Nocny stolik Samuela

Jeden z moich nauczycieli na czcigodnym Gregorianum zalecał, aby studenci piszący prace naukowe zostawiali sobie na nocnym stoliku kartkę i długopis. Uważał, że umysł nigdy nie jest w pełni wyłączony, ale zawsze pozostaje w gotowości do użycia, szczególnie wtedy, gdy się na czymś intensywnie pracuje. Dlatego zawsze trzeba być gotowym na jakąś nową ideę, która ze snu wyrwać może. Szkoda, gdyby to, co dobre, a trwa tylko przez chwilę, miało się rozwiać w sennych zwidach. Dopiero rankiem będziemy umieli ocenić wartość tego wyrwania ze snu.
Czyta się kilka minut

Odkąd sięgnę pamięcią, zawsze intrygowała mnie historia powołania Samuela. Osobiście uważam tę scenę za jeden z najbardziej poruszających obrazów biblijnych. Oto mały chłopiec, pełen tak wielkiej pokory w służbie przed Arką Przymierza, nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że Bóg mógłby go wezwać na rozmowę z Sobą; słyszy przez sen głos. Trzykrotne wezwanie spotyka się z trzykrotnym błędnym odczytaniem pochodzenia Głosu. Dopiero stary, doświadczony kapłan uświadamia młodemu adeptowi służby świątynnej, że w rzeczywistości słyszy Słowo Boże.

Podobne wydarzenie, choć w nieco innym kontekście, miało miejsce w życiu pierwszych Apostołów. Słyszą Jana, który ogłasza wszem i wobec, że przechodzący wśród tłumu Jezus jest Barankiem Bożym, bez wątpienia obdarzając Cieślę z Nazaretu mesjańskimi prerogatywami. Tymczasem uczniowie, zafascynowani wprawdzie postacią, nie widzą w niej nic nadzwyczajnego. Ich odpowiedź na pytanie Jezusa "Czego szukacie?" rozczarowuje. Tytułują Go "rabbi", używając tego zwrotu nie bez powodu. Jeszcze nie są gotowi, by powierzyć się całkowicie nowemu Mistrzowi. Co więcej, odrzucają jakąkolwiek sugestię Jana o nadzwyczajności Jezusa. Traktują tego ostatniego jak zwykłego rabina, posiadającego swój dom, miejsce, gdzie udziela nauk swoim uczniom. Potrzebowali trochę czasu, świadectwa innych, by doszło do ich świadomości, że w rzeczywistości spotykają się z kimś więcej niż rabinem dzielącym się słowem nadziei. W rzeczywistości spotykają się z samym Słowem.

Opisy te z pewnością mogą posłużyć jako swoisty dziennik powołania ucznia. Podane są miejsca, daty, a nawet godziny wydarzeń. Myślę jednak, że w swojej głębszej warstwie te narracje traktują o sposobie przyjęcia Słowa Bożego przez ludzi. Okazuje się, że nasze spotkanie ze Słowem Boga nie jest prostym doświadczeniem z pierwszej ręki. By usłyszeć, że Bóg mówi, potrzeba nie tylko ciszy i spokoju. Potrzeba ludzi głębokich i pięknych duchem, potrafiących wprowadzić w przeżywanie spraw najwyższych. W kontakt z Bogiem wchodzi się zawsze przez kontakt z człowiekiem. Innych katalizatorów nie ma.

A sen? Cóż, Bóg zawsze będzie wchodził w nasze życie niespodziewanie. Najczęściej wtedy, gdy śpią nasze uczucia. Warto mieć wtedy na nocnym stoliku kartkę, aby sobie zapisać to słowo. Może właśnie na tym jednym słowie, owej boskiej myśli, przepłynie się bezpiecznie przez to życie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2009