Moją uwagę przykuło wezwanie skierowane do jego „małej Ojczyzny” (czy tylko do niej? czy raczej do każdego?!) jako pointa wiersza „Moja Orawo”:
...nie idź w zycie
bez obziyranio
w downoś
i sukoj tam
nie popiołu
a ognia.
Być może powodem, dla którego uderzyły mnie te właśnie słowa, był fakt, że dwa dni wcześniej – idąc za niedawnymi wskazaniami papieża Franciszka – czytałem fragment adhortacji Pawła VI „Evangelii nuntiandi”, w którym ów wielki papież i intelektualista podpowiada katechetom, by w swym przekazie sięgali także do tradycji – do coraz to głębszych i doskonalszych form wyrazu, jakie Kościół w całej swej długiej historii wypracowywał dla swojego przesłania (por. EN nr 44). Papieskie wskazanie nie jest jednakże wezwaniem do specjalistycznych studiów z dziejów katechezy. O nie! Jest wezwaniem do tego, by pełnymi garściami czerpać z „żywego skarbca prawdy” (vivum thesaurum veritatis).
Wspólne przesłanie mądrości ludowej i najwyższego kościelnego Magisterium nie tylko podkreśla potrzebę „obziyrania” się w „dawnoś” (w „długą historię”). Mówi znacznie więcej: mówi o tym, kiedy owo sięganie do tradycji ma sens. Otóż wtedy i tylko wtedy, gdy odnajdujemy w niej życie, tzn. palący się ogień (nie popiół!). Sięganie do przeszłości nie może oznaczać upodobania do przeglądania albumów ze starymi zdjęciami, za każdym razem coraz bardziej pożółkłymi i coraz bardziej zacierającą się treścią. Nie chodzi o nostalgiczne wspomnienia, z towarzyszącym im melancholijnym westchnieniem: „kiedyś to było pięknie...”.
Chrześcijanin w minionych epokach i pokoleniach dostrzega ogień. Ogień Ducha Świętego – Zasadę życia. Ogień rozpala. Życie szuka rozwoju (wzrostu!) i pomnożenia. Właśnie dlatego sięganie do tradycji ma sens zawsze z racji na przyszłość.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















