PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: O polskiej pieczy zastępczej mówi się, że jest w stanie zapaści. A ostatnie kilka dni to wybuchy entuzjazmu.
Beata Potocka: Ministerstwo Rodziny, w ramach tzw. prekonsultacji, ogłosiło kierunki planowanych zmian. I faktycznie wydają się one przełomowe, więc nie dziwię się reakcjom w środowisku rodzin zastępczych. Sama miałam w czasie ministerialnego spotkania łzy w oczach – takich reform domagamy się od dekad.
Jakie to zmiany?
Wielki aplauz wywołała zapowiedź, że dzieci z pieczy [jest ich w Polsce w rodzinach oraz placówkach ponad 75 tys. – red.] skorzystają z przyspieszonej ścieżki dostępu do opieki medycznej. Dziecko, które przychodzi do rodziny zastępczej np. dlatego, że było ofiarą przemocy domowej, prawie zawsze wymaga pilnej pomocy. Ponadto bardzo często potrzebuje tych wizyt – ze względu na długoletnie zaniedbania – wiele, i to do różnych specjalistów. Stomatologa, ortodonty, neurologa, psychoterapeuty, psychiatry. Dziś często bywa, że rodziny zastępcze szukają pomocy prywatnie, wydając na to majątek.
No właśnie: co z pieniędzmi?
Resort rodziny zapowiada znaczne podwyżki pensji, które – zdarza się – dziś wynoszą mniej niż minimalna krajowa. W ustawie ma być też zapisany mechanizm stałej waloryzacji. Do tego umowy mają być wreszcie bezterminowe, a nie takie jak teraz, zwykle kilkuletnie. Są ludzie, którzy pracują jako rodzice zastępczy od trzydziestu lat, i nigdy nie doświadczyli poczucia bezpieczeństwa.
A przecież mają je dawać dzieciom.
Tymczasem nadchodzi koniec okresu umowy, a oni się zastanawiają, co będzie dalej… Kolejna zmiana to wprowadzenie dodatku stażowego – dziś bez względu na to, czy pracuję rok, czy dwadzieścia lat, dostaję takie same pieniądze. Sprawa następna: świadczenia na dzieci. Wedle obowiązujących obecnie przepisów rodzina zastępcza spokrewniona, którą stanowią w myśl ustawy rodzeństwo albo dziadkowie, otrzymuje świadczenie wyraźnie mniejsze niż w rodzinie niespokrewnionej [1002 wobec 1517 zł – red.], w dodatku nie dostaje pensji. Resort rodziny chce, by te kwoty były do siebie bardziej zbliżone.
Jest też jeszcze kilka innych, bardzo istotnych zmian o charakterze niekoniecznie finansowym, jak pomoc „pieczowym” dzieciom, które ukończyły 25. rok życia. Albo wprowadzenie tzw. alternatywnego organizatora pieczy zastępczej w postaci np. organizacji pozarządowej, która wchodziłaby do gry wtedy, gdy powiat – co dzieje się niestety często – twierdzi, iż np. nie jest w stanie znaleźć rodziny dla dziecka.
Te wszystkie zmiany mają doprowadzić do sytuacji, w której placówki pieczy przestaną być potrzebne, bo praca rodzica stanie się bardziej atrakcyjna. Brzmi dobrze, ale zapowiedzi podobnych rewolucji mieliśmy już kilka.
Nie mam na ten sceptycyzm żadnej przekonującej odpowiedzi. Ale wierzę, że tym razem się uda, a my i nasze dzieci na tym skorzystamy.

BEATA POTOCKA jest matką dziewięciorga dzieci, mieszka w Gdyni.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















