Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Podróże kształcą, zwłaszcza studyjne...

Podróże kształcą, zwłaszcza studyjne...

23.08.2015
Czyta się kilka minut
Mirosław Skórka, dyrektor programu Study Tours to Poland: Nie poddaję się determinizmowi i wiem, że jest sens pracy z ludźmi z krajów byłego Związku Radzieckiego.
Pokolenia wychowywane w ZSRR żyły za żelazną kurtyną. Młodzi mają szansę zobaczyć Zachód – służy temu program wizyt studyjnych. Fot. Tomasz Grzywaczewski
A

ANDRZEJ BRZEZIECKI: Program Study Tours to Poland został uruchomiony w 2004 r., gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej. Czy twórcy programu wyszli z założenia, że w Polsce transformacja szczęśliwie się udała i już możemy dzielić się doświadczeniami z innymi krajami?

MIROSŁAW SKÓRKA: Tak, nasza transformacja, sfinalizowana wejściem do NATO i Unii Europejskiej, została uznana za udaną. Zdaliśmy sobie sprawę, że pewne rozwiązania i pewną wiedzę można przekazywać innym. Kraje Europy Wschodniej były naturalnym adresatem naszego przekazu. Zaś bezpośrednim bodźcem dla uruchomienia programu były prośby nowej ekipy ukraińskiej – która przyszła do władzy po Pomarańczowej Rewolucji pod koniec 2004 r. – by Polacy szkolili urzędników i innych profesjonalistów.

Co więc takiego mieliśmy my, czego nie mieli Ukraińcy?

Dystans między Polską a naszymi wschodnimi sąsiadami był znaczny i stale się zwiększał. Wiedzieliśmy, że u nich przemiany zatrzymały się, a dokładniej rzecz biorąc poszły w innym kierunku – rozwinął się system oligarchiczny i system klientelizmu politycznego. Bogaci budowali sobie partie polityczne (zgodnie z własnymi aspiracjami i ambicjami) i gdy zdobywali władzę, służyła im ona do powiększania majątku prywatnego. Zdeformowany system polityczny wpłynął na funkcjonowanie państw.

Dlaczego tak się stało?

Rzecz tkwi w ludziach i ich mentalności. Doświadczenie 70 lat komunizmu w ZSRR doprowadziło do poważnych zmian w świadomości. Nauczono się omijać bądź zupełnie lekceważyć prawo. Pod koniec istnienia komunizmu, kiedy ideologia już nie odgrywała żadnej roli, działacze partii komunistycznej i komsomołu wykorzystywali swoje możliwości, by rozbudowywać wpływy i majątki. Po 1991 r. pozamieniano flagi państwowe i godła, ale dawne powiązania zostały. Dawne elity i co bardziej przebiegłe „autorytety”, czyli ludzie powiązani ze światem przestępczym i służbami specjalnymi, uwłaszczyli się na znacznej części majątku narodowego. Społeczeństwa były zdemoralizowane i zdezorientowane, nie były w stanie przeszkodzić narodzinom oligarchii. Władza i pieniądze splotły się nierozerwalnie, zaś utrzymywane w stanie politycznej apatii społeczeństwa służyły wyłącznie do legitymizacji tych powiązań podczas kolejnych wyborów.

Poza tym my mieliśmy wyraźne cele – zmierzaliśmy do pełnej integracji euroatlantyckiej. To zaś sprawiało, że nie mogliśmy „kombinować”, tylko musieliśmy przeprowadzać konkretne reformy. W Rosji, na Ukrainie czy na Białorusi takich celów nie wyznaczono i w konsekwencji nie przeprowadzono niezbędnych zmian. I tutaj leży wielka wina zaniechania Zachodu, gdyż nie był w stanie zaoferować tym krajom realnego planu modernizacji i perspektywy członkostwa w Unii. Dzisiaj za tę małoduszność płacimy wszyscy znacznie większą cenę.

Jak odpowiedzieć na argument, że społeczeństwa Europy Wschodniej, bardziej doświadczone komunizmem, mają inną mentalność i nasze reformy nie mogą się tam przyjąć?

Jest w tym stwierdzeniu determinizm, który zakłada, że nie można tam wiele zmienić, bo oni zawsze byli inni. Nie zgadzam się z tym. Oczywiście, różnice mentalnościowe czy wręcz cywilizacyjne funkcjonują. I to nie jest tylko fantazja Samuela Huntingtona. W tych różnych cywilizacjach żyją jednak ludzie, którzy mają podobne aspiracje. Najlepszym tego świadectwem są kolejne Majdany na Ukrainie i obecna wojna – przeciw rosyjskiej interwencji. W tym kraju nikt nie chce być człowiekiem zniewolonym ani pozbawionym własności i ograniczonym w działaniu. Wiem, że łatwo jest narzucać ludziom pewne pojęcia i systemy, manipulując świadomością historyczną i różnymi ideologiami, które mówią, że jakieś rozwiązanie jest nasze i jest lepsze od tego, co przyjęto w innych krajach. Nie poddaję się temu determinizmowi i wiem, że ma sens praca z ludźmi z krajów byłego Związku Radzieckiego. Wierzę, że należy ich uczyć, iż pewne rzeczy, jak wolność osobista, prawo własności, państwo prawa czy szacunek dla człowieka, należą się także im.

A jak odeprzeć zarzut, że wspieranie w Europie Wschodniej zmian, które dostosowują te państwa do norm panujących na Zachodzie, jest tak naprawdę przygotowaniem do nowej formy kolonizacji? Innymi słowy – czy wszystko musi być tak jak na Zachodzie?

Od 2004 r. jestem obywatelem Unii Europejskiej i w żaden sposób nie czuję się skolonizowany przez Unię. Kiedy zaczynaliśmy w Polsce reformy i zmienialiśmy instytucje państwa, nie robiliśmy tego po to, aby przypodobać się Unii, ale po to, aby naprawić nasz kraj, unowocześnić i uczynić efektywnym. Kiedy dzisiaj pokazujemy zmiany w Polsce: nasze rozwiązania, modele, instytucje, to robimy to po to, żeby pomóc w unowocześnieniu i modernizacji nieefektywnych i niesprawnych państw sąsiadów. Sukces tego procesu jest możliwy tylko w tej skali, w jakiej te państwa i społeczeństwa uwierzą, że nie są wiecznie skazane na bylejakość i na zacofanie, a mogą się normalnie i efektywnie rozwijać. Sąsiedzi biedni i zacofani są realnym zagrożeniem. Zatem nie ma mowy o ich „kolonizowaniu”, ale o wsparciu.

Waszym produktem jest wizyta studyjna – co to takiego?

Wizyta studyjna to coś innego niż zwyczajne szkolenie czy kurs. Łączy w sobie elementy teoretyczne z praktyką, tzn. ludzie, którzy odwiedzają Polskę, zapoznają się z filozofią naszych zmian, potem odwiedzają różne urzędy, instytucje, zakłady i organizacje; mają okazję przyjrzeć się, jak działają omawiane rozwiązania, porozmawiać z ludźmi, którzy je realizują. Spotykają praktyków i od nich czerpią wiedzę i doświadczenie. Pierwsi uczestnicy wizyt byli ludźmi już zaangażowanymi w funkcjonowanie państwa: urzędnikami, politykami. Każda nowa grupa to ludzie przede wszystkim aktywni w swoich instytucjach i organizacjach. Oni szukają konkretów, porad i budują sieci kontaktów. W tym sensie wizyta studyjna ma zupełnie inny walor poznawczy niż pozostałe formy nauczania.

Jakie to mechanizmy?

Prezentujemy to, co wypracowaliśmy u nas, bazując przecież na rozwiązaniach europejskich. Pokazując te rozwiązania, mamy pełną świadomość, że nasi goście muszą budować własne modele, np. samorządu. Ważne, aby te rozwiązania spełniały standardy cywilizacyjne Europy. Najlepszym przykładem jest model samorządu polskiego. My w Polsce często nie zdajemy sobie sprawy, jak działa samorząd. Po prostu jest i działa – czasami lepiej, czasami gorzej. Ale gwarantuje długofalowy i w miarę zrównoważony rozwój kraju. Kiedy zaczynamy rozmowę z naszymi sąsiadami i mówimy o trzech szczeblach samorządu, to od razu słyszymy: „to tak jak u nas”. Ale dopiero, kiedy zejdziemy do poziomu realizacji zadań, budowania strategii, tworzenia budżetów i roli, jaką w tych procesach odgrywają nasze rady i instytucje samorządowe, to otwierają się im oczy. Bo samorząd – w takim sensie jak u nas – u nich nigdy nie istniał. Był system zarządzania państwowego podporządkowany celom partii komunistycznej.

Czy dla uczestników programu to, co mówią Polacy, jest zrozumiałe?

Tak. Trzeba pamiętać, że my nie bierzemy ludzi z ulicy, ale starannie dobieramy uczestników. Do Polski przyjeżdżają ludzie, którzy już mają doświadczenie i konkretne oczekiwania. Oni chcą przeszczepić europejskie rozwiązania na ukraiński grunt. Czy wszystkim się to uda? To już inne pytanie. Niektórym się nie udaje, bo nie mają wystarczającej siły przebicia, czasami zaś sytuacja w ich kraju uniemożliwia reformy. Mamy jednak wielu partnerów, którzy odnieśli sukces.

Na przykład?

W kwestiach reformy samorządowej np. Połtawa, Dniepropietrowsk. Stamtąd przyjęliśmy wielu ludzi – właściwie wszystkich szczebli władzy. Nie przypadkiem Dniepropietrowsk to jeden z bastionów ukraińskości na wschodzie kraju.
Są też ukraińskie miasta, jak Łuck, Winnica, których zarządzanie wygląda podobnie jak zarządzanie miast polskich. Gospodarze tych aglomeracji podpatrywali nasze rozwiązania i przenosili je do siebie. Takich sukcesów, większych i mniejszych, jest dużo. Ale to także setki mniejszych miast i organizacji, które zmieniają obraz Ukrainy. Pomimo rosyjskiej agresji i ruiny, do której doprowadziły ten kraj kolejne ekipy kleptokratów, w społeczeństwie pojawił się na niespotykaną skalę ruch wolontariuszy, ludzi zaangażowanych w obronę i zmiany we własnym kraju.

Co jest okrętem flagowym STP?

Wsparcie dla trzech procesów. Pierwszym jest proces integracji europejskiej. Szkolimy ludzi, którzy ten proces będą koordynować. Pokazujemy urzędnikom, jak działają instytucje unijne w Polsce. Drugim zagadnieniem jest wspominany już samorząd. Po trzecie szkolimy organizacje pozarządowe, które działają na polu edukacji.

Z tych trzech zagadnień w największej mierze koncentrujemy się na samorządzie. Uważamy, że reforma samorządowa jest ważna dla modernizacji Ukrainy. Jeśli uda się tam wprowadzić dobrze funkcjonujący samorząd, ten kraj się zmieni. To jest cywilizacyjne wyzwanie – zmieni się wtenczas model funkcjonowania państwa: z samodzierżawnego na demokratyczny. Reforma wprowadzana jest z oporami, ale mamy nadzieję, że zostanie wdrożona.

Polska dzieli się doświadczeniem sukcesu, ale chyba też jest przed czym przestrzegać?

Owszem, mówimy o problemach i błędach. W przypadku samorządu przyznajemy, że model reformy PGR-ów był słaby i wygenerował dużo problemów. Także reformy służby zdrowia nie zostały do końca prawidłowo zrealizowane. Mówimy też o zagrożeniu: władza centralna chętnie pozbywa się wielu zobowiązań, cedując je na samorząd, ale nie dając na to pieniędzy. Wartością naszych wizyt jest to, że nie organizujemy spotkań z jedną osobą, ale z kilkunastoma praktykami: są to szefowie gmin, powiatów. Ci ludzie spotykają się z konkretnymi problemami i mówią o nich. Dyskusja o tym, co się nie udaje, też jest ważną częścią wizyty studyjnej.

W Polsce toczy się teraz dyskusja na temat systemu gospodarczego. Padają głosy, że jest on niesprawiedliwy, że zbudowaliśmy wilczy kapitalizm. Czy echa tych dyskusji słychać podczas wizyt studyjnych?

Mówienie o reformach i o potrzebie reform to nasze przesłanie. Reformy trzeba realizować, ale oczywiście nie byle jakie: przemyślane i konsekwentne. Nie widzimy alternatywy dla liberalizacji rynku, która daje ludziom przestrzeń dla przedsiębiorczości, ani dla rozwoju pluralizmu politycznego. Nie jest prawdą, że nie trzeba robić refom, gdyż są one bolesne – boleśniejszy jest brak reform. Skuteczna reforma minimalizuje straty. Gdybyśmy w Polsce nie przeprowadzili reform gospodarczych w latach 90. XX w., nasz kraj naprawdę byłby „w ruinie”. Z perspektywy rosyjskiego czy ukraińskiego społeczeństwa, gdzie mamy garstki oligarchów i ubogie społeczeństwa, mówienie, że nasz system jest niesprawiedliwy, brzmi śmiesznie.

Mówiliśmy głównie o wizytach profesjonalistów – na czym polega specyfika programu adresowanego do studentów?

Jest on skierowany do studentów z Ukrainy, Białorusi, Mołdawii i niektórych regionów Rosji (Kaliningrad i Petersburg z ich obwodami) w wieku 18-21 lat. Pokazujemy im, jak żyją polskie uczelnie i studenci, jak działa samorząd terytorialny, organizacje pozarządowe, niezależne media, jak funkcjonuje mały i średni biznes. Mówimy o historii polskiej transformacji i polskiej kulturze, o polskiej wieloetniczności i wielokulturowości. Chcemy zwalczać stereotypy na temat Polski panujące na Wschodzie. Pokazujemy, jak walczymy z korupcją i patologiami społecznymi, jak angażujemy ludzi w działania, jak tworzone są organizacje pozarządowe i jak włącza się mechanizmy partycypacji społecznej, wreszcie jak urzędy realizują swoje zadania. Wizyty są realizowane w miastach akademickich przez polskie organizacje pozarządowe i są bezpośrednio nadzorowane przez Fundację Borussia z Olsztyna.

Ilu ludzi przeszło przez STP?

Łącznie dzięki STP w latach 2004–2015 Polskę odwiedziło, bądź wzięło udział w działaniach w krajach realizacji programu, 7079 osób, w tym 2467 studentów i 4612 profesjonalistów. Program Study Tours to Poland jest całkowicie finansowany ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, zaś zarządzany przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego we Wrocławiu. Jest to jedyny w Polsce program, który od ponad dziesięciu lat konsekwentnie i na taką skalę pokazuje polską transformację i wspiera przemiany w krajach sąsiednich, dzieląc się doświadczeniami naszej wolności i budowy pluralistycznego systemu demokratycznego. Mówiąc o zmianach w Polsce podkreślamy, że najbardziej opłaca się wolność, której towarzyszy odpowiedzialność.

Czy program STP wypełni kiedyś swoją misję i zostanie zawieszony?

Hipotetycznie mogę wyobrazić sobie taką sytuację, że reformy w Europie Wschodniej zostaną wdrożone i instytucje tych państw będą funkcjonować według modelu europejskiego. Ale nawet wtedy wciąż trzeba będzie pomagać w komunikacji ludzi i dzieleniu się doświadczeniem. Na świecie pojawiają się coraz to nowe wyzwania – trzeba na nie szukać nowych odpowiedzi. Nawet jeśli uda nam się doprowadzić do końca program dla profesjonalistów, pozostaje druga odnoga Study Tours to Poland, czyli wizyty studentów – naprawdę mamy perspektywę działania. Sieci kontaktów, przyjaźnie i poznawanie się są najlepszą inwestycją w przyszłość. I na to nigdy nie powinno zabraknąć nam sił oraz środków. ©

MIROSŁAW SKÓRKA jest dyrektorem Programu Study Tours to Poland w Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego we Wrocławiu. W latach 2003–2012 pracował w Fundacji Instytut Studiów Wschodnich w Warszawie. Członek Komitetu Obywatelskiego Solidarności z Ukrainą.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Publicysta, dziennikarz, historyk, ekspert w tematyce wschodniej, redaktor naczelny „Nowej Europy Wschodniej”. Wieloletni dziennikarz, a obecnie współpracownik „Tygodnika”. Autor i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]