Pociąg

Podczas moich pobytów w Stanach Zjednoczonych nigdy nie jechałam pociągiem. W Ameryce lata się samolotem, jeździ się uważanym za drugi dom samochodem, a jak się ma dużo czasu i mało pieniędzy, to pokonuje się dalekie trasy greyhoundem albo innym autobusem. Jadący pociąg to nieczęsty akcent krajobrazu, w miastach nie zna się adresu dworca, bo się zeń nie korzysta, pociągi widuje się za to w westernach. Trochę staroświeckie, romantyczne, spokrewnione z Wielką Przygodą.
Czyta się kilka minut

Tak właśnie, pociągiem, zatrzymując się na stacjach, żeby pozdrowić witających - jechał na swoje zaprzysiężenie prezydenckie Barack Obama. Wiózł ze sobą nieprawdopodobnie ciężki bagaż. Ogromnych oczekiwań, konkretnych żądań, rozhuśtanych nadziei. Nadziei dyrektorów banków i bezrobotnych, właścicieli wielkich koncernów i drobnych urzędników, pionierów nauki i rodzin, które bieda wygnała z domu, żołnierzy różnych wojen i poetów...

Te nadzieje piętrzą się, przytłaczają, czasem nawzajem się wykluczają. Nie wiem, czy w ogóle można je spełnić. Życzę Mu tego całym sercem.

Język

Już drugi tydzień czytamy z mężem wydaną przez Znak długą rozmowę z księdzem Wacławem Hryniewiczem "Nad przepaściami wiary". To ważna lektura, skłaniająca do ważnych przemyśleń i rozmów. Chcę się podzielić jednym tylko, małym spostrzeżeniem. Jak wielkie znaczenie ma język używany przez Autora, kiedy zjawiają się kontrowersje. Jest to zawsze język pogłębionego, przyjaznego sporu - nigdy niszczącej walki.

Co tu robić

Nad Telewizją zawisł strach. Co tu robić? Czym zapełnić te 24 godziny na dobę, bo czasu nadawania nie można skrócić, zaraz ktoś powie, że oglądalność spadła i wycofa reklamę. Może zrobić dziennie o jakieś trzy rozmowy więcej, politycy zawsze przylecą, chociaż ci z pierwszej i drugiej ligi już się wykręcają, a tych z trzeciej i czwartej jak ludzie słuchają, to mówią, że ich mdli. Może montaż najgłupszych wypowiedzi tygodnia nadawany przed programami zamienić na montaż najgłupszych wypowiedzi kwartału? Trochę czasu się zyska, ale znów powiedzą, że się judzi... A gdyby program prowadził nie jeden redaktor, ale para? Chłopak i dziewczyna albo dwa chłopaki? Zawsze mogliby trochę pofiglować, poprzekomarzać się, pośmiać, pokasłać. Kilkadziesiąt minut się zarobi... A czy by nie nadawać co godzina wstawki z jakiejś zagranicznej gazety? Ba! Ale kto to przetłumaczy, skoro posiadamy słabą znajomość języków obcych?

Więc skąd wziąć ten wypełniacz, tę upragnioną massa tabulettae? Pytania mnożą się, rozrastają, krążą nad Telewizją jak złowrogi sen. Co tu robić? Co tu robić?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2009