Rząd opracował projekt odpolitycznienia spółek Skarbu Państwa. Dokument, który opisali dziennikarze serwisu Business Insider, zawiera m.in. zakaz zatrudniania polityków w spółkach z udziałem państwa, ale rozszerzony o przedsiębiorstwa od nich zależne (tylko jeden Orlen ma udziały w ponad 180 innych spółkach).
Projekt przewiduje również podwyższenie wymogów dla kandydatów do rad nadzorczych (nadal byłby nim dyplom MBA, ale już tylko uczelni, która ma prawo nadawania habilitacji z nauk ekonomicznych lub prawa) oraz audyt kompetencji obecnych członków rad.
Nie istnieje klasa polityczna, która chciałaby ograniczenia własnych wpływów
Propozycje wydają się rozsądne, choć warto zauważyć, że są krokiem wstecz w stosunku do projektu Polski 2050, który przepadł na etapie prac w komisjach sejmowych. Trudno też nie dostrzec w tym ponurej prawidłowości. Ugrupowanie, które zaraz po dojściu do władzy szczelnie obsadziło swoimi ludźmi część spółek Skarbu Państwa, składa projekt, który ma zapobiegać właśnie takim praktykom, po czym nie kładzie się Rejtanem w jego obronie, gdy prace nad nim zostają zawieszone.
Cóż, pomysł, aby odpolitycznianiem spółek Skarbu Państwa zajmowali się politycy, budzi skojarzenia z anegdotą o potworze z bagien wynajętym do osuszenia bagna.
Nie ma sensu udawać, że istnieje gdzieś na świecie klasa polityczna, której naprawdę leży na sercu ograniczenie jej własnych wpływów – zwłaszcza gdy chodzi o tak wrażliwe podbrzusze każdej partii, jak lukratywne stanowiska w podmiotach kontrolowanych przez państwo.
Koalicja Obywatelska również wychodzi z tym projektem nie tyle w poczuciu, że trzeba proceder ukrócić systemowo, ile raczej wiedziona przekonaniem, że PiS przebiło ich w sztuce upolityczniania państwowych firm. A do tego zrobiło to w kiepskim stylu, bo ciągnąc za sobą nie tylko zaufanych fachowców, ale także całą rzeszę stuprocentowo niekompetentnych wujów, ciotek i kuzynów.
To właśnie ośmiolatka rządów PiS obrodziła nową, wcześniej niespotykaną w podobnej skali odmianą pracownika SSP, który w miejscu pracy znany jest jedynie z nazwiska na liście płac.
Projekt jest też oczywistą wrzutką do ogródka prezydenta. Jeśli zmiany będą wymagały prac w trybie ustawy, Karol Nawrocki stanie przed trudnym dylematem. Jeżeli jej nie zawetuje, rząd Tuska ogłosi, że wyrwał pisowską hydrę z trzewi polskiej gospodarki. Jeśli zawetuje – zjedzą go zwolennicy Konfederacji, która nie chce w niej państwa w jakiejkolwiek formie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















