Reklama

Opowieść o przyjacielu

Opowieść o przyjacielu

31.07.2005
Czyta się kilka minut
Ukazujące się w “Tygodniku" rekolekcje wielkopostne małego brata Morisa (“TP" nr 7-13/05) przywoływały w mojej pamięci postać Maurice’a de Callois, jedynego małego brata ze zgromadzenia Karola de Foucauld, którego dane mi było poznać osobiście w moim długim życiu.
B

Było to późną wiosną w pierwszym lub drugim roku stanu wojennego. Mieszkałam w Nysie, na Opolszczyźnie. Pewnego wczesnego ranka zadzwonił ksiądz proboszcz z parafii katedralnej. Prosił, żebym zaraz przyszła, bo przyjechał ogromny transport z Francji, a nikt z tam obecnych nie zna francuskiego. Z tego, co mówił kierowca, rozumieli dwa słowa: “Doktor Magdalena". Musi chodzić o mnie, bo innej “doktor Magdaleny" w Nysie nie ma (byłam tam ordynatorem oddziału dziecięcego). Poszłam natychmiast. Przed domem parafialnym, na tyłach katedry, stała olbrzymia ciężarówka z francuską tablicą rejestracyjną, a obok niej - barczysty, ogorzały, krótko ostrzyżony, siwiejący mężczyzna i zakłopotany ksiądz proboszcz. Francuski kierowca wyjaśnił, że przyjechał z Paryża z darami od Francuzów dla dotkniętej uciążliwościami stanu wojennego ludności Polski. Jedyną wskazówką, jaką otrzymał od Pol-ki, która pomagała w przygotowaniu transportu, była nazwa miasta oraz imię zamieszkałej tam “doktor Magdaleny". Nasz proboszcz, równie ucieszony, jak zaskoczony, polecił otworzyć wolne pomieszczenia domu parafialnego i zaczęło się przenoszenie niezliczonych kartonów przez ad hoc zorganizowaną ekipę. Przybysza z Francji i mnie zaproszono na śniadanie, przy którym dowiedziałam się, że jest to pierwszy transport z przygotowywanych przez jakieś środowisko charytatywne, następne będą kierowane do innych miejscowości. Wyjechał z Francji poprzedniego popołudnia, jechał całą noc z krótkim odpoczynkiem w ciężarówce (w wygrodzonym kącie miał leżankę, umywalnię i nieodstępną maszynkę do kawy). Nie chciał skorzystać z gościny ani w parafii, ani w moim domu, był zdecydowany natychmiast wracać. Obiecał, że odwiedzi nas przy następnej bytności w Polsce.

Nie pamiętam dat jego następnych przyjazdów i wiernych odwiedzin w domu w Nysie, gdzie korzystał z noclegu, zwykle w drodze powrotnej. Zaprzyjaźnił się z całą moją rodziną. O sobie powiedział jednocześnie niewiele i bardzo wiele. Miał rodzinę, był zamożnym człowiekiem, chyba właścicielem cukrowni. Czasowo mieszkał we Francji, czasowo w Maroku. W jakimś momencie swego życia uznał je za pozbawione sensu i celu. Jedno i drugie odnalazł we wspólnocie małych braci Karola de Foucauld, w służbie Bogu przez służbę ludziom potrzebującym. Co roku część swego czasu oddawał wspólnocie, stąd jego udział w akcji charytatywnej dla Polski. Nie od razu dowiedzieliśmy się o tym. Kiedyś mój mąż zastał go w habicie z różańcem w ręku. Bywaliśmy razem na porannych Mszach w katedrze. Modlił się żarliwie i w skupieniu - bez cienia jakiejkolwiek ostentacji.

Potem zdarzały się sporadyczne kontakty, także listowne. Została jednak serdeczna pamięć o niezwykłym przyjacielu. I nią zapragnęłam się podzielić.

MAGDALENA KOZARZEWSKA (Michałowice, woj. mazowieckie)

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]