Res iudicata

W nowej ustawie lustracyjnej rozmył się (wśród wielu kategorii), termin OZI, oznaczający osobowe źródło informacji, za jakie mógł uchodzić każdy osobnik podsłuchiwany, a nawet - obdarzony zbyt donośnym głosem. Równocześnie zniknęło jednak pojęcie osoby pokrzywdzonej. IPN przyznawał ten status - po żmudnym dochodzeniu - tym na przykład, którzy znaleźli się na tzw. liście Wildsteina, nie należąc do agentury. Mieli zaś teczki, bo bezpieka uznała ich za ponętniejszy od innych obiekt obserwacji. Stąd sporo tam ludzi na widoku, mogących mieć wpływ na opinię.
Czyta się kilka minut

Wejście w życie nowej ustawy lustracyjnej zmusza do pilnej i oficjalnej odpowiedzi na pytanie: czy nieobecność w niej pojęcia osoby pokrzywdzonej przez władze PRL oznacza unieważnienie już wydanego w tym sensie orzeczenia? Miałoby to skutki nader kłopotliwe. Po pierwsze - dla owych osób, zmuszonych teraz do składania zapewnień o swojej niewinności i oczekiwania na ich sprawdzenie przez długie lata. Po wtóre - dla IPN, mającego na głowie setki tysięcy nowych dochodzeń i zobowiązanego w pierwszym rzędzie do weryfikacji kadry kierowniczej, i innych objętych lustracją kategorii; gdzie tu miejsce dla garści okularników. Należę do tej garści i otrzymałem z IPN zaświadczenie (BU Kr III-5532-144/05 z 21 kwietnia 2006 r.), świadczące po rocznym dochodzeniu, że należałem nie do agentów bezpieki, ale raczej do osób przez nią pokrzywdzonych. Wzmiankuję o tym dlatego, że istnieją powody, które z problemu pozornie marginalnego czynią kwestię zasadniczą.

Otóż w opisanym punkcie ustawa lustracyjna sprzeczna jest z kardynalną zasadą ne bis in idem, stanowiącą podstawę art. 199, par. 1, pkt 2 kodeksu postępowania cywilnego i art. 17, par. 1, pkt 7 kodeksu postępowania karnego. Sprowadza się do prostego prawidła: nie można być dwa razy sądzonym w sprawie zakończonej prawomocnym orzeczeniem. Nie bawmy się zaś w sofistykę: IPN jest organem władzy sądowniczej. Jego orzeczenia, czy zaświadczenia (jakkolwiek by je nazwać), równe są albo aktowi absolucji, albo wyrokowi śmierci cywilnej. I oto nowa ustawa, pozwalająca na ponowne orzeczenie (z uzasadnieniem czy bez niego) w wypadku res iudicata, tj. spraw już raz rozpatrzonych, nie tylko urąga zasadom prawa, ale podważa powagę Instytutu Pamięci Narodowej. Jeżeli można jednym gestem unieważnić orzeczenia dotychczas wydane, to jaką rękojmię wiarygodności mieć będą przyszłe decyzje tej samej instytucji? Już ta kwestia pozwala na uznanie nowej ustawy za lex imperfecta.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2007