Prawo dla biednych: misja kontra interes

To, że stan świadomości prawnej Polaków (o wiedzy nie wspominając) jest żałosny, wiadomo nie od dziś. Jakby tego było mało, tylko 8 proc. osób, których sprawy trafiają na sądową wokandę - i dla których przepisy nie przewidują pełnomocnika z urzędu - korzysta z porad prawników. Lukę tę starały się wypełniać jedynie media (tj. ich rubryki prawne), organizacje pozarządowe i poradnie, działające przy wydziałach prawa niektórych uniwersytetów (rocznie pomagają one ponad stu tysiącom petentów).
Czyta się kilka minut

Trzeba było aż 16 lat, aby rząd III RP przygotował projekt ustawy o utrzymywanych z budżetu poradniach prawnych dla niezamożnych obywateli. A przecież działanie na rzecz poprawy edukacji prawnej społeczeństwa jest nie tylko misją państwa, ale leży też w jego interesie: sprawniej toczyć się mogą postępowania przed urzędami i sądami, lepsze jest samopoczucie obywateli i wyższy poziom ich zaufania do instytucji publicznych itd.

Przyjęta w minionym tygodniu przez Radę Ministrów ustawa przewiduje powołanie sieci Biur Pomocy Prawnej, mających bezpłatnie udzielać porad (łącznie np. z pisaniem pozwów) osobom najbiedniejszym bądź będącym w trudnej sytuacji życiowej (bezrobotni, uzależnieni, zwolnieni z więzienia itp.). W Biurach pracować będą radcy prawni i prawnicy nie będący członkami korporacji oraz - na zasadzie wolontariatu i praktyki - aplikanci i studenci prawa. Naturalnie, nad poszczególnymi rozwiązaniami można dyskutować (już pojawiły się głosy, że, miast tworzyć za budżetowe środki kolejne struktury, lepiej pieniędzmi tymi wesprzeć już działające poradnie pozarządowe). Jasne jest też, że poradnie nie są panaceum na wszystkie bolączki: niektórymi kategoriami spraw Biura zajmować się nie mogą, a z ich usług korzystać mają z założenia tylko niektóre grupy obywateli. Dlatego Biura powinny stać się elementem systemu, składającego się choćby z niezależnych organizacji prawnych, działających na rzecz interesu publicznego - czyli gotowych do prowadzenia przed organami państwa spraw, których rozstrzygnięcie zmieniałoby sytuację prawną całych grup społecznych (np. niepełnosprawnych, mniejszości, pracodawców, pracowników, konsumentów, członków spółdzielni mieszkaniowych, społeczności lokalnych itd.).

Niestety, już dziś widać, że tworzenie kolejnych ogniw takiego systemu będzie na różne sposoby sabotowane przez korporacje prawnicze, polityków i urzędników, strzegących swoich i tylko swoich interesów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2005