Reklama

Rachunek sumienia

Rachunek sumienia

14.03.2006
Czyta się kilka minut
Religia nie funkcjonuje w próżni, ale zawsze w kontekście: historycznym, kulturowym, politycznym. To konstatacja banalna, lecz warto ją przypomnieć, gdy mowa o współczesnej Białorusi i sytuacji ludzi wierzących. A także o tym, czy i jak religia zmienia postsowiecką kulturę.
(fot. K.Konstantynowicz)
P

Prof. Nadzieja Kanaševič uważa, że na Białorusi są trzy warstwy kulturowo-religijne: słowiańsko-pogańska, chrześcijańska i zachodnio-racjonalistyczna. Chrześcijaństwo z kolei istnieje w kilku odmianach: prawosławie (najstarsza warstwa chrześcijańskiej kultury), rzymski katolicyzm, grecki katolicyzm, protestantyzm i staroobrzędowcy (prześladowani w Rosji w XVII-XVIII w., znaleźli schronienie w Wielkim Księstwie Litewskim). Wedle danych Niezależnego Instytutu Badań Społeczno-Ekonomicznych i Politycznych (NIBSEP; niedawno zdelegalizowanego) z 2004 r., proporcje są takie: 70 proc. mieszkańców deklaruje się jako prawosławni, 15 proc. jako katolicy i 2 proc. jako protestanci; wyznawcy judaizmu i islamu stanowią mniej niż 1 proc. Pozostali to agnostycy, ateiści i neopoganie.

Nie są to jednak liczby budzące zaufanie. Podczas rozmowy z jednym z białoruskich biskupów dowiedziałem się, że katolików może być 2 mln, czyli 20 proc. Również protestantów jest więcej niż 2 proc., gdyż niezbyt chętnie ujawniają swą religię. Redaktor mińskiego czasopisma "Arche" Waler Bułhakau pisał: "W społeczeństwie, w którym ekspansja chrześcijaństwa w wersji protestanckiej traktowana była jako zagrożenie dla jedności społecznej i stabilności politycznej, publiczna artykulacja swej prawdziwej tożsamości wygląda jak protest publiczny".

Uwagę zwraca też dynamika wspólnot protestanckich: od 1988 do 2004 r. ilość zarejestrowanych parafii protestanckich zwiększyła się cztery razy, do ponad 1000 wspólnot. Prawosławni mają 1290 parafii, a katolicy 432. Protestanckie wspólnoty są wprawdzie mniej liczne, ale jest nieprawdopodobne, aby ich liczba była ponad siedem razy mniejsza od liczby katolików, skoro mają ponad dwa razy więcej parafii.

Zostawmy jednak kontrowersje statystyczne. Istotniejsze jest znaczenie religii dla kulturalnej ewolucji społeczeństwa.

"Kultura alternatywna"

Jest rzeczą symboliczną, że to religijne czasopismo "Unia" (ukazujące się w pierwszej połowie lat 90.) stało się pierwszym niezależnym czasopismem na suwerennej Białorusi. Podobnie symboliczne jest, że było to czasopismo ponadwyznaniowe. Białoruski filozof Valancin Akudovič (ateista) podkreśla rolę tego periodyku w kształtowaniu się tzw. Nowej Sytuacji Literackiej na Białorusi. "Unia" leży u początku procesu powstawania tzw. kultury alternatywnej wobec kultury kolonialno-sowieckiej.

Kilkanaście lat temu pojawiła się też literatura religijna. A właściwie nie pojawiła, lecz odrodziła, gdyż jej zaczątki sięgają początku XX w. (by wspomnieć poetę ks. Kazimiera Svajaka lub dramaturga ks. Piotra Prostego). Białoruska literatura religijna funkcjonowała nawet w czasach ZSRR: jej przedstawiciele to np. katolicki pisarz ks. Jazep Hiermanovič i Łarysa Hieniuš, wielka prawosławna poetka (oboje byli męczennikami łagrów).

Po upadku ZSRR i powstaniu niepodległej Białorusi pojawiło się sporo religijnych utworów, i to wysokiej klasy, np. poezja Valanciny Aksak, Danuty Bičel-Zahnietavaj, proza Iryny Žarnasiek. Gdy chodzi o prawosławie, bodaj najwybitniejszą postacią jest tu poeta, filozof i artysta Aleh Biembiel: jeszcze w połowie lat 80. za swe poglądy religijne został wyrzucony z partii komunistycznej i stracił pracę w Akademii Nauk; w 1986 r. wstąpił do prawosławnego klasztoru w Żyrowicach.

Również protestanci mają spore osiągnięcia, gdy chodzi o wkład do białoruskiej kultury. W ich szeregach znaleźć można wybitnego historyka Stanisława Akińczyca czy politologa Mikałaja Pačkajeva (lidera opozycyjnego "Młodego Frontu").

Każde z tych trzech wyznań ma też swoją prasę i strony internetowe. W różnym jednak stopniu mają one szanse pojawiania się w państwowych mediach: prawosławni mają tu szerokie możliwości, katolicy mniejsze, a protestanci żadne. Gdy chodzi zaś o kreowanie negatywnego wizerunku poszczególnych wyznań, protestanci najczęściej jawią się w mediach jako "destrukcyjne sekty", katolicy - rzadziej, prawosławni - nigdy. Potwierdza to cytowaną uwagę Bułhakau. Ale nie oznacza, że państwo jest jednoznacznie nastawione na popieranie prawosławia (o czym będzie jeszcze mowa).

Odrodzenie

Po upadku ZSRR pojawiło się wiele projektów niepodległej Białorusi. Filozof Ihar Babko? ukuł nawet frazę: "Białoruś - niedokończony projekt" (będącą przekształceniem Habermasowskiej: "Moderna - projekt niedokończony"). W warunkach tego pluralizmu ideowego potrzebne jest spoiwo, fundament tożsamości zbiorowej, "miejsce spotkania" rozmaitych idei. Takim spoiwem może być poczucie wspólnoty narodowej i aksjologicznej.

Rozważając kwestię wpływu religii chrześcijańskiej na powstawanie tej "kultury alternatywnej", trzeba zapytać o jej rolę w kształtowaniu świadomości narodowej i - szerzej - świadomości europejskiej.

Na początku lat 90. zaczęło się równoległe (a raczej: sprzężone ze sobą) odrodzenie kultury białoruskiej i odrodzenie religijne. Wówczas to rozpoczął się powolny powrót białoruskiego do liturgii: język ten zaczęły wprowadzać Kościoły rzymskokatolicki i (wolniej) prawosławny Moskiewskiego Patriarchatu. Podczas gdy dla nielicznych Kościołów greckokatolickiego i prawosławnego autokefalicznego język białoruski w liturgii był czymś od dawna naturalnym, w przypadku rzymskich katolików i "moskiewskich" prawosławnych była to nowość i przełamanie stereotypu "Polak-katolik", "Rosjanin-prawosławny".

Bp Tadeusz Kondrusiewicz, który na początku lat 90. był ordynariuszem Grodna, dobrze władał białoruskim i dbał, aby język nabożeństw i kazań dostosowywać do potrzeb wiernych. Należy jednak zaznaczyć, że nie było jakiejś wyraźnej tendencji wśród duchowieństwa do włączania się w proces białorusinizacji. Pod tym względem Białoruś różniła się od Litwy, gdzie duchowieństwo katolickie było niemal awangardą lituanizacji. Postawę bp. Kondrusiewicza można nazwać "dyspozycyjnością kulturową": otwartością na jakiekolwiek zastane formy językowo-kulturowe. Nie było kulturowych przesądów ani wobec kultury białoruskiej, ani polskiej czy rosyjskiej.

Jednocześnie oddolnie zaczął się odradzać białoruskojęzyczny katolicyzm wśród świeckiej inteligencji i części duchowieństwa. Białoruski katolicki ruch odrodzeniowy nie jest zresztą produktem ostatnich lat; pojawił się jeszcze przed 1917 r.; wówczas, na przełomie XIX/XX w., ideę odrodzenia (czy raczej zrodzenia) Białorusi wiązano prawie wyłącznie z katolicyzmem.

Pamięć o tym okresie inspirowała w latach 90. katolicką inteligencję. Właśnie ów spontaniczny sojusz katolicyzmu i białoruskiej idei narodowej sprawił, że w Kościele znaleźli się neofici pokroju Alesia Žłutki (filologa klasycznego i publicysty) czy Alesia Białego (historyka i publicysty). Powstała "Biełaruskaja Katalickaja Hramada", mająca ambicję wprowadzania wartości chrześcijańskich do sfery kulturowej i politycznej, wydająca przez jakiś czas czasopismo "Chryścijanskaja Dumka". Po jakimś czasie projekt załamał się, "Hramada" i "Dumka" dziś już nie istnieją (są pomysły, by na gruzach "Hramady" utworzyć ponadwyznaniową białoruską chadecję).

W pierwszej połowie lat 90. pojawiło się sporo innych projektów, jak białoruskojęzyczny miesięcznik "Ave Maria", kwartalnik "Naša Viera" (oba czasopisma redagowane przez Krystynę Lalko), rosyjsko-białoruskie czasopismo "Dyjałoh" wydawane przez werbistów i trójjęzyczny (polsko-białorusko-rosyjski) tygodnik "Słowo Życia ("Słova Žyćcia"), wydawany przez diecezję grodzieńską. "Naša Viera" jest elitarnym pismem religijnym, na łamach którego publikowane są zarówno ambitne utwory literackie, jak też wartościowe artykuły historyczne. "Ave Maria" i "Dyjałoh" są czasopismami bardziej duszpasterskimi, ale pełnią rolę edukacyjną. "Słowo Życia" ma charakter informacyjny.

Od uzyskania niepodległości pojawiło się też sporo gazetek parafialnych i środowiskowych. Pod auspicjami Kościoła organizuje się również szereg imprez kulturalnych.

Dwa paradygmaty

Mówiąc o roli religii i Kościoła w kształtowaniu się świadomości narodowej Białorusinów, trzeba też wskazać momenty problematyczne. O ile czasy bp. Kondrusiewicza charakteryzowała "dyspozycyjność kulturowa", to po mianowaniu go administratorem apostolskim Rosji w 1993 r. i po utworzeniu na Białorusi początkowo trzech, a później czterech diecezji, sytuacja się zmieniła. Odtąd coraz bardziej rysuje się rozdźwięk (w sensie kulturowo-religijnym i duszpasterskim) między diecezją grodzieńską i pozostałymi diecezjami.

W efekcie powstały dwa paradygmaty kulturowo-religijne. W archidiecezji mińsko-mohylewskiej i diecezjach pińskiej oraz witebskiej ukształtował się konsens co do stosowania białoruskiego w liturgii, przy czym chodzi tu o postawę wobec alternatywy "rosyjski czy białoruski", nie zaś "białoruski czy polski". W tym drugim przypadku stosuje się taką zasadę, że wszędzie tam, gdzie wierni chcą modlić się po polsku, są również polskie nabożeństwa (obok białoruskich). Natomiast konsens co do użycia białoruskiego oznacza, że Kościół tak czy owak stymuluje proces "narodotwórczy".

Inaczej jest w diecezji grodzieńskiej. Po odejściu bp. Kondrusiewicza wziął tam górę polski tradycjonalizm, co w praktyce objawia się w tendencji do blokowania prób wprowadzania białoruskiego do kościołów, jak i w operowaniu retoryką wroga i zewnętrznego zagrożenia. Co ciekawe, przedstawiciele opcji polsko-tradycjonalistycznej upatrują zagrożeń dla polskości i wiary nie w autorytarnych rządach Łukaszenki, lecz w białoruskim ruchu odrodzeniowym.

Światopoglądowo polski tradycjonalizm na Grodzieńszczyźnie karmi się retoryką "Radia Maryja" i jest pod jego wpływem. Z koncernem o. Rydzyka znaczna część duchowieństwa grodzieńskiego podziela nostalgię za II Rzecząpospolitą; w ich świadomości Grodzieńszczyzna funkcjonuje jako część Polski, a wszyscy białoruscy katolicy są automatycznie zaliczani do Polaków-autochtonów (stąd z ust zwolenników tej opcji padają fantastyczne liczby: półtora miliona Polaków na Białorusi, dwa miliony, trzy miliony - co kontrastuje z danymi spisu z 1999 r., który wykazał 400 tys. Polaków).

Katolicy "prostojęzyczni"

Jak widać, problem jest związany z innymi problemami: metodologicznym (uzyskania "prawdziwej" liczby Polaków), który z kolei wiąże się z kwestią świadomości narodowej Polaków na Białorusi. Ta zaś - z jeszcze bardziej ogólnym pytaniem: czym jest świadomość narodowa? Analizując te trzy zagadnienia, można postawić tezę o fuzji narodowości i przynależności wyznaniowej w przypadku znacznej części białoruskich Polaków. Przez tę fuzję rozumiem niezdolność do odróżniania katolicyzmu od polskości. Mamy tu do czynienia ze swoistym światopoglądem pre-modernistycznym, który cechuje "tutejszość", "prostojęzyczność" (większość Polaków-katolików używa gwary białoruskiej, zwanej przez nich "prostym językiem"), "parafialność" i sentyment do kołchozów (przywiązanie do małych wspólnot). No i sympatia do Łukaszenki, będącego dla nich gwarantem starego porządku, do którego się przyzwyczaili; dla Łukaszenki "prostojęzyczni" Polacy stanowią stabilny elektorat.

Charakterystyczny jest ich stosunek do języka polskiego: nie pełni on dla nich funkcji komunikacyjnych, ale funkcję języka sakralnego, mniej więcej taką, jaką przed Oświeceniem pełniła łacina (język kościelny i język elit). Tak więc polski - zdaniem "prostojęzycznych" Polaków - ma być używany w świątyni, a nie na co dzień.

Wszystkie te cechy wskazują na pre-modernistyczną mentalność. Ma to konsekwencje: kultura pre-modernistyczna stanowi przeszkodę w socjalizacji kulturowej. Jej przedstawiciele są skłonni do odosobnienia, zamknięcia się w małej (parafialnej lub kołchozowej) wspólnocie, odizolowania od procesów religijno-kulturowych.

Narodowość "prostojęzycznych" katolików, nazywających siebie Polakami, musi pozostać kwestią otwartą. Być może większość z nich w przyszłości (w dalszych pokoleniach) rzeczywiście wybierze dla siebie polską kulturę narodową albo kulturę białoruską. W tej chwili jednak "prostojęzyczni" Polacy to wspólnoty przed-narodowe, nieznające pojęcia narodu w nowoczesnym znaczeniu tego słowa.

Transformacji ich mentalności nie sprzyja grodzieński Kościół. Jest on nastawiony zasadniczo na zachowanie status quo, zaś próby wprowadzania języka białoruskiego do kościołów traktowane są niemal jak odstępstwo od ortodoksji. "Co, pogański język [tj. białoruski] chcecie wprowadzać?" - to cytat z wypowiedzi pewnego księdza. Tymczasem to Kościół grodzieński, konserwujący kulturę pre-modernistyczną, znajduje się w niebezpiecznej bliskości z partykularyzmem. Cechuje go rezerwa wobec tego, co się dzieje w Kościele katolickim w skali kraju, by wspomnieć tendencję do przeciwstawiania "Naszej Matki Boskiej" (z sanktuarium lokalnego w Trokielach) i "Nie-naszej Matki Bożej" (z ogólnokrajowego sanktuarium w Budsławiu).

Prawosławni i prawosławni

A co z innymi wyznaniami? Zarówno na Białorusi, jak i poza jej granicami prawosławie jest postrzegane często w kategoriach politycznych: jest traktowane jako narzędzie moskiewskiej polityki imperialnej. Jeśli jest w tym jakaś racja, to częściowa. Prawosławie, podobnie jak katolicyzm, ma na Białorusi wiele twarzy: można znaleźć w nim zarówno opcję proeuropejską, tak też "euroazjatycką"; zarówno białorusko--odrodzeniową, jak i prorosyjską; zarówno tendencje autorytarne, jak i demokratyczne. Wszystkie można też znaleźć wewnątrz białoruskiego katolicyzmu, tylko, być może, w innych proporcjach.

To właśnie prawosławni, na czele z egzarchą Białorusi Filaretem, energicznie zaangażowali się w tworzenie wydziału teologicznego na Europejskim Uniwersytecie Humanistycznym w Mińsku, uczelni o wysokim prestiżu (który to prestiż sprowokował reżim Łukaszenki w 2005 r. do rozprawienia się z uczelnią: Uniwersytet, zamknięty przez władze, przeniósł się do Wilna, zaś wydział teologiczny trafił na Białoruski Uniwersytet Państwowy). Duchowni prawosławni są często wysyłani na naukę na zachodnie uczelnie, w tym katolickie. Wśród prawosławnych rośnie popyt na język białoruski. Przynajmniej w dwóch świątyniach liturgia jest odprawiana po białorusku. Niewiele? Bynajmniej, zważywszy, jak mocno prawosławie jest nadal przywiązane do języka sakralnego, czyli cerkiewnosłowiańskiego.

W grudniu 2005 r. Białoruski Egzarchat Cerkwi Prawosławnej i Nuncjatura Stolicy Apostolskiej zorganizowały konferencję międzynarodową "Chrześcijaństwo i wzajemne przenikanie się wartości duchowych we wspólnocie europejskiej". Na tej konferencji zwierzchnik białoruskiej Cerkwi Filaret mówił: "Religia zwraca się nie do abstrakcyjnego człowieka, jest ona skierowana na przekazanie Prawdy konkretnej osobie, określonej jednostce". Słowa te współbrzmią z encykliką "Redemptor hominis" Jana Pawła II ("Każdy człowiek, i to nie człowiek abstrakcyjny, lecz konkretny, jest drogą Kościoła").

Z badań NIBSEP (2003 r.) wynika, że Cerkiew ma największy wskaźnik zaufania ze strony społeczeństwa, w stosunku do wszystkich innych państwowych i niepaństwowych instytucji: ufa jej 65 proc., nie ufa 21 proc. obywateli (Kościołowi katolickiemu ufa 33 proc., nie ufa 42 proc., a Kościołom protestanckim ufa 15 proc., a nie ufa 56 proc.). Rzecz jasna, mogą tu powstać kontrowersje interpretacyjne, zwłaszcza gdy chodzi o niski wskaźnik zaufania do Kościołów protestanckich. Szukając przyczyn, trzeba zająć się wolnością religijną na Białorusi.

Religijna niewola

"Obszar tolerancji religijnej naszego państwa nieubłaganie się zmniejsza" - powiedział kiedyś Viačasła? Hančarenka, pastor wspólnoty protestanckiej "Nowe Życie". W 2005 r. władze zlikwidowały dwa Kościoły: Białoruski Kościół Ewangelicki i Kościół Ewangelicko-Reformowany. Zaś wspólnocie "Nowe Życie" odebrano dom modlitwy.

Naruszanie praw ewangelików ma już swą historię. W 2001 r. białoruscy ewangelicy zwrócili się do wszystkich chrześcijan z prośbą o modlitwę, gdyż w mediach zaczęła się nagonka na ich Kościoły. W minionych latach w państwowych mediach można było spotkać określenie "sekta" w odniesieniu do zielonoświątkowców, porównywano ich do satanistów. Na porządku dziennym były też prześladowania przez władze uczestników spotkań modlitewnych, organizowanych (ze znanych powodów) w mieszkaniach prywatnych. Np. w 2003 r. emerytka Hanna Łukašenia z Baranowicz musiała zapłacić grzywnę za to, że w jej domu odbywały się nabożeństwa; podobną karę dostał inwalida Ja?hien Savaščenia. Milicja niejednokrotnie przerywała nabożeństwa, zastraszając wiernych.

Fakty te wypada skojarzyć z innymi. W lipcu 2005 r. jako grupa dominikanów organizowaliśmy archeologiczno-historyczny obóz w miejscowości Kaniuchi (pod Wołkowyskiem). W związku z wyjazdem do tej miejscowości dostaliśmy od miejscowych władz sygnał: "Żadnego spowiadania, żadnych nabożeństw!". W 2002 r. dwaj młodzi katolicy - Ihar Zakre?ski i Siarhiej Pieskin - zostali aresztowani za próbę protestu przeciw nowej ustawie religijnej (ustawa ta została przez Kenston Institute uznana za najbardziej represyjną w Europie).

Do drastycznego pogwałcenia wolności religijnej doszło w odniesieniu do Prawosławnego Kościoła Autokefalicznego w lipcu 2002 r.: w przeddzień konsekracji świątyni w miejscowości Pahranicznaje pojawiła się uzbrojona milicja, potem buldożery. Nowo wybudowana świątynia została zniszczona.

Jak to interpretować? Biskup zielonoświątkowców Navum Sachančuk zauważył kiedyś, że represje wobec rozmaitych wyznań należy rozpatrywać bardziej jako "odwet ateistyczny" niż jako tendencję do popierania prawosławia. W istocie, ograniczenia wolności religii to bardziej przejaw "chrystofobii", która ma korzenie komunistyczno-sowieckie i odżywa w strukturach państwa. To pozostałości wojującego ateizmu, który długo pustoszył dusze, zaszczepiając zasady nienawiści: klasowej, światopoglądowej i ideologicznej.

Wobec systemu

Każdy z Kościołów chrześcijańskich na Białorusi stoi dziś przed wieloma wyzwaniami. Rzecz jasna, podstawowym jest głoszenie Chrystusa. Jednak to nie wszystko. Na nic się zdadzą słowa o miłości bliźniego, jeśli Kościoły nie potrafią wystąpić przeciw łamaniu praw człowieka lub ograniczeniom wolności słowa i sumienia. Na nic deklaracje ekumeniczne, jeśli jedne wspólnoty chrześcijańskie są prześladowane, a inne milcząco na to patrzą. Kościoły są zobowiązane rozeznać sytuację społeczno-polityczną i oceniać ją z punktu widzenia wartości chrześcijańskich. Na razie brakuje, niestety, owego rozeznania i oceny.

Spróbujmy wobec tego stworzyć kilka modeli, które pozwolą ocenić możliwe postawy Kościoła wobec sytuacji na Białorusi. Pierwszy to sprzymierzenie się z autorytarną organizacją życia społecznego. Drugi: solidarność z demokratycznym prądem kulturowym. Trzeci: strategia wycofania się i indyferentyzm kulturowo-społeczny.

Pierwszy wariant oznaczałby sprzeniewierzenie się wartościom chrześcijańskim, a dla Kościoła katolickiego dodatkowo kontestację nauczania Soboru Watykańskiego II i papieży posoborowych, akcentujących personalizm i demokrację (podczas gdy autorytaryzm cechuje antropologiczny minimalizm, gdzie autonomia osoby i wolność są wartościami "podejrzanymi").

Drugi wariant to stymulowanie procesów demokratyzacji i powstawania społeczeństwa obywatelskiego. Jest on o tyle uzasadniony, że wysuwa na pierwszy plan takie wartości, jak prymat osoby i wolność sumienia. W demokracji mogą istnieć rozmaite aksjologie, nie tylko chrześcijańskie, jednak tym, co łączy chrześcijańskich i niechrześcijańskich przedstawicieli tej opcji, jest obecność "kręgosłupa", którego osnową jest wiara w człowieka i zaufanie do jego wolności. Demokratyczna kultura to naturalny sprzymierzeniec chrześcijaństwa.

Możliwy jest jeszcze trzeci wariant: indyferentyzm. W swoim czasie w Polsce toczyły się debaty, czy Kościół powinien zająć jakąś postawę wobec sytuacji politycznej w PRL. Nie brakowało wówczas głosów, że "Kościół jest powołany do głoszenia Ewangelii, a nie do spełniania jakiejś misji społecznej". Nie brakuje ich dziś na Białorusi. Zarówno z ust przedstawicieli prawosławia, jak i katolicyzmu pada hasło "bycia-poza-

-polityką". Jego zwolennicy nie rozumieją paradoksalności stanowiska, jakie zajmują: milczenie wobec niesprawiedliwości zawsze było uważane za "grzech cudzy", co oznacza, że jeśli milczymy, w istocie popieramy takie działanie. Milczenie Kościoła w obliczu łamania praw człowieka przez państwo jest aktem politycznym. Natomiast wystąpienie w obronie praw człowieka jest aktem moralnym, nie politycznym, choć może mieć skutki polityczne. Za "byciem--poza-polityką" kryje się często wyrachowanie polityczne.

Na początku zaznaczyliśmy, że religia nie może istnieć w "próżni kulturowej". To nie jest tak, że ten, kto nie popiera społeczeństwa demokratycznego, nie popiera również i autorytarnego. Obojętność wobec kultury demokratycznej oznacza faktyczne poparcie dla kultury autorytarnej. Być może w niebie religia będzie wolna od uwarunkowań historyczno-kulturowych. Na ziemi jednak jest skazana na bycie-w-kulturze.

***

Kościół - tak prawosławny, jak i katolicki - sporo już zdziałał na niwie duchowego odrodzenia Białorusi. Czy jednak spełnia w pełnym wymiarze swoje posłannictwo? Odpowiedzmy tak: zadaniem Kościoła jest nieustannie robić rachunek sumienia. Nie godzić się na niesprawiedliwość. Nazywać i oceniać nadużycia władzy, nie dbając przesadnie o polityczne kalkulacje. Dziś białoruski Kościół nie ma swego Wyszyńskiego, Popiełuszki czy Wojtyły, podczas gdy to oni są dziś potrzebni.

Również w sferze ekumenii konieczne jest wzięcie na poważnie słów Jana Pawła II, wypowiedzianych kiedyś we Wrocławiu: "Nie wystarczy nam wzajemna tolerancja, potrzebna jest też wzajemna akceptacja. Ale i akceptacja to za mało, bo potrzebna jest nam głęboka i mocna braterska miłość". Na razie ekumenizm na Białorusi pozostaje na poziomie tolerancji. Milczenie Kościołów prawosławnego i katolickiego w obliczu prześladowania protestantów pokazuje, jak mało jest "braterskiej miłości", a jak dużo "braterskiej obojętności".

PIOTR RUDKOUSKI jest dominikaninem, absolwentem teologii PAT i studentem filozofii UJ, publicystą białoruskiego czasopisma filozoficzno-społecznego oraz katolickiego pisma z Mińska . Opiekun białoruskojęzycznej grupy w ramach dominikańskiego duszpasterstwa "Beczka" w Krakowie. Naukowo zajmował się m.in. białoruską ideologią państwową, propagandą telewizyjną i świadomością Polaków na Białorusi.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]