Pokuta przez krew

Nie potrafimy wytłumaczyć, dlaczego wiara tak powszechnie zmienia się w fanatyzm. Nie rozumiemy, dlaczego wiara żarliwa staje się ślepa. I nie chcemy uznać, że te zjawiska przynależą do nowoczesności.

25.04.2016

Czyta się kilka minut

Dan i Ron Lafferty, 1984 r.  / Fot. Domena Publiczna
Dan i Ron Lafferty, 1984 r. / Fot. Domena Publiczna

Bóg nie pozostawił im wątpliwości. Żadnych zawiłych metafor, dwuznacznych symboli, pokrętnych proroctw, zagadkowych przesłań. Precyzyjnie i wprost przedstawił wszystko, co należy zrobić. W tej sytuacji Ron Lafferty i jego brat Dan nie mieli po prostu innego wyjścia. Bogu się przecież nie odmawia. Zwłaszcza jeśli się w niego wierzy tak żarliwie jak oni.

„Oto Ja, Pan – tymi dokładnie słowy zwrócił się do nich pewnego wieczora – mówię mym sługom, Prorokom. Jest Moją wolą i żądaniem, abyście usunęli po kolei następujące osoby, które są zaporą na Mej ścieżce i się stały przeszkodą dla dzieła Mego. Po pierwsze żonę brata twego, Brendę, i jej dziecko. (...) Jest Moją wolą, ażeby usunąć ich czym prędzej, jedno po drugim. Niech będzie to nauczka dla tych, którzy występują przeciwko prawdziwym Bożym Świętym. (...) Bądźcie spokojni, bo Pan Zastępów jest z Wami. Tak: Amen”.

Był marzec 1984 r. Niespełna sześć miesięcy później, 24 lipca, bracia Lafferty dokładnie wypełnili boskie instrukcje. Używając do tego celu długich, specjalnie zaostrzonych noży, z zimną krwią zamordowali swoją bratową, Brendę, oraz półtoraroczną bratanicę, Ericę.

Dziś obaj przebywają w amerykańskich zakładach karnych o zaostrzonym rygorze. Prawnikom Rona raz za razem udaje się odraczać wykonanie na ich kliencie wyroku śmierci. Dan odsiaduje dożywocie. I chociaż już dawno stracili do siebie resztki sympatii – podejrzewają się zresztą nawzajem o uleganie wpływom szatana – to zgodnie twierdzą, że morderstwo bratowej i bratanicy było w pełni zgodne z boską wolą.

Czy naprawdę w to wierzą? Czy są rzeczywiście przekonani, że przemawiał do nich stwórca Wszechświata? I jaki jest właściwie status takiego przekonania? Czy to tylko poręczna racjonalizacja, osobliwe wytłumaczenie, z istotą religijności niemające nic wspólnego, pozwalające za to gładko usprawiedliwić każde, nawet najbardziej wyuzdane okrucieństwo? Czy raczej przejaw szaleństwa, którego charakterystyczną cechą jest atrofia jakiejkolwiek racjonalności?

A może przemoc w organiczny sposób z religijnością się łączy – i w rezultacie mamy tu zawsze jakieś kontinuum: od umiarkowanych form religijnej przemocy symbolicznej do skrajnych form religijnej przemocy jak najbardziej realnej?

Morderstwo jako przysługa

Przez ostatnie kilkadziesiąt lat wielu socjologów, filozofów i pisarzy zadawało sobie – i wciąż zadaje – te pytania. Nic dziwnego. XX wiek – zwłaszcza druga jego połowa – i początek wieku XXI to czasy, kiedy liczba aktów przemocy motywowanej wiarą, a w każdym razie występującej w kostiumie wiary, radykalnie wzrasta. Stawia je także Jon Krakauer, znany amerykański reporter, w książce „Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija”. I dodaje do tego zestawu jeszcze jedno: czy granica pomiędzy ortodoksją a fundamentalizmem jest naprawdę tak ostra, jak przywykliśmy uważać? Jego odpowiedź jest kontrowersyjna: „ta granica nie istnieje”.

W książce szczegółowo opisuje historię braci Lafferty, a także ruchu religijnego, z którego się wywodzą, czyli mormonizmu. W szczególności zaś pewnej jego fundamentalistycznej odnogi. Pierwotnie związani z Fundamentalistycznym Kościołem Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, w końcowej fazie swojego konfesyjnego zaangażowania, tuż przed dokonaniem morderstwa, Ron i Dan Lafferty zasilili szeregi niewielkiej mormońskiej sekty zwanej Szkołą Proroków.

To właśnie w trakcie intensywnych religijnych praktyk, jakie odbywali podczas zebrań Szkoły, zaczął się z nimi – a dokładniej rzecz ujmując z Ronem – komunikować Bóg, który zalecił zastosowanie wobec ich bratowej i bratanicy tak zwanej „pokuty przez krew”. Zgodnie z przekonaniami Brighama Younga, następcy założyciela mormonizmu, Josepha Smitha (przekonaniami, dodajmy, nieeksponowanymi dziś przez główny nurt tej religii, obecnymi natomiast w rozmaitych jej fundamentalistycznych odłamach), istnieją takie grzechy, które odkupić może wyłącznie ofiara z krwi grzesznika. Ani śmierć Chrystusa, ani modlitwy wiernych, ani w ogóle nic poza śmiercią tego, kto grzeszy, nie może zadośćuczynić wyrządzanemu przezeń złu, a zarazem zapewnić odkupienia i zbawienia takiej zatwardziałej zbłąkanej owcy.

Morderstwo jest więc w tej optyce tak naprawdę przysługą, którą się grzesznikowi wyświadcza. I to najwspanialszą z możliwych, bo gwarantującą życie wieczne. Ze zrozumiałych zatem względów – zostawiając już nawet na boku okoliczność, że dochodzi doń na wyraźne boskie polecenie – ktoś dokonujący takiego czynu nie tylko nie powinien zostać ukarany, ale należy mu się wręcz nagroda za spełnienie dobrego uczynku.

Brzmi groteskowo i posępnie zarazem? Niewątpliwie, ale wyłącznie z określonej perspektywy. To wszystko bowiem, co przeciętnemu obywatelowi zachodnich, liberalnych demokracji wydaje się konglomeratem niebezpiecznych bzdur i mitów, dla braci Lafferty było spójnym, oczywistym światopoglądem, w którym wyrastali od najmłodszych lat. Potwierdziły to opinie psychiatrów sądowych, którzy uznali ich nie tylko za w pełni poczytalnych, ale także za niezwykle w swoim systemie wierzeń konsekwentnych.

W ramach mormonizmu okolicznością zupełnie naturalną jest np. bezpośrednia komunikacja z Wszechmogącym. W ten sposób właśnie spisywał swoje „Nauki i Przymierza” Joseph Smith, zmarły tragicznie w 1844 r. w wieku 38 lat charyzmatyczny kaznodzieja, uzdrowiciel, a także niegdysiejszy miłośnik nauk tajemnych, ze szczególnym wskazaniem na nekromancję, czyli komunikację ze zmarłymi. W 1823 r. Smithowi ukazać się miał anioł Moroni, który poinformował go o współrzędnych miejsca, w którym ukrył złote płytki pokryte egipskim pismem. Smith udał się na wskazane przez anioła miejsce, tekst z płytek przetłumaczył i zawarł w Księdze Mormona, tekście powstałym, jak przekonywał, z natchnienia samego Boga, z którym od tamtej pory komunikował się zresztą regularnie.

W 132. rozdziale „Nauk i Przymierza” znalazło się zalecenie, które stało się powodem nie tylko gigantycznych rozłamów w łonie ruchu mormońskiego, ale także zarzewiem wielu aktów przemocy, nie wyłączając upiornej historii braci Lafferty.

Ile żon daje Pan

Chodzi mianowicie o zalecenie wielożeństwa – praktykowanego skądinąd aktywnie przez Smitha, mężczyznę przystojnego i pełnego osobistego uroku, cieszącego się sporym powodzeniem u kobiet. Przez wiele lat – również ze względu na niechętny stosunek do poligamii, jaki wykazywała jego pierwsza żona – Smith ukrywał się ze swoimi romansami oraz „duchowymi małżeństwami”, które ochoczo zawierał. W pewnym momencie uznał jednak, że czas ogłosić to światu z otwartą przyłbicą – skoro taka właśnie, a nie inna, jest wola Boga. Tego rodzaju proklamacja – stojąca w głębokiej sprzeczności z fundamentami zachodniego chrześcijaństwa, budząca odrazę zwłaszcza wśród wyznawców amerykańskich odmian protestantyzmu o purytańskiej proweniencji – spotkała się, co zrozumiałe, ze skrajnymi reakcjami.

Wskutek zamieszek i konfliktów wywołanych kontrowersjami związanymi z poligamią zginęło wielu zwolenników Smitha, jak również on sam – zabity przez napastników, którzy wdarli się do więzienia Carthage, w którym był przetrzymywany wraz ze swoim bratem Hyrumem. Kilkadziesiąt lat po jego śmierci znaczna część wyznawców Księgi Mormona zdecydowała się publicznie odciąć od poligamii – główny odłam mormonizmu, amerykański Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (LDS), którego siedziba znajduje się w stanie Utah, po dziś dzień oficjalnie odżegnuje się od tej praktyki.

Niemal równolegle – na początku XX wieku – powstał Kościół Fundamentalistyczny (FLDS), którego założyciel, Lorin C. Woolley, mienił się depozytariuszem autentycznego przesłania Josepha Smitha oraz żarliwym obrońcą wielożeństwa.

Krakauer drobiazgowo opisuje mormońskich fundamentalistów, którzy zawierali i wciąż zawierają małżeństwa z kilkunastoma, a nawet kilkudziesięcioma kobietami, często w wieku poniżej granicy legalności oraz spokrewnionymi ze sobą. Aktualny lider mormońskich fundamentalistów, Warren Jeffs przebywa dzisiaj w więzieniu, skazany za stosunki seksualne z nieletnimi. Takich historii – drastycznych, pełnych przemocy, wykorzystywania seksualnego, zazdrości i monstrualnej pychy – jest w tej książce mnóstwo.

Brenda Lafferty – warto dodać – zginęła prawdopodobnie właśnie dlatego, że niechętnie patrzyła na poligamiczne inklinacje swoich szwagrów. Ron Lafferty zaś podejrzewał ją o zły wpływ, jaki miała rzekomo wywierać na jego żonę, która, gdy usłyszała, że Ron zamierza zawierać kolejne małżeństwa, natychmiast spakowała się i opuściła go raz na zawsze.

Fundamentalizm czy nie?

Istnieje wiele różnych definicji fundamentalizmu, w każdej jednak wskazuje się na skłonność do dualistycznego postrzegania świata, defensywno-ofensywne podejście do liberalnych wartości i swobód, irracjonalizm i antyoświeceniowość oraz, last but not least, gotowość do aktywnego użycia siły wobec tych, którzy nie podzielają danego zespołu przekonań. Rozmaicie ujmuje się też źródła rosnącej popularności tego rodzaju postaw. Niektórzy – jak np. francuski socjolog Gilles Kepel albo angielski filozof John Gray – doszukują się tutaj głębokich przyczyn o charakterze kulturowo-cywilizacyjnym, związanych tak z wymiarem stricte religijnym, jak i społeczno-ekonomicznym.

W takim ujęciu – na co uwagę zwraca zwłaszcza Kepel w słynnej „Zemście Boga” – fundamentalizmy, choć same pojmują się zazwyczaj jako „powrót do zapomnianych źródeł”, są w istocie nieodrodnymi dziećmi nowoczesności. Czerpiącymi z niej pełnymi garściami, tworzącymi własne mitologie na zasadzie prostego przeciwieństwa, a raczej odrzucenia nowoczesnego świata, który jawi się jako niezrozumiały, nieprzyjazny i nieogarniony.

Fundamentalizmy rodzą się więc w określonym kontekście – w zderzeniu z chaosem współczesności, inwazyjnym postępem technologicznym, nierównościami społecznymi, biedą, poczuciem wykluczenia, krzywdy i upokorzenia. Są w tym sensie narzędziem zemsty, jakiej ofiary nowoczesności dokonują na kulturze, która skazała je na marginalizację.

Krakauer podąża jednak w swojej książce zupełnie innym tropem, co zresztą przysporzyło mu wielu krytyków wywodzących się z różnych, nie tylko fundamentalistycznych, odmian chrześcijaństwa. Nie przywiązując mianowicie tak dużej wagi do kwestii kontekstu społecznego, autor „Pod sztandarem nieba” interesuje się przede wszystkim kwestią kształtowania się przekonań oraz ich prawomocności – także w wymiarze życia wspólnoty czy społeczeństwa. Skąd wiemy to, co wiemy, i na jakiej podstawie oczekujemy, że inni będą żyć wedle tego, co sami uznajemy za wiedzę – oto problem, który jest jego zdaniem centralny, kiedy staramy się zrozumieć dynamikę działania fundamentalistycznych grup religijnych albo politycznych.

Istotną funkcję w tworzeniu się patologicznych zjawisk o charakterze sekciarsko-religijnym przypisuje też charyzmatycznym jednostkom – w książce powołuje się często na klasyczne już dzieło angielskiego psychiatry i analityka Anthony’ego Storra „Kolosy na glinianych nogach. Studium guru”. Storr stawia w niej m.in. tezę, że tym, co toksycznego guru odróżnia od „zdrowego” lidera religijnego, jest... narcyzm. Tym tropem idzie Krakauer, który – jak na rasowego reportera przystało – prezentuje fakty, ograniczając do minimum wszelkie interpretacje i teoretyczne rozważania. Jego autorska perspektywa jest jednak wyraźnie widoczna, niezależnie od tego, jak bardzo stara się z nią nie narzucać.

Nie ma na dobrą sprawę – twierdzi, przeplatając historie fundamentalistów i umiarkowanych wyznawców mormonizmu, sięgając do przykładów ekstremalnych i zestawiając je z codzienną praktyką pobożnych, „porządnych” obywateli – żadnej metody na wyznaczenie punktu, w którym wiara żarliwa staje się wiarą ślepą. W którym chęć przekazania innym swojego poczucia pewności zamienia się w chęć nawrócenia ich siłą za wszelką cenę. W którym subiektywne doświadczenie jakiejś transcendentnej obecności czy troski, jaką otacza nas opatrzność albo Bóg, staje się pysznym przekonaniem o tym, że stwórca Wszechświata ma zwyczaj ucinać sobie z nami pogawędki, albo przy naszej bezpośredniej pomocy postanowił zrealizować jakieś swoje ziemskie zamierzenia.

Nie oznacza to bynajmniej, że religia jest zjawiskiem niebezpiecznym i negatywnym, jak chcą tzw. nowi ateiści. Krakauer nie jest jednym z nich. Ostrzega nas tylko, że łatwo zatracić świadomość granicy pomiędzy rzeczywistością a nierzeczywistością. Między realnością doświadczenia a światem pragnień i potrzeb.

Historia braci Lafferty, którzy do dzisiaj żyją w przekonaniu, że Bóg przeznaczył ich do wielkich zadań, a cały świat tkwi pogrążony w mrokach niewiedzy i bluźnierstwa, jest tego przemożnym, ale i przerażającym dowodem. Niejedynym skądinąd. Mamy ich przecież dokoła bez liku. Gorzej, że jak do tej pory nie wypracowaliśmy skutecznej metody, która mogłaby nas – i naszych bliźnich – ochronić przed niszczącymi skutkami tego zjawiska. ©

​JON KRAKAUER, POD SZTANDAREM NIEBA. WIARA, KTÓRA ZABIJA, przeł. Jan Dzierzgowski, Czarne, Wołowiec 2016

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Eseista i filozof, znany m.in. z anteny Radia TOK FM, gdzie prowadzi w soboty Sobotni Magazyn Radia TOK FM, Godzinę filozofów i Kwadrans Filozofa, autor książek „Potyczki z Freudem. Mity, pokusy i pułapki psychoterapii”, „Co robić przed końcem świata” oraz „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2016