Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Przygotowanie nieprzewidywalności

Przygotowanie nieprzewidywalności

25.10.2015
Czyta się kilka minut
Cezary Zych, dyrektor artystyczny Festiwalu Poznań Baroque: Byłoby lepiej, gdyby mówiono o nas jako o miejscu, gdzie gwiazdy się rodzą, a nie do którego przyjeżdżają. Idea start-upu wydaje mi się ciekawsza niż idea konsumpcji.
Fot. FESTIWAL POZNAŃ BAROQUE
J

JAKUB PUCHALSKI: Poznań Baroque zdaje się łączyć dwa modele festiwalu: oparty na rezydencji muzyków festiwal w małym mieście, gdzie tworzy się specyficzna atmosfera, oraz festiwal wielkomiejski, choć raczej nie festiwal gwiazd.
CEZARY ZYCH: Powiedziałbym – przede wszystkim festiwal nie-gwiazd. Z bardzo prostego powodu: tzw. festiwale gwiazd są strasznie przewidywalne, czyli z mojego punktu widzenia po prostu nudne. Co nie znaczy, że nie są potrzebne, uzasadnione – z perspektywy szerokiej publiczności są jak najbardziej pożądane i atrakcyjne, co do tego nie ma dyskusji. Nie niosą jednak ze sobą żadnych tajemnic i niespodzianek. Albo będzie tak wspaniale, jak wiemy, że ma być, albo będzie gorzej.

Mnie natomiast interesuje to, co się dopiero wydarzy. Czyli trzymanie ręki na pulsie tam, gdzie coś zaczyna delikatnie tętnić i dopiero za chwilę się urodzi. Widzę tu najciekawsze idee artystyczne, najwięcej odwagi, najmniej kunktatorstwa, oportunizmu. Myślę przede wszystkim o młodych muzykach, ludziach, którzy nie są jeszcze stabilni – mogą zagrać nadzwyczajnie i mogą zagrać beznadziejnie – są za to bardzo energetyczni, bardzo zaangażowani, bardzo ambitni, ciekawi świata. Nie są zblazowani; dla nich Bach to nie jest tylko Bach – coś, co wszyscy już słyszeli albo grali – to jest coś, co wciąż chcą odkrywać. Zależy mi na przedstawianiu muzyków, którzy albo właśnie zaczynają wielkie kariery, albo są tuż przed ich eksplozją.

Choć jednocześnie bardzo wielu artystów, którzy są zaangażowani w festiwal, ma już niewątpliwy status gwiazd. Staramy się jednak nie eksponować tego gwiazdorstwa. Gdy pojawiały się sugestie, by może poprowadzić festiwal w tym kierunku, opowiadałem się za stanowiskiem, że byłoby lepiej, gdyby o nas mówiono jako o miejscu, gdzie gwiazdy się rodzą, a nie do którego przyjeżdżają. Idea start-upu wydaje mi się ciekawsza niż idea konsumpcji.

Druga sprawa to inspirowanie nowych pomysłów. Zachęcanie muzyków do tego, aby podejmowali nowe wyzwania, nawet wówczas, gdy im samym wydaje się, że nigdy tego w życiu już nie zrobią – gdy mają lat 40 albo 50. Widzę w nich niezwykły potencjał, coś bardzo oryginalnego, coś, o czym być może oni sami zapomnieli w swoich codziennych rutynowych działaniach.

Jest jakaś idea, która wyznacza kierunek festiwalu?
Nie ma jednej idei, chyba że powiemy, iż tematem wiodącym jest nieprzewidywalność, niewiadoma, która wynika z przyjazdu tak różnorodnych osobowości w różnych fazach swoich karier. Niektórym wykonawcom – poprzednio orkiestrze Les Ambassadeurs Alexisa Kossenko, a w tym roku nowej orkiestrze Kore – powierzamy pewne zadania, stwarzamy dość komfortowe warunki pracy i liczymy na to, że intensywna, wspólna praca da ciekawe efekty koncertowe. To na krótką metę, a na dłuższą – że coś zmieni się w ich postawach wobec muzyki, samych siebie, stworzy więzi międzyludzkie, które zaowocują kolejnymi projektami w przyszłości. To jest motto mojego działania od wielu lat: ograniczenie do minimum projektów, które opierają się na czystym freelanserstwie. To zjawisko bardzo destrukcyjne dla środowiskamuzyki dawnej, gdyż muzycy coraz częściej spotykają się dzień albo dwa przed koncertem, grają krótką próbę... owszem, są profesjonalistami, więc to jakoś wygląda, ale nie niesie z sobą żadnych nowych wartości, jest wykalkulowane, w jakimś sensie nieuczciwe.

Nie chciałbym być tutaj moralizatorem, ale to także przypominanie muzykom o ideałach, które towarzyszyły kiedyś wykonawcom muzyki dawnej, a polegały na budowaniu nowego typu więzi z publicznością, na tym, by być wobec niej szczerym, ale jednocześnie w pełni profesjonalnym – to jest coś, co cały czas jest obecne w naszych rozmowach, kiedy przygotowujemy festiwal. Dotyczy tak samo muzyków młodych, jak i przedstawicieli starszego pokolenia.

Na wszystkich dotychczasowych edycjach festiwalu pojawiała się Euro- pean Union Baroque Orchestra. To zespół, z którego się kiedyś trochę podśmiewano – 15 czy 20 lat temu był świetnym projektem edukacyjnym, ale raz grali dobrze, raz tak sobie. Dzisiaj jest to jeden z najlepiej grających zespołów na świecie, i nie dlatego, że ma najlepszych muzyków – to są bardzo dobrzy, młodzi artyści, ale jednak wciąż niedoświadczeni – za to jeden z niewielu, które naprawdę systematycznie pracują. Próby do poszczególnych programów potrafią trwać wiele dni, a później taki program grany jest nawet kilkanaście razy. W związku z tym, gdy pojawiają się na scenie, mamy wrażenie, że panują absolutnie nad wszystkim. Coś, co kiedyś charakteryzowało zawodowe zespoły Gardinera, Brüggena, Akademie für Alte Musik Berlin, Freiburger Barockorchester, grające mniej więcej w tych samych składach przez wiele lat, i o których można było powiedzieć, że to pełen profesjonalizm, a jednocześnie zawsze otwieranie czegoś nowego – nie ciągłe odtwarzanie tego samego, w bezpieczny i zachowawczy sposób.

Czyli jest to festiwal nie tylko dla publiczności, ale i dla muzyków – może przede wszystkim dla nich?
Nie, nie, to jest festiwal zdecydowanie dla publiczności, ale chcemy, żeby był również bardzo istotny dla muzyków. Publiczność może im towarzyszyć zresztą niemal cały czas – próby są w zasadzie otwarte, każdy może na nie przyjść.

W przypadku małego miasta tworzy się w takim wypadku jakieś środowisko festiwalowe, a w dużym mieście? Poznań nie rozprasza?
Bardziej niż Poznań rozprasza listopad. Trudno jest w listopadzie stworzyć atmosferę festiwalową, którą będzie żyło miasto, choćby dlatego, że szybko robi się ciemno, pada deszcz, jest zimno. Ponieważ jednak prawie cały festiwal odbywa się w Centrum Kultury Zamek, wieczory, które składają się z dwóch koncertów, tworzą formę festiwalowego życia. Słuchacze przyjeżdżają wcześniej, wiele osób już przed koncertem krąży w części kawiarnianej, także wielu muzyków, a ponieważ większość z nich to są bardzo bezpośredni ludzie, więc nawiązują się rozmowy, dyskusje. Są też przerwy w ramach koncertów, dość długa przerwa między jednym a drugim koncertem, więc ta przestrzeń staje się swoistym klubem festiwalowym. A po koncertach zarówno muzycy, jak i słuchacze często spotykają się jeszcze w pobliskich restauracjach.

Do życia festiwalem, jak widać w programie, przygotowujecie publiczność od najmłodszych lat – poszczególne programy mają swoje wersje przeznaczone dla szkół.
To jest bardzo wstępna próba, gdyż uważamy, że prowadzenie działań edukacyjnych wymaga niezwykłego doświadczenia, kompetencji i jednocześnie bardzo dobrego pomysłu. Nie wolno tego robić wyłącznie okazjonalnie. Jeśli chce się dzieciom zaproponować wejście w świat muzyki, to powinien to być długi proces, którego festiwal staje się jedynie kulminacją. W związku z tym jest to przede wszystkim próba sprawdzenia, z jaką reakcją spotkają się specjalne koncerty przedpołudniowe, albo poprzedzające festiwal działania, które odbyły się już w poznańskich szkołach na początku października, i czy uznamy siebie za kompetentnych do rozwijania tego projektu w przyszłości.

Rozpoznanie bojem.
W jakimś sensie tak. Szukamy partnerów, sprawdzamy różne rozwiązania, sale, godziny. Trzeba jednak pamiętać, że od samego początku trwania Poznań Baroque staraliśmy się likwidować barierę wieku. Zawsze zachęcaliśmy młodych i bardzo młodych ludzi, żeby przychodzili na koncerty. Zresztą dzieci cieszą się szczególnymi względami, nikt nie oburza się, gdy trochę hałasują, chociaż, prawdę mówiąc, nie zdarza się to zbyt często. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]