Nunczaku na Monciaku

Który ze znaków czasu był najważniejszy w ubiegłym tygodniu?
Czyta się kilka minut

Tak, wiem, że w stolicy otwarto stadion (jeden z tak wielu stołecznych stadionów, że wkrótce trzeba będzie wymyślić jakieś nowe dyscypliny sportu, aby zapełnić wszystkie warszawskie trybuny, bo nawet jedenastu Pepe raz na cztery lata nie przyciągnie tylu ludzi na multum obiektów). Tak, wiem, że ACTA, Davos i ręczni piłkarze. Wszystko to interesujące i ważkie, ale tymczasem to właśnie w Zakopanem stało się coś arcyistotnego. Przy tym wydarzeniu wysiada nawet kapitan Schettino.

Oto około godziny 2 w nocy z soboty na niedzielę doszło na Krupówkach do bójki.

Robi wrażenie? Wstrząsa? Nie? Wiem, że nie. Wiem, że normalka, że przecież szczyt sezonu, że trwają szkolne ferie, że zakopiańskie Champs-Élysées regularnie zraszane są zębami przyjezdnych oraz co bardziej gościnnych tubylców, że przecie mordobicie na głównym deptaku zimowej stolicy Polski jest równie zwyczajne jak wielomiesięczne korki na zakopiance. Spokojnie, to jeszcze nie koniec. Zarówno sprawcy, jak i ofiary pochodzą z innej stolicy Polski – Krakowa. To także nie dziwota, gdyż stolica stolicy bliska, nawet jeśli dzieli je wielomiesięczna zakopianka: Linia Maginota, Zygfryda i Wał Pomorski w jednym. Zakopiankę w szczycie (czyli zawsze) trudno przebyć nawet helikopterem. No, ale w każdym razie zarówno dwie ofiary i trzej sprawcy przeżyli zakopiankę, aby spotkać się o drugiej w nocy na Krupówkach – i z czysto historycznego punktu widzenia trzeba przyznać, że było warto. Bowiem takiego wydarzenia nie pamiętają najstarsi dżedaje: na Krupówkach dokonano napadu z użyciem maczety!

Zakopane pozazdrościło Wrocławiowi, i to właśnie ono stało się „miastem spotkań”, choć na jedną noc z soboty na niedzielę. Krakowianie przejechali ze swą maczetą pół świata, aby w szczycie sezonu na Krupówkach sycić się wrażeniami – i okazali się nie w ciemię bici. Niezapomnianych doznań nie brakowało. Ofiary doznały: głębokich ran ciętych, płytkich ran ciętych, złamania goleni, itp. Było ich stać na to, aby śmiało zrealizować marzenia, ucieleśniać sny, nie bacząc na żadne przeszkody. Nie byli już tacy młodzi (wedle policyjnych statystyk charakteryzowali się wiekiem od 24 do 33) a ciągle jeszcze tryskali junacką ikrą. Chcieć to móc! Zasada niby prosta jak maczeta, ale jakże trudna do zrealizowania na przysłowiowych Krupówkach. I to jest właśnie piękne, fenomenalne, to właśnie pozwala mi z ogromnym optymizmem patrzeć w przyszłość naszej ziemi.

Staram się pójść mentalnym śladem wytyczonym przez tych krakusów z maczetą, podobnie jak oni starając się wyprzedzać epokę, więc tytuł felietonu pozornie nie ma nic wspólnego z incydentem na Krupówkach – jest raczej wyrazem tęsknoty za latem roku bieżącego, kiedy my, Polacy znów wykażemy się kozacką fantazją (tym razem w okolicach plaży) i będziemy finezyjnie kontynuować temat. A co później? Później przekujemy nasze nunczaku na lemiesze i będziemy drugą Japonią, przekujemy na lemiesze nasze maczety i zrobimy totalny Meksyk 2012.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2012