Poezja z natury młoda

Poezja jest wieczną młodością języka...
Czyta się kilka minut

Z mojego punktu widzenia istnieje tylko młoda poezja. Po pierwsze, autorzy, na których uczyłem się czytać współczesne wiersze, ciągle są dla mnie młodzi i pobudzający. Świetlicki, Podsiadło, Suska, Śliwka, Foks, Biedrzycki, Bonowicz, Sośnicki, Grzebalski itd. Po drugie, zostałem w getcie młodości, czytając następne, ustawione w kolejce do debiutu, pokolenia, dostając listy w stylu: „Mam 19 lat, a za najważniejsze inspiracje uważam Miłosza, Eliota, Pounda, Tranströmera, późnego Enzensbergera, Wittgensteina (którego czytam właśnie jako poetę), Pułkę, Górę, Sosnowskiego” bądź „Cóż zatem, wypada mi Pana pozdrowić, ale czuję oczywiście żal i pewną odrazę do całego tego środowiska”.

Otrzymując takie listy, czytając pełne energii teksty, nie bardzo chce się wierzyć w sens negowania istnienia naturalnego (w naturalny sposób związanego z dojrzewaniem do życia i języka) bytu, jakim jest młoda poezja. Może i nie służy do niczego konkretnego, utylitarnego, nie potwierdza przemian społeczno-politycznych, nie projektuje zamachu na świat w niegdysiejszym stylu, nie wytycza dróg do niepodległości. W tym sensie jej nie ma i kulturalni decydenci mogą mieć z nią problem. W moim najgłębszym przekonaniu – tym bardziej jest. Właśnie jako ciało kłopotliwe, obce, absurdalne. Nawet nie belka w oku. Z drzazgą też bym nie przesadzał. Podkreśla różnymi głosami kłopotliwość orzekania o pewności orzekania na temat świata, człowieka, relacji międzyludzkich. Trudno mi o obiektywizm, bo sam na co dzień myślę wierszem, a dopiero potem oglądającą się na przykazania dyskursywności prozą. Myśl wyprzedzana jest przez emocję i obraz. Udało mi się zostać po stronie tych popaprańców i postrzeleńców, czy jak ich tam jeszcze nazwać – poetów. Z tego względu to, co poczytuję za naturalne, może być dla kogoś dziwaczne i skarlałe. Z rasy olbrzymów, z wielkiej tradycji wywoływania i podtrzymywania narodowego ducha, pomniejszonych już dzisiaj do rozmiaru elektronicznego gadżetu i wydobywającego się zeń piskliwego głosu.

A tych listów wcale nie ubywa, nie kończy się moda na poezję. Ciągle towarzyszy jej wiara, że tylko ona potrafi w szczególny sposób coś wypowiedzieć. I tę wiarę uparcie podzielam. Mimo że zmęczony rolą dyżurującego bez przerwy akuszera, to jednak czekający z nadzieją na poruszenie, na współudział w odkrywaniu starego świata na nowo. Ale nie można czytać wszystkiego, to przecież obłęd. Utopia, która może kiedyś się urzeczywistni – olbrzymi komputer będzie czytał wszystko po kolei, od czasu do czasu wydając krótkie komunikaty o przetrawionej treści. I to będzie ta Instancja, to nasze Centrum informujące o wartości wychodzących w nadmiarze poetyckich tomików. Daję radę w coraz węższym zakresie, z archiwisty stając się wybrednym koneserem. Żałuję, że nie mogę poświęcić się tym wszystkim proszącym mnie o znak porozumienia, przeczytania, akceptacji. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2015

Artykuł pochodzi z dodatku Poznań poetów