Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Postępy ciemności

Postępy ciemności

15.05.2012
Czyta się kilka minut
Dla tej polskiej poezji, która zaistniała w latach 90. ubiegłego stulecia, nie ma postaci bardziej ikonicznej, lepiej wcielającej ducha epoki niż Marcin Świetlicki.
Marcin Świetlicki - poeta, autor kryminałów, lider zespołu Świetliki, laureat tegorocznej Nagrody Silesius za całokształt twórczości. Kraków, 2009 r. fot. Tomasz Wiech, Agencja Gazeta
1

1

W Polsce jest wielu „wybitnych poetów” – mówi Piotr Śliwiński w rozmowie, którą publikujemy w tym dodatku. Jeśli nawet pobrzmiewa tu delikatny cień ironii, to przecież nie sposób zaprzeczyć, że nasza nowoczesna poezja, przynajmniej od czasów Bolesława Leśmiana, Aleksandra Wata i Czesława Miłosza, odnajdywała dla siebie twórców obdarzonych bezsprzecznym talentem, wnoszących odrębną wartość do literatury światowej, badających lub wręcz ustanawiających rejestr polszczyzny.

A przecież i pośród tej konstelacji, wzbogacanej kolejnymi pokoleniami, wyróżnić można niewielką grupę pisarzy, którym na różne sposoby dana jest sztuka głębokiego wsłuchania w słowa, mity i sny ich współczesności, organizowania zbiorowej wyobraźni, współbrzmienia z tętnem swego czasu. Nie poprzez doraźną aktualność, lecz dzięki trafianiu w samo sedno naszych niepokojów czy pasji. Są wszak poeci, którzy – rzec można – mówią za nas, wypowiadają nas lepiej i prawdziwiej, niż potrafimy zrobić to sami. Nam zaś nie pozostaje nic innego, jak powtarzać ich słowa. Jednym z tych poetów jest Marcin Świetlicki.

2

Czy dla tej poezji, która zaistniała w latach 90., jest postać bardziej ikoniczna, lepiej wcielająca ducha rodzącej się epoki? Od 1992 roku, od debiutanckiego tomu „Zimne kraje”, widać było wyraźnie, że kulturowa zmiana przyniosła polskiej literaturze twórcę wybitnego. Jeszcze dziś, gdy sięgnąć do tej książki, czy do następującej po niej „Schizmy”, zdumiejemy się liczbą utworów znakomitych, linii, fraz, obrazów mających samoistną siłę istnienia, odsłaniających prawdziwą – a nie tylko poprawną, niezłą czy nawet dobrą – poezję.

Z początku był Świetlicki przede wszystkim buntownikiem, tym, który odrzuca patos i patriotyczne zobowiązania poezji lat 80., uosabianej przez Zbigniewa Herberta czy Jana Polkowskiego. Zastąpienie walki z polityczną opresją skoncentrowaniem na tym, co najbliższe, prywatne, dotykalne – było gestem wyrazistym, właściwie pokoleniowym manifestem. Oto poeta znów mógł mówić w imieniu nie „my”, lecz „ja”, pełen dystansu wobec tego, co ogólne, niematerialne, zbyt podniosłe: „Dlaczego twój niepokój tak obraca się wokół wyrazów: / niepodległość – wolność – równość – braterstwo – Polska / od morza do morza – bezrobocie – podatki – „Gazeta Wyborcza”? / Czy nie wiedziałeś, że są to małe wyrazy? / Czy nie wiedziałeś, że są to wyrazy najmniejsze?”.

Po latach ta radośnie anarchiczna pasja znalazła nie tyle ustatecznienie, co boleśnie autoironiczną samowiedzę. W czwartym z cyklów poświęconych Polsce utworów pobrzmiewało już poczucie kresu, wyczerpania. Zamiast piosenkowego zaśpiewu – milczenie, niemożność porozumienia, rozmijanie z tymi, do których się mówi: „Mówiłem coś, myślałem, że mówię wyraźnie. / Kochałem i myślałem, że kocham wyraźnie. / Wierzyłem i myślałem, że wierzę wyraźnie. // To dwa patyki, to kamyk. / Niech rozmawiają”.

3

Od demonstrowania wolności wzruszeniem ramion i pokazywaniem języka, po pozostanie z nadmiarem wolności, postawieniem wobec pustki. W tym paśmie poetyckie doświadczenie Marcina Świetlickiego przynosi przede wszystkim gorycz, a i sam język, którym jest wypowiadane, bywa coraz bardziej ogołocony, wręcz okaleczony. Ale przecież twórczość ta posiada nieporównanie więcej oblicz, już u początków – choć zapoczątkowała falę naśladownictwa – nie dając się sprowadzić do społeczno-pokoleniowej manifestacji.

Oto jest bowiem Świetlicki, który potrafi znaleźć właściwy sobie język, wyjść poza opozycję tego, co „wysokie”, i tego, co „niskie”, mówić potocznie, nie tracąc przy tym klarowności i komunikatywności, pisać o tragizmie bez patosu, docierać do metafizyki poprzez codzienność. Zapisujący słynną, mającą już miejsce w języku kolokwialnym „nieprzysiadalność”, manifestowaną odrębność, sprowadzenie świata do jedynie prawdziwego „ja”, szalenie zaś rzadko do, obciążonego już niepewnością, dwu- lub trzyosobowego „my”. Ale także boleśnie przeżywaną samotność i dramatyczne próby przerzucania ku innym, a raczej ku bardzo konkretnym „Ty”, kładek porozumienia. Fundamentalną skazę, uniemożliwiającą trwałe zamieszkanie w tym, co międzyludzkie, budującą klatkę oddzielenia, depresji, każącą się „zaszywać w sobie”, monotonnie dreptać wokół siebie, celebrować bezdomność, bo świat wokół „nie ma ramion, nie ma ciepłego oddechu”.

Świetlicki – autor wspaniałych wierszy miłosnych, pełnych i ognia namiętności, i żużla odtrącenia, chwil szczęścia i długich dni niekochanego, który – jakby chcąc wychodzić z siebie ból – krąży po zimnym mieście z już „niepotrzebnym kluczem”. Obsesyjnie opisujący odrzucenie, utratę, ale też ucieczkę, gdy – by nie zostać raz jeszcze zranionym – należy inny, własny „klucz w drzwiach przekręcić dwukrotnie (z braku możliwości // stukrotnego obrotu)”.

„Opluty”? Czy może budujący masochistyczny mit na swój temat? Świetlicki gra w korowód masek i wcieleń, miesza rozpacz z ironią, śmiesznością, przekorą, stroi miny i przemyca powagę. Swojego bohatera skazuje na udręczające, ale i fascynujące koło tortur: poczucia krzywdy i chęci odwetu, upokorzenia, ale i nienawiści. Na zranienie – logikę nadwrażliwości, pozbawienia osłony, odsłonięcia nerwów, gdy do świata zanosi się prośbę: „zaśnij / wreszcie, zdrętwiej, zemdlej / i nie rań więcej”. Na codzienne podręczne piekła i – jednak – zmartwychwstania.

4

Wiersz „Wstęp”, rozpoczynający „Zimne kraje”, kończyły słowa: „będziemy obserwować postępy ciemności”. Jeśli nawet nie zagarnia wszystkiego, ciemność prawie nigdy nie ustępuje, a świat tej poezji jest skażony, upadły, bolesny; wszak raj przepoczwarza się tu w „ogród koncentracyjny”, a wędrujący chodnikiem przechodzień odnajduje w sobie Jonasza, mówiąc nam: „przy krawężniku znalazłem muszelkę / i poczułem, że jestem / trawiony”. Partnerką rozmowy jest często śmierć, bliższa lub dalsza, nigdy jednak nie przestająca zaciemniać horyzontu. Tematem nie dającym o sobie zapomnieć: zło, także – a nawet przede wszystkim to zło, które jest we mnie. „Marcin jest zły i nieporadny w tym źle. / Marcin ma grzech, z którego się nie wydobędzie. / Marcin nie poznał żadnej sztuczki. Nie nauczył się / starać o siebie. Stara się o wiersze, / żeby mu nie wymarzły. Poświęca się dla nich. / Dba o to nieformalne, nieforemne państwo. / Dla niego kłamie” – czytamy, ale ten splot egotyzmu i autoironii, mitu artysty i rzeczywistych niemożności to tylko jedna z dziesiątek chwil, gdy bohater Świetlickiego rozrywa na nowo ranę sumienia, żywi do siebie wstręt. Przeczuwa, że tuż obok, naszeptując monotonnie, czeka diabeł. Nie zawsze zdąży wtedy uciec w ironiczny grymas, czasem musi przyjąć nie pozwalające się wyminąć serio, dramat wiary i zwątpienia. Udręczenie, gdy mówi: „obudziłem się z krzykiem. Och, przyśniło mi się, / że znajduję się we wnętrzu krzyża. Wnętrzu krzyża. Tak”. I jednak, mimo wszystko, konieczność szukania nadziei: „ja mam / w sobie niedużo Boga, pielęgnuję / ten strzęp, / skrzep”.

5

Raniąco prawdziwy poeta bólu, samotności, miłości, śmierci, wiary... Pisał niegdyś autor „Płaskorzeźby”: „wymierają pewne gatunki / motyli ptaków / poetów / o imionach dziwnych i pięknych / Miriam Staff Leśmian / Tuwim Lechoń Jastrun // Norwid”. Czy trzeba dodawać, że wspaniale w ten ciąg wpisują się i Miłosz, i Różewicz, i Świetlicki?

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1971 r. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”, krytyk literacki, pracownik Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, sekretarz Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]