylko skrócił czas podróży między oboma miastami do pół godziny, ale był także przedmiotem dumy mieszkańców Serbii. – Nawet Chorwaci przyjeżdżali do nas, by się przejechać oddaną dwa lata temu linią, bo u nich takich pociągów nie ma – mówi Ana, koleżanka z Belgradu. – To najnowocześniejsza linia kolejowa na Bałkanach.
Projekt jest częścią modernizacji linii kolejowej Belgrad–Budapeszt, realizowanej przez chińskie i rosyjskie spółki, która ma docelowo połączyć grecki port w Pireusie z Węgrami. Inwestycja ma wieloletnie opóźnienia – miała zostać uruchomiona w 2017 r., ale i tak oddanie linii Nowy Sad–Belgrad uznano za wielki sukces. Pierwszymi pasażerami pociągu był prezydent Serbii Aleksandar Vučić i premier Węgier Victor Orbán.
– Władza realizuje wiele bombastycznych projektów, a ludzie najczęściej niewiele z tego mają – kontynuuje Ana – ale akurat z tego połączenia korzystaliśmy wszyscy. Mieliśmy poczucie, że rząd wreszcie zrobił coś dla ludzi.
Szybki, wygodny, cichy pociąg był symbolem sukcesu gospodarczego kraju – świadectwem, że Serbia się odbudowuje po dekadach biedy i marazmu, konsekwencji wojen lat 90. i globalnego kryzysu z 2008 r.
Katastrofa budowlana w Nowym Sadzie
W trakcie modernizacji linii kolejowej wyremontowano także dworzec kolejowy zbudowany w latach 60., jeden z symboli miasta. To lekka, socmodernistyczna konstrukcja z charakterystycznym falowanym dachem inspirowanym tradycyjną architekturą regionu.
Tego ranka pod betonową wiatą nad głównym wejściem odpoczywało na ławkach kilkanaście osób. Dziadek z wnuczkami wracający do domu, kobieta zmierzająca do lekarza w mieście, nastolatki nieśpieszące się zbytnio ze szkoły, nauczyciel ze Skopje, który przyjechał do Serbii w delegację. O 11.52, bez ostrzeżenia (choć niektórzy twierdzą, że zauważyli odrywające się kawałki betonu już o poranku, ale zarządzający stacją zignorowali zgłaszane incydenty), zadaszenie zawaliło się. Zginęło 15 osób, dwie są wciąż w bardzo ciężkim stanie i nigdy nie wrócą do zdrowia.
– Pomyśl, co by było, gdyby padało, albo gdyby to się stało w godzinach porannego szczytu – mówi z przerażeniem Ana.
– To mógł być każdy z nas, bo każdy mieszkaniec Nowego Sadu kiedyś stał pod tym zadaszeniem – mówi mi Radivoje Jovović, z którym spotykam się w jednej z kawiarni na głównym deptaku miasta. Spędzało się tam 10-15 minut w oczekiwaniu na dziewczynę, na rodzinę przybywającą na święta czy też jadąc do stolicy, by załatwić pilne sprawy.
Po katastrofie miasto pogrążyło się w smutku i szoku. Wszyscy zdają sobie sprawę, że tylko dzięki przypadkowi nie oni albo ich bliscy byli ofiarami.
Korupcja zabija Serbów
– Projekt modernizacji dworca kosztował 65 mln euro – tłumaczy mi politolog Dejan Bursač z Instytutu Filozofii i Teorii Społecznej Uniwersytetu w Belgradzie, mieszkaniec Nowego Sadu. – I nie mówimy tu o budowie nowego dworca, ale o renowacji istniejącej stacji kolejowej. Tak wysokie koszty inwestycji infrastrukturalnych w Serbii wynikają przede wszystkim ze schematów korupcyjnych i znacznej liczby pośredników. Projekty są realizowane bez odpowiedniego dozoru, jakość prac wątpliwa, dokumentacja tajna, a kontrakty firmy dostają dzięki politycznym koneksjom – wylicza Bursač.
– Niby wszyscy o tym wiedzieliśmy, ale póki dotyczyło to głównie prywatnych inwestycji istotnych dla reżimu, np. kontrowersyjnego projektu nowej dzielnicy mieszkaniowej w stolicy, zwanej Belgrad na Wodzie, nikt się za bardzo nie przejmował – tłumaczy Ana. – Ta katastrofa dowiodła, że w taki sam sposób realizowane są projekty infrastruktury publicznej i stanowi to poważne zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców.
– Inwestycji realizowanych głównie przez chińskich wykonawców i ich serbskich partnerów jest w całym regionie bardzo dużo. To np. tunel pod Parkiem Narodowym Fruška Gora, który ma być najdłuższy w całej Serbii – podkreśla Radivoje Jovović. – Myślę, że teraz każdy się zastanawia, czy przejazd tą drogą będzie bezpieczny. Tym bardziej że gdy w grę wchodzą chińscy inwestorzy, kontrola jest jeszcze mniejsza.
Inwestycje w popularność prezydenta Vučicia
Prezydent Serbii regularnie odwiedza place budowy, chwaląc się szybkimi postępami prac. Inwestycje miały budować dobrobyt i być motorem rozwoju gospodarczego. Obecnie sztandarowymi projektami są stadion narodowy w Belgradzie i pawilony wystawowe na EXPO w 2027 r.
Serbia, rządzona od 2012 r. przez Serbską Partię Postępową, kontrolowaną przez prezydenta Alaksandra Vučicia, ma problemy z praworządnością i wolnością mediów, co przełożyło się na zablokowanie procesu integracji z UE. Władza jednak przekonuje, że ludziom żyje się lepiej i zawdzięczają to właśnie prezydentowi, który przypomina o tym na każdym kroku. Nie wspomina się jednak, że zarówno dworzec w Nowym Sadzie, jak i nowo wybudowana stacja kolejowa w Belgradzie zostały otwarte przed uzyskaniem odpowiednich pozwoleń i formalnego dopuszczenia do użytkowania.
Sieć obiegają teraz zdjęcia z niedoróbkami z belgradzkiej stacji kolejowej: budynek przecieka, a wiele instalacji nie działa. Pojawia się pytanie, kiedy i gdzie nastąpi kolejna katastrofa. – Władza zbudowała swoją popularność na kulcie inwestycji infrastrukturalnych, to główny element ich propagandy – mówi Bursač. – Teraz jednak te projekty zamiast dumy budzą strach. To stawia pod znakiem zapytania dotychczasowe osiągnięcia rządzących i podważa przekazy propagandowe.
Nowy Sad miejscem niewygodnej tragedii
Gdy mieszkańcy Nowego Sadu składali kwiaty i znicze, władza milczała. Nikt z rządzących nie przybył na miejsce tragedii. Premier Miloš Vučević przebywał z kilkudniową wizytą w Szanghaju, gdzie zachęcał chińskich partnerów do kolejnych inwestycji. Wizyty nie przerwano, kondolencje rodzinom ofiar premier złożył elektronicznie.
– W tym czasie machina propagandowa próbowała zrzucić odpowiedzialność z władz, co jest stałym elementem polityki tego rządu – mówi Biljana Đorđević, współprzewodnicząca partii Front Zielono-Lewicowy.
Na początku stwierdzono, że akurat ta część dworca nie została wyremontowana, mimo że na zdjęciach wyraźnie widać, iż została odnowiona. Później stwierdzono, że winne są władze komunistycznej Jugosławii: budynek był stary i źle zaprojektowany. Przez kolejne dni z oficjalnych serwisów rządowych zaczęła znikać dokumentacja rzeczonej inwestycji, a także zdjęcia oficjeli chwalących się finalizacją projektu.
Stację uprzątnięto tego samego dnia, a gruz wywieziono. Rządzący nie docenili jednak skali przerażenia ludności i symbolicznego znaczenia katastrofy, zakładając, że jeśli opozycję się spacyfikuje, a protestujących zastraszy, to ludzie szybko zapomną. W Serbii w ostatnich latach było wiele incydentów, za które nikt nie poniósł odpowiedzialności. Spójność reżimu prezydenta Vučicia oparta jest na gwarancjach bezkarności dla własnych ludzi. Nikt nie podaje się do dymisji, a prezydent nie ugina się pod presją ulicy, nawet jeśli protestujący domagają się po prostu ukarania winnych.
Serbskie władze pacyfikują demonstrantów
– Rządzący zareagowali w typowy dla siebie sposób – agresją, i nie docenili nastrojów społecznych – mówi Dejan Bursač. – Próbowali wyciszyć głosy krytyki i wezwania do osądzenia osób odpowiedzialnych. A jest kogo krytykować. Vučević, obecny premier i formalny lider partii rządzącej, był przez ponad dekadę burmistrzem Nowego Sadu. To za jego kadencji stworzono system powiązań i korupcji kontrolujący sektor budowlany w regionie i podpisywano umowy na modernizację dworca.
– Władze próbowały uspokajać nastroje mówiąc, że wymiar sprawiedliwości zajmie się sprawą. Jednocześnie jednak naciskano na świadków, a prokuratura milczała, nie informowano społeczeństwa o postępach w śledztwie – mówi Đorđević. – Dymisję złożył wprawdzie minister budownictwa Goran Vesić, ale jednocześnie oświadczył, że nie czuje się za nic odpowiedzialny. Uznano widocznie, że odejście i tak niezbyt lubianego ministra wystarczy, by uspokoić nastroje.
Zatrzymanego urzędnika szybko zresztą wypuszczono pod pretekstem problemów zdrowotnych. Ponieważ przez kolejny tydzień władze nie zrobiły nic, zorganizowano protest przed Radą Miasta w Nowym Sadzie. Symbolem demonstracji stał się czerwony odcisk ręki. Podczas demonstracji doszło do incydentów, co też jest standardowym działaniem rządu dążącego do kompromitacji każdego przejawu niezadowolenia.
– Władza wysyła na ulice chuliganów, którzy atakują protestujących, by zniechęcić ludzi do uczestnictwa w demonstracjach. Wmieszani w tłum prowokatorzy zdemolowali siedzibę lokalnych władz. Służby mundurowe nie reagowały, przyzwalając na działania, które miały postawić demonstrantów w złym świetle – mówi Đorđević.
Reżimowa logika aresztowań
– Od wielkich protestów w Belgradzie w 2022 r. obserwujemy coraz agresywniejsze działania struktur siłowych wobec protestujących – mówi Milena Vasić z Komitetu Prawników na rzecz Rządów Prawa. – Policja często nadużywa siły, dochodzi do pobić, także na komisariatach. Ciężkich obrażeń doznał m.in. 70-letni Ilija Kostić, zatrzymany w listopadzie. Popularną praktyką jest wykorzystywanie agentów w cywilu, bijących protestujących, którzy w przypadku stawiania oporu są zatrzymywani pod zarzutem ataków na funkcjonariuszy.
Tym razem władze reagują jeszcze agresywnej. Podczas pierwszego protestu zatrzymano dziewięcioro głównie młodych ludzi, którzy już rozchodzili się do domów, a nagle zostali zaatakowani przez zamaskowanych mężczyzn. To jednak spowodowało tylko eskalację nastrojów, ponieważ tydzień po katastrofie w areszcie zamiast osób odpowiedzialnych przebywały osoby domagające się sprawiedliwości.
Powszechne niezadowolenie, również wśród zwolenników rządu, akcje protestacyjne pod sądem w Nowym Sadzie i blokady ulic w całej Serbii doprowadziły do kolejnych dymisji i pokazowych aresztowań – mówi Đorđević. – Gdyby nie nacisk społeczeństwa, władze nie zrobiłyby nic. Ludzi nie dało się jednak już przekonać, że władze chcą wyjaśnienia przyczyn tragedii. Tym bardziej że w powszechnym przekonaniu sądy i prokuratura są pod całkowitą kontrolą rządzących. Domagamy się szczegółowego śledztwa w tej sprawie i odtworzenia całego łańcucha ludzi odpowiedzialnych za to, co się stało – mówi Jovović, który jest działaczem liberalno-lewicowego Ruchu Wolnych Obywateli.
Podobnego zdania jest Đorđević: – Chcemy transparentnych procesów, odtajnienia dokumentacji i otwartej komunikacji prokuratury o postępach w dochodzeniu. Domagamy się pociągnięcia do odpowiedzialności policjantów, którzy bili protestujących i aresztowanych, a także uwolnienia aktywistów – podkreśla Jovović. – My, politycy, jesteśmy chronieni, ale władze aresztują młodych aktywistów i starsze osoby, by zniechęcić ich do dalszego działania i by podzielić środowiska opozycyjne. Tragedia zmieniła nastawienie społeczeństwa: kiedyś narzekano, że blokujemy ulice, teraz już nie.
Serbia w piątek o 11.52
– Trudne jest to, że nikt nie reaguje na to, co się dzieje w Serbii. Jako politycy i aktywiści walczący o rządy prawa i demokrację w Serbii czujemy się osamotnieni – przyznaje Radivoje Jovović.
– Potrzebujemy wsparcia z UE. Chcielibyśmy, by unijni politycy realnie oceniali to, co się dzieje, tymczasem przyjeżdżają do Belgradu i wychwalają prezydenta za sukcesy gospodarcze i reformy robione na pokaz – mówi Đorđević.
Dworzec w Nowym Sadzie pozostaje zamknięty. By dostać się do Belgradu, trzeba przejechać na drugą stronę Dunaju i na stacji pod austro-węgierską twierdzą Petrovaradin wsiąść do pociągu.
– Władze chyba nie chcą, by ludzie, przechodząc obok stacji, przypominali sobie o katastrofie. Na początku grudnia miała być otwarta dalsza część linii kolejowej do Suboticy – przypomina Dejan Bursač – ale na razie nie czas na świętowanie sukcesów. Rządzący zajmują się ograniczaniem strat, pacyfikacją protestujących i uspokajaniem społeczeństwa. Usuwają z przestrzeni publicznej ślady protestu. Symbole czerwonych dłoni są zamalowywane, ulotki i odezwy sprzątane. Domagamy się sprawiedliwości, a władza oskarża nas o naciski na sądy i prokuraturę oraz o sianie niepokoju – mówi Đorđević.
Do protestów dołączają się kolejne wydziały uniwersytetów w Nowym Sadzie i Belgradzie. Każdego piątku o 11.52 na piętnaście minut w całej Serbii organizowane są blokady ulic w hołdzie dla ofiar. – I tak do skutku – mówi Radivoje. – Aż odpowiedzialni poniosą karę.
Władze jednak liczą, że nadchodzące święta i agresywne postępowanie z protestującymi doprowadzą do pacyfikacji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















