Patriarchat w szkole

Upatrywanie źródeł przemocy szkolnej w "patriarchalnej kulturze", co czyni pani Anna Lipowska-Teutsch w wywiadzie Anny Matei "Niemi świadkowie, cudze tragedie" ("TP" 45/06), jest nadużyciem. Nie ma żadnych wiarygodnych przesłanek, by przemoc w szkole wiązać z uprzedmiotowionym traktowaniem kobiety w kulturze (w tym w wychowaniu). Prowadzone w Polsce od lat badania pokazują, że dziewczęta są dużo rzadziej ofiarami agresji i przemocy w szkole. Wyjątek dotyczy agresji seksualnej, ale tylko w szkole, bo już poza szkołą chłopcy równie często padają jej ofiarami ze strony rówieśników. Agresja na tle seksualnym to margines zjawiska, bo dotyka 2-3 proc. uczniów, podczas gdy agresja werbalna ponad 50 proc., a fizyczna ponad 40 proc. (co nie znaczy, że można lekceważyć przemoc seksualną!). Z kolei "Diagnoza Społeczna 2005" pokazuje, że dziewczęta w wieku 16-18 lat równie często jak chłopcy sięgają po narkotyki i alkohol. Teza o ich "grzeczności, do jakiej są wychowywane", jest trudna do utrzymania, także w świetle statystyk policyjnych, wykazujących wzrost udziału dziewcząt w przestępczości nieletnich.
Czyta się kilka minut

W gdańskim gimnazjum, przypuszczalnie, patriarchalne wzorce kulturowe były istotną przyczyną przemocy, jednak uogólnienie, którego dopuszcza się Pani Lipowska-Teutsch jest co najmniej nierzetelne, także dlatego, że skupia uwagę na fragmencie zjawiska. Jak z tego punktu widzenia wyjaśniłaby tydzień późniejszą próbę samobójczą prześladowanego przez kolegów chłopca z Małopolski? Przyczynami przemocy w szkole są: agresja w otaczającym dzieci świecie (rodzinie, mediach, polityce, ze strony nauczycieli), brak kompetencji psychologicznych u nauczycieli, poszukiwanie przez uczniów alternatywnych źródeł pozycji w grupie w stosunku do - ocenianego jako niesprawiedliwy - systemu ocen szkolnych i wreszcie rosnące z wiekiem zniechęcenie i wyobcowanie w szkole. Zjawiska te dotyczą obu płci w równym stopniu.

Czy bierność, bądź kibicowanie klasy z gdańskiego gimnazjum była wynikiem przeniesienia stosunku do przemocy wobec kobiet ze świata dorosłych? Brak reakcji świadków szkolnej przemocy jest powszechny i znajduje wiele objaśnień w badaniach oraz obserwacjach psychologicznych, z których pierwszym jest rozmycie odpowiedzialności, drugim - strach przed agresorami, a trzecim - przekonanie, że skoro ofiara nie protestuje, to znaczy, że akceptuje przemoc.

RAFAŁ SZYMCZAK (Warszawa)

***

Kultura patriarchalna to nie tylko "system społeczno-rodzinny, ideologiczny i polityczny, w którym mężczyźni poprzez użycie siły, czyli presji bezpośredniej, bądź przez rytuał, tradycję, prawo i język, zwyczaje, etykietę, edukację i podział pracy określają, jakie zadania będą wykonywać kobiety" (A. Rich, 1976) i gdzie charakterystycznym sposobem dyscyplinowania kobiet jest gwałt lub zagrożenie gwałtem, przy czym hańba przypisana jest zgwałconej, nie gwałcicielowi. Gwałt jest tu aktem agresji i dominacji, a nie zaspokojeniem pożądania, czego przykładem są sceny, które rozegrały się w gdańskim gimnazjum.

Kultura patriarchalna jest też systemem dominacji jednych mężczyzn nad innymi (G. Lerner, 1986), przy czym grupom podporządkowanym przypisuje się cechy uznawane za "kobiece". W subkulturach, zwłaszcza więziennych, ale też w czasie wojny lub w związku z prześladowaniami politycznymi, przez zgwałcenie odbiera się mężczyźnie jego status, odtąd jest podporządkowany i oddelegowany do prac "kobiecych" i usług seksualnych. Błędem jest dostrzegać w mężczyznach jedynie beneficjentów kultury patriarchalnej - są oni również ofiarami i więźniami wyznaczonych w ramach tej kultury wzorców męskości. Chłopcy są niekiedy brutalnie zmuszani do nieustannego potwierdzania swojej "męskości", jeżeli uznani zostaną przez rówieśników za osoby słabe, uczuciowe, niezdolne do fizycznej konfrontacji, stają się obiektem prześladowań. Tak prawdopodobnie było w przypadku prześladowanego przez kolegów chłopca z Małopolski.

Wprawdzie przyczyn przemocy, również szkolnej, jest wiele, jednak wszystkie dostępne statystyki wskazują, że przede wszystkim chłopcy i mężczyźni dopuszczają się przemocy, jak też padają jej ofiarą i własnych autodestrukcyjnych zachowań. W Polsce w 2005 r. mężczyźni stanowili 97 proc. osób osadzonych w więzieniach, 87 proc. podejrzanych o popełnienie zabójstwa, 92 proc. o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu, 93 proc. o udział w bójce lub pobiciu, 99 proc. o zgwałcenie, 95 proc. o udział w rozboju, wymuszeniu rozbójniczym i kradzieży rozbójniczej, 93 proc. podejrzanych o kradzież i kradzież z włamaniem, 96 proc. sprawców przemocy domowej. W tym też roku 84 proc. samobójstw popełnili mężczyźni. O ile w wielu krajach rozwiniętej demokracji presja odgrywania wzorca agresywnej męskości nie jest już tak silna i pojawiają się możliwości uznania innych sposobów bycia mężczyzną, w Polsce presja ta zdaje się narastać.

Ania z gdańskiego gimnazjum protestowała i znalazły się osoby, które próbowały jej bronić, jednak ich protesty i próby powstrzymania przemocy okazały się mało skuteczne. Prawdopodobnie dlatego, że część osób przyjęła perspektywę widzów.

ANNA LIPOWSKA-TEUTSCH

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 49/2006