Reklama

Warsztat diabła

Warsztat diabła

23.05.2004
Czyta się kilka minut
Chorzów, 3 maja: stu pseudokibiców Ruchu atakuje metalowymi drągami policję; 55 policjantów jest rannych, zatrzymano 200 osób. Kraków, 7 maja: kilkuset chuliganów obrzuca kamieniami Marsz Tolerancji, a później urządza polowanie na jego uczestników i ściera się z policją na Rynku; 20 osób zatrzymanych. Łódź, 8 maja: setka kibiców Widzewa pacyfikuje juwenalia, bitwa z policją trwa kilka godzin. Giną dwie osoby, 70 zostaje rannych. To cena, którą płacimy za obojętność wobec przemocy.
E

Emil, 17 lat, kibic Wisły Kraków: - Na osiedlu było głośno o Marszu Tolerancji, ale nikt nie poszedł na rozróbę. Słyszałem tylko w wiadomościach, jak się prali. Chodzę na mecze, ale nie biorę udziału w bójkach. Mnie interesuje piłka, ale jak policja przegrywa, to bójka się podoba. Do policji czuję niechęć. Są przez nią problemy. Bez niej byłoby bezpieczniej. Policja już nie może nic zrobić, żebyśmy ją polubili. Są znienawidzeni. Tak było, jest i będzie. Cracovia i policja to nasi wrogowie.

Teraz są wyjazdy na “sprzęty". Siekiery, noże - to już grubsza afera. Od 15-latków się zaczyna. Robią tak, bo taka ich wola. Ja nie chcę używać sprzętu. Nie chcę mieć szramy na połowę ręki. Pewnie, że mnie pobili. Zawsze na pięści. Przemocy używa się w obronie godności. Jak ktoś się umie bić, to ma to wrodzone. Kiedyś zapisałem się na boks, pół roku chodziłem i rozwiązali klub.

Bartek, 15-latek, też kibic Wisły: - Siedzę na osiedlu. Pijemy alkohol, zacząłem jak miałem 12 lat. Trawkę kupuje się wszędzie. Wystarczy pójść na osiedle i spytać gościa w dresie.

Brałem udział w bójkach. Na zadymach się nie bałem. Nie wziąłbym udziału w “ustawce". Ze sprzętem to niehonorowe. Na mecze chodzę z kolegami. Są w moim wieku i starsi. Coś się zaczyna przy sklepiku, potem wchodzi policja. Biłem się z policją. Rzucałem w nią kamieniami. To było honorowe, bo policja strzela. Cała policja jest zła. Dostałem za Wisłę od kibiców Cracovii. Spytali się, za kim jestem, nie pomyślałem, żeby skłamać. Siedmiu ich było. Bili, kopali.

Napadałem, gdy potrzebowałem pieniędzy. Dziewczyn nie napadałem. Brałem od gości z innego osiedla. Nie musi być młodszy. Lepiej, żeby był sam. Jak mówi, że nie ma telefonu, to się go trzepie. Nie żal mi go.

W poszukiwaniu tożsamości

Według danych policji w 2003 r. nieletni popełnili w Polsce 63 tys. przestępstw.

- Ich wiek się obniża - mówi Katarzyna Padło z wydziału prasowego małopolskiej policji. - Zwiększa się za to brutalność dokonywanych przez nich przestępstw. Nie są to już zwykłe kradzieże czy akty wandalizmu, ale także rozboje, wymuszenia i kradzieże rozbójnicze. Takich czynów było w ubiegłym roku 9,5 tys. - o trzy tysiące więcej niż 10 lat temu.

Czyny nieletnich stanowią niecałe 5 proc. wszystkich przestępstw. Można by uznać, że to niedużo, gdyby nie fakt, że rozboje to często początek drogi przestępczej. - Najmłodsi mają po 10-12 lat - mówi dr Przemysław Piotrowski z Instytutu Psychologii Stosowanej UJ - To oni są najbardziej agresywni: chcą się wykazać i sądzą, że niewiele im grozi.

Kim są nieletni przestępcy? - Nie ma jednego wzoru - stwierdza Paweł Stechnij, dyrektor ośrodka opiekuńczo-wychowawczego dla chłopców w Nowej Hucie.

- Mamy dzieci z rodzin alkoholików, kryminalistów. Są rodziny po rozwodzie, ale żyjące razem, bo nie mają innej możliwości. I są też rodziny uważane za “udane": ojciec jest dyrektorem, a matka zajmuje stanowisko kierownicze w banku. Tacy rodzice zapominają jednak, że wychowanie to nie tylko żywienie i ubieranie.

Nastolatek pozbawiony rozmowy, odpowiednich wzorców zachowań ze strony rodziców i wychowawców, własnych zainteresowań, zaczyna się nudzić. - Mimo różnych dobrodziejstw kultury, jakie miasto dostarcza, młodzież się potwornie nudzi - mówi Małgorzata Leśniak z Instytutu Socjologii UJ. - A leniwe ręce są warsztatem diabła.

Do ośrodka na nowohuckim Osiedlu Szkolnym trafiają chłopcy w wieku 12-18 lat na podstawie orzeczenia sądu. Niektórzy rodzice sami pytają, czy mogą umieścić tu syna. - Okazuje się na przykład, że przez cały rok uciekał z lekcji. Ale coś w tym czasie przecież robił - opowiada Stechnij. - Ławka na osiedlu, kafejka internetowa, flippery... Pojawia się piwo, papierosy. Na to trzeba pieniędzy, więc “kroi" się radia samochodowe albo robi “wyrwę".

Dorastanie to czas budowy własnej tożsamości. Tworzy się ją przy wsparciu rodziny, szkoły, otoczenia. Gdy ono zawodzi, młody człowiek szuka swego miejsca na własną rękę. - Te dzieci mają poczucie wyobcowania. Od małego musiały lawirować, cwaniacko radzić sobie w życiu. W grupach często budują swoją tożsamość w oparciu o agresję. Jednocześnie tworzą tożsamość grupy jako całości - mówi Przemysław Piotrowski.

Z obserwacji policji wynika, że na każdym osiedlu, gdzie żyją blokersi i pseudokibice, powtarza się ten sam mechanizm.

- 10-letnie dzieci stają się ofiarami starszych. Tak było na przykład wśród krakowskich grup pseudokibiców Cracovii, którzy wymuszali od 10-latków pieniądze - mówi Katarzyna Padło. - Po dwóch-trzech latach ci drudzy sami zostawali “żołnierzami" bojówek. Nie tylko, by odreagować, ale też by zaistnieć na osiedlu.

Ofiary stają się napastnikami. Wyłudzają pieniądze, okradają sklepy, “organizują" piwo na imprezę. Później zaczynają się przestępstwa cięższego kalibru: rozboje, wymuszenia. - Wtedy już ciężko im się wycofać - mówi Padło. - Są szantażowani, zastraszani, bici. Agresja w grupach służy też zachowaniu spójności.

Wycofują się za to starsi. Dorastają i zaczynają inną działalność: np. handel narkotykami. Już nie jest im na rękę rozgłos i kontakt z policją. Dlatego wśród zatrzymywanych dominują nieletni.

Agresywnie wyrażana męskość

Pod osłoną grupy młodzi mogą realizować potrzebę walki. - Każdy z osobna raczej tak by się nie zachowywał, ale razem napędzają się własną agresją - mówi Małgorzata Leśniak. - W grupie można się ukryć i wystąpić przeciw komuś lub czemuś. Dla samego wystąpienia, a nie w imię jakichś wartości. Czy rzeczywiście w Krakowie chodziło o homoseksualistów albo w Łodzi o to, że studenci studiują?

Piotrowski: - Skinów i kibiców łączy jedno - kultura agresywnie wyrażanej męskości. Siła jako sposób rozwiązywania problemów. Największą obelgą dla kibica i skinheada są określenia związane z homoseksualizmem. Gej to przeciwny biegun agresywnej męskości. Z drugiej strony osób naprawdę zafascynowanych jakąś ideologią, poglądami jest w takich grupach zwykle ok. 10 proc. Dla reszty ważne są moda, koledzy, okazja do wyładowania się.

- Bić się może każdy. Oni tylko przyczepiają sobie łatki, np. “bojówki Cracovii"

- stwierdza Stechnij. - Każdy chce do czegoś przynależeć. Jeśli ze względu na możliwości i umiejętności nie może uczestniczyć w czymś dobrym i popularnym, to będzie przynależał do czegoś, co jest równie popularne, chociaż złe.

Bojówkarze śledzą informacje o sobie w mediach, zakładają swoje strony w internecie. - Stają się bohaterami - mówi Małgorzata Leśniak. - Czasami to jedyna okazja, by zaistnieć w świadomości społecznej. “Stary, to o mnie mówią, k..., ja tam byłem!".

Jak każda subkultura, używają specyficznego języka. - Przy całym swym ubóstwie język skinów, dresiarzy, kiboli, blokersów jest zaskakująco obfity pod względem leksyki i frazeologii dotyczącej walki, przemocy, agresji i wroga - mówi Sergiusz Kowalski, socjolog z Warszawy.

Pseudokibice mają więc “zgody" i “kosy" z innymi klubami. Odkąd na stadionach umieszczane są kamery i wprowadzane identyfikatory dla kibiców, przemoc w coraz większym stopniu przenosi się poza nie; policja zatrzymuje bojówki na trasach dojazdowych albo na osiedlach. W kwietniu gazety publikowały zdjęcia skutych i leżących na trawie 120 kibiców Cracovii (w tym 51 nieletnich), których zatrzymano w drodze na mecz z Jagiellonią Białystok. Mieli przy sobie kije bejsbolowe, tasaki i koktajle Mołotowa. Kilka tygodni później zatrzymano dwóch 20-latków, którzy po meczu z Legią napadli na przypadkowy samochód z warszawską rejestracją, pobili i ranili nożami jego pasażerów.

Co pewien czas słychać o “ustawkach" - starciach całych “wojsk" kibiców, którzy w ramach nieformalnej ligi chuliganów wyznaczają spotkania, najczęściej na peryferiach miast. Najbardziej honorowa jest walka bez “sprzętu", czyli noży, kastetów, siekier. Powodem do chwały jest poniesiony w walce uszczerbek na zdrowiu - jedna z niepisanych zasad kodeksu honorowego “bojówkarzy" mówi, że gdy atakują, to wszyscy. Kto się cofnie, jest odrzucany. Nie istnieje poczucie krzywdy. - Nawet kiedy obrywają w bójkach, nie uważają się za pokrzywdzonych - mówi Renata Franczak-Zielińska, zastępca dyrektora ośrodka na Osiedlu Szkolnym. Konflikt z prawem i obrażenia należą do rzeczywistości, z którą trzeba się pogodzić.

Mimo odwiecznych podziałów nawet najbardziej zwaśnione grupy łączą się przeciw wspólnemu wrogowi numer jeden: policji. Tak było w Chorzowie i w Krakowie. - Stosunek dużej części polskiej młodzieży do policji jest negatywny - mówi Przemysław Piotrowski. - Tym bardziej, że zatrzymanie przez policję czy pobyt w izbie wytrzeźwień to kolejne powody do dumy. Takie przygody stają się potem legendami, które cementują grupę.

- Niekiedy nieletni mogą czuć się bezkarni - ocenia Katarzyna Padło. - Poczucie to podtrzymuje m.in. fakt opóźnienia kary, co wiąże się z oczekiwaniem na rozpatrzenie stopnia demoralizacji przez sąd rodzinny i nieletnich, a potem - na przydzielenie placówki wychowawczej bądź resocjalizacyjnej. Również fakt, że oczekiwanie na karę odbywa się w domu rodzinnym, może powodować obniżenie działania środka karnego. Ostatecznie jednak nieletnich spotyka kara. I wówczas są zdziwieni swoją nieświadomością.

Rozczarowanie chuliganów przeradza się w nienawiść wobec tych, którzy ich złapali. Stechnij: - Jak się tłumaczą? Najpierw jest etap wypierania: “to nie ja", “policja to psy, oskarżają fałszywie". Później przyznają, że ich poniosło, że głupota...

Zanim będzie za późno

Wszyscy rozmówcy zgadzają się, że poziom agresji wśród młodych rośnie.

- Wystarczy przejść się ulicą, posłuchać rozmów, by zauważyć “demokratyzację" języka młodych i jego homogenizację pod względem płci - uważa Sergiusz Kowalski. - Gimnazjalista klnie jak szewc, a jego koleżanka rzuca “k...ami". Zanikają językowe różnice między dobrą i złą szkołą czy dzielnicą, chłopcami i dziewczętami, wykształconymi i dobrze sytuowanymi a społecznym marginesem.

- Już przedszkolaki zachowują się agresywnie - mówi Renata Frączak-Zielińska. - Agresywnie się bawią, agresywnie odnoszą się do dorosłych. - Nie ma szkoły wolnej od przemocy czy od narkotyków - wtóruje Paweł Stechnij. - Pytanie, czy społeczeństwo to widzi, czy też próbuje ukryć problem i uznaje, że sprawę załatwi położenie 120 rozrabiaków jak śledzi na murawie.

Tylko w Krakowie policja “interesuje się" dziesięcioma tysiącami nieletnich. Cztery tysiące z nich już popełniło czyn karalny, pozostali “tylko" nie chodzą do szkoły, albo jeszcze niczego im nie udowodniono.

Jednym z rozwiązań jest zdecydowana postawa policji i państwa. - Ktoś, kto idzie z kijem bejsbolowym bić studentów, musi się liczyć z tym, że może zostać zabity - uważa profesor Wiktor Osiatyński, prawnik. - Czasem trzeba użyć radykalnych środków, skoro zaniedbano ich wcześniej.

- Trudno jest mówić o agresji - stwierdza Katarzyna Padło. - Niekiedy szkoły utrzymują, że ich problem nie dotyczy. Także instytucje osiedlowe wolą pracować z młodzieżą nieagresywną. Tymczasem wiele zależy od środowiska, w którym nieletni nie tylko wyrasta, ale do którego powraca po odbyciu kary. Nie znajdując alternatywnego sposobu bycia, kontynuuje przestępcze zachowania.

Zachętą do przemocy jest też bierność społeczeństwa.

- Nie można tolerować gówniarzy, którzy wyciągają od młodszych pieniądze albo się nad nimi znęcają - mówi Osiatyński.

- Trzeba podejść, interweniować, nawet dać po ryju albo oddać w ręce policji. To jest zasadnicza sprawa: czy tolerujemy drobne chuligaństwo czy nie. Jeśli dajemy się zastraszyć, to potem mamy tego efekty.

- Nie chcemy się angażować, boimy się konsekwencji, ciągania po sądach - zgadza się Małgorzata Leśniak. - Większości obce jest społecznikostwo, wzięcie odpowiedzialności za rodzinę, szkołę, parafię, samorząd.

Czy jednak surowe karanie, “pałowanie", a nawet nietolerowanie agresji na ulicy nie jest spóźnione?

- W Polsce kładziemy nacisk na strategie represyjne. Profilaktyki właściwie nie ma - twierdzi Przemysław Piotrowski. - Owszem, powinno się odgradzać pseudokibiców, izolować agresywnych. Ale represje byłyby niepotrzebne, gdyby już w podstawówce, gimnazjum zastosować psychopedagogikę, terapię, warsztaty dla rodziców. To wymaga czasu, co najmniej kilku lat, ale jest tańsze i przynosi lepsze efekty.

Tę opinię potwierdzają inni. Brakuje pieniędzy na lepsze, ciekawsze programy rozładowywania agresji młodych. Brak ludzi z pomysłami. Szwankuje współpraca policji, szkół, instytucji osiedlowych oraz placówek terapeutycznych. Choć są wyjątki: Powiślańska Fundacja Społeczna w Warszawie czy krakowska “U Siemachy".

Stechnij: - Realizujemy programy, na które mamy pieniądze. Uczymy asertywności, mówienia “nie" na rzecz złą. Jeśli ktoś się nimi zainteresuje w odpowiednim momencie, to porzucą te swoje pały. Na pewno żaden ośrodek nie zastąpi domu rodzinnego.

Co pozostaje? - Problem przemocy stał się głośny z racji ostatnich dramatycznych wydarzeń - zauważa Kowalski. - Wkrótce pójdzie w niepamięć, jak wiele innych niezałatwionych spraw.

- Subkultur nie można wyeliminować - mówi Małgorzata Leśniak - Można tylko ograniczać agresję. Dialogiem, edukacją. Z każdym człowiekiem można rozmawiać, to tylko kwestia metody, socjotechniki.

- Nikt nie lubi krytyki - mówi Paweł Stechnij. - A oni ciągle ją słyszą: w domu, w szkole, w ośrodkach też mają kłopoty. Okrzyknięto ich chuliganami. Człowiek cały czas piętnowany zaczyna się zastanawiać: “a może rzeczywiście jestem nic nie wart, nic ze mnie nie będzie, jestem bandytą? A skoro jestem bandytą, to będę nim do końca".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Publicysta, dziennikarz, historyk, ekspert w tematyce wschodniej, redaktor naczelny „Nowej Europy Wschodniej”. Wieloletni dziennikarz „Tygodnika”. Autor i współautor książek: „Przed Bogiem...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]