Portret cesarza

Ta książka zaczyna się jak dobra powieść: oto w południe 2 grudnia 1848 r. dziedziniec pałacu arcybiskupiego w Ołomuńcu opuszcza kareta z dwojgiem pasażerów. Pięćdziesięcioparoletni mężczyzna "o podłużnej, znieruchomiałej twarzy i wydatnej, aż nieco obwisłej dolnej wardze to Ferdynand I zwany Dobrotliwym, cesarz Austrii. A ściślej - były cesarz, bo właśnie podpisał dokument o zrzeczeniu się tronu, przekazując władzę w ręce osiemnastoletniego bratanka.
Czyta się kilka minut
 /
/

W rezydencji arcybiskupów ołomunieckich do dziś oglądać można salę, w której dokonała się owa zmiana władzy, podczas gdy w Wiedniu trwały represje wobec uczestników rewolucyjnych wydarzeń Wiosny Ludów. Nowy cesarz panować będzie pod imieniem Franciszka Józefa I niemal dokładnie sześćdziesiąt osiem lat...

Napisaną prawie trzydzieści lat temu biografię autorstwa znanego krakowskiego historyka wznowiono już po raz czwarty. Nic dziwnego: stanowi ona przykład świetnej popularyzacji, tyleż kompetentnej, co wciągającej czytelnika. Na szerokim tle dziejów Austrii, uwzględniając perspektywę polską, szkicuje autor sylwetkę potomka najznakomitszej dynastii Europy, któremu dane było przeżyć kilka epok, od absolutyzmu do monarchii konstytucyjnej. Uwydatnia paradoks władcy, który "osobiście był od młodu aż do swej późnej starości autokratą i właśnie jako taki praworządnie kierował państwem liberalnym".

"Pierwszy biurokrata cesarstwa", człowiek skromny i pozbawiony próżności, niezwykle sumiennie wypełniał codzienne zadania narzucone przez machinę państwową, brakło mu jednak umiejętności szerszego spojrzenia i znajomości ludzi. "Jego zalety były w większej mierze zaletami podwładnego niż zwierzchnika - pisze prof. Grodziski. - Człowiek tej rzetelności, pracowitości i kultury byłby nieoceniony jako minister w każdym gabinecie. Natomiast jako władca, i to przez wiele lat władca absolutny, dość często zawodził". Szczególnie obciąża go współodpowiedzialność za wybuch I wojny światowej. "Nie sposób uchronić się od refleksji - zauważa autor - że nazbyt długo działał i że przeżył swoją epokę. Gdyby bowiem uległ zapaleniu płuc z wiosną 1914 r., ustępując miejsca Franciszkowi Ferdynandowi, wówczas (...) pozostałby zapewne dotąd niekwestionowanym symbolem epoki stabilizacji i liberalizmu".

Stanisław Grodziski nie jest wyznawcą legendy "dobrego cesarza", tłumaczy jednak, że przyczyny jej powstania trudno uznać za całkowicie irracjonalne. I nie chodzi tylko o budzące współczucie nieszczęścia rodzinne, jakie dotknęły Franciszka Józefa, o tragiczną śmierć syna, żony i brata (dramat Mayerlingu, postać cesarzowej Elżbiety-Sissi oraz "meksykańska awantura" nieszczęsnego cesarza Maksymiliana zostały tu oczywiście omówione). Raczej o pamięć liberalnej monarchii, przeżywającej tuż przed wojną rozkwit gospodarczy i kulturalny, i o cesarską niechęć do nacjonalizmów, które stały się nieszczęściem Europy. (Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków 2006, s. 224. Na końcu przypisy, tablica genealogiczna dynastii habsbursko-lotaryńskiej oraz indeks nazwisk.)

Lektor

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2006