Wszystko wskazuje na to, że jeden z dłuższych – i nudniejszych – seriali polskiej polityki, czyli próby uchwalenia prawa o związkach partnerskich, potrwa jeszcze trochę. Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki zasugerował w rozmowie z money.pl, że Karol Nawrocki rozważyłby podpisanie nowej ustawy, gdyby nie godziła ona – w odczuciu głowy państwa – w chronioną konstytucyjnie instytucję rodziny.
Problem jednak w tym, że w optyce prezydenta i prawicy w rodzinę godzi niemal każdy zapis próbujący powołać do życia nowy status związku. Nie tak dawno Lewica i PSL ogłosiły triumfalnie koalicyjne porozumienie w tej sprawie, prezentując założenia do prawa, które nawet w nazwie – „ustawa o statusie osoby najbliższej” – miało być kompromisem i nie ranić konserwatywnych uczuć ludowców.
Konserwatywni politycy oddaleni od swoich elektoratów
Ustawa, okrojona także m.in. o postulowane przez zwolenników nowego prawa tzw. przysposobienia wewnętrzne (chodzi o możliwość wzięcia odpowiedzialności przez drugą osobę w związku za biologiczne dziecko partnerki/partnera), nie zyska jednak aprobaty prezydenta ze względu na zapis o możliwości wspólnego opodatkowania partnerów.
W całym tym serialu słowem kluczem, wbrew przymiotnikowi zawartemu w nowym tytule ustawy, jest słowo „oddalenie”.
Po pierwsze, ideowe oddalenie od siebie koalicjantów, którzy potrzebowali niemal dwóch lat, by wypracować wspólne rozwiązanie. A gdy już w końcu je wypracowali, okazało się, że z pierwotnych postulatów środowisk czekających na związki partnerskie niewiele zostało.
Po drugie, oddalenie konserwatywnych polityków od ich własnych elektoratów. W 2024 roku CBOS ogłosił, że związki partnerskie tej samej płci popiera już więcej niż połowa Polaków (52 proc.), przy ledwie 33 proc. dekadę wcześniej. Inny sondaż z tego samego roku, zrobiony przez Ipsos dla OKO.press i TOK FM, pokazał z kolei, że aż 69 proc. z nas skłonnych jest zaakceptować wewnętrzne przysposobienia. Co więcej, zgody na takie rozwiązanie udzielała nawet nieco ponad połowa zwolenników PiS i Konfederacji.
Cóż z tego, skoro ustawy – nawet okrojonej – nie chce prezydent. W praktyce może to oznaczać, że Polska, będąca jednym z ostatnich europejskich krajów bez podobnych uregulowań, pozostanie nim na lata. Skoro nowego prawa nie udaje się uchwalić przy obecnym układzie sił, trudno to sobie wyobrazić przy jakimkolwiek innym.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















