Niepogoda dla centrum

Choć w Polsce niemało jest ludzi umiarkowanych politycznie, niechętnych wobec jakiegokolwiek populizmu - prawicowego czy lewicowego, to logika obecnych wydarzeń ogranicza pole manewru ewentualnej partii centrowej.

05.12.2004

Czyta się kilka minut

Na pytanie: “czym jest centrum polityczne?" możliwe są różne, nierzadko sprzeczne odpowiedzi. Inna będzie opinia badacza, inna polityka czy ideologa partyjnego. Uznanie poglądów za prawicowe, lewicowe czy centrowe jest względne i zależy od wielu czynników. Na status ten wpływają m.in. zmiany postaw politycznych w społeczeństwie i wyraźna dziś ewolucja stanowiska poszczególnych partii w różnych sprawach - ważnych i mniej ważnych. Zawsze zresztą tego typu określenia grzeszą uproszczeniami. Często, na przykład, Prawo i Sprawiedliwość ocenia się jako prawicowe, Ligę Polskich Rodzin zaś jako skrajnie prawicową, co ma umiarkowany sens interpretacyjny, jeśli pamiętać, że Liga za skrajny gospodarczo uważa zarówno liberalizm, jak etatyzm. Żeby jeszcze skomplikować sprawę: i PiS, i LPR, ale ostatnio też i Platforma Obywatelska, lubią wiele mówić o swej wrażliwości społecznej i, jak trzeba i nie trzeba, zagłosować sobie w Sejmie za rozwiązaniami zwiększającymi wydatki socjalne.

W obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych, pytanie o centrum jest także pytaniem o jego potencjalnego wyborcę, i o to, jak on sam lokuje swoje poglądy na mapie politycznej. Precyzyjne określenie własnych poglądów jest trudne, subiektywne i intuicyjne, a same poglądy często cechuje labilność. Ale można też oceniać swoje poglądy jako centrowe właśnie i wręcz umiarkowane, wyjąwszy jakąś konkretną kwestię, którą należałoby rozwiązać radykalnie... I dlatego ktoś np. popiera PiS, a nie Unię Wolności. Jak nazwać takie stanowisko wyborcy - radykalnie prawicowym czy umiarkowanym? Po prawdzie, może być on umiarkowanym w dziedzinie rozwiązań ekonomicznych, a radykalnym w zakresie niektórych rozstrzygnięć politycznych, bądź odwrotnie. Możliwości jest tu wiele i wiele oczywiście zależy od aktualnego ukształtowania sceny politycznej.

Oto przez pewien czas za prawicowo-centrową uchodziła PO. Dziś, gdy po części ściga się ona z PiS, czy nawet z LPR o klientelę mniej czy bardziej radykalną, ale - co ważne - zdecydowaną pójść do urn wyborczych, jej niedawny jeszcze wizerunek partii względnie umiarkowanej blaknie. Platforma zatem na pozór zdaje się rezygnować np. z elektoratu Unii Wolności. Zarówno z tych zwolenników Unii, którzy 6-8 miesięcy temu, wobec braku szans wyborczych swojej partii, opowiedzieliby się, może z ciężkim sercem, za PO, aby w ten sposób powstrzymać marsz w górę LPR czy Samoobrony, jak i tej ich części, która jeszcze przy Unii pozostała. A jest to klientela ogólnie uznawana za umiarkowaną i centrową, oraz, co ważne, świadomą obywatelsko i dlatego aktywną wyborczo. W jakimś stopniu zresztą wniosek ten może dotyczyć też liberalnie nastawionej części elektoratu lewicowego, który na Sojusz Lewicy Demokratycznej, a tym bardziej na Unię Pracy nie zagłosuje, a zawaha się przy Socjaldemokracji Polskiej.

Rodzimi centryści

Niemniej mimo różnych wątpliwości merytorycznych i metodologicznych, jeśli w kolejnych badaniach potwierdzą się ogłoszone w połowie listopada wyniki sondażu CBOS-u, odnotowujące zwiększanie się niechęci do udziału w wyborach ludzi określających swoje poglądy jako centrowe - będzie to rzeczywiście zastanawiające i niepokojące. Oznaczałoby to bowiem, że wstrzymują się oni od korzystania z demokratycznego przywileju (i jednak obowiązku) uczestnictwa w akcie wyborczym, dołączając do wyborców, którzy nie mają sprecyzowanych poglądów, a którzy w swej masie i tak nie głosowali uprzednio, a zapewne nie będą głosować teraz.

Zarazem jednak fakt, że elektorat oznaczony w badaniu jako centrowy nie zamierza pójść do wyborów, może po prostu oznaczać, iż przynajmniej jego część w rzeczy samej tak samo nie ma poglądów, jak grupa osób “od zawsze" nie uczestniczących w wyborach, i że jedynie wzgląd na swoistą “poprawność polityczną" każe im się tak określać. Natomiast w odniesieniu do innej części tak zdefiniowanej grupy (z pewnością mniej licznej), świadomej jednak swych postaw i poglądów, zapowiedź nieuczestniczenia w akcie głosowania można wyjaśnić niewiarą, iż jest na scenie politycznej reprezentująca ich interesy i poglądy partia, mająca przy tym realną szansę wejścia do parlamentu.

Czy taką będzie znowu UW? W największym stopniu zależy to od systematycznego przekraczania przez nią 5-proc. progu wyborczego - wszak jej potencjalni wyborcy do końca się przecież nie rozpłynęli.

A może takim ugrupowaniem stanie się Partia Centrum? Na 7 - czy może bardziej prawdopodobne - na 10 miesięcy przed wyborami nic jednak nie wskazuje, by ugrupowanie prof. Zbigniewa Religi, który zresztą nie chce mu już przewodzić, miało jakiekolwiek szanse na sukces.

Może taką siłą okaże się Polskie Stronnictwo Ludowe? Wątpliwe. Jego centryzm bowiem, zwłaszcza dla elektoratu miejskiego, jest więcej niż problematyczny. Ponadto, partia Janusza Wojciechowskiego deklaruje, że do wyborów chętnie poszłaby w bloku z prawicą, i to o zabarwieniu raczej narodowym, a z Religą, jak się rozumie, jedynie (a może aż?) jako kandydatem na prezydenta. Na marginesie: cóż to jest jednak za centrum, jeśli z PSL wchodzi w układy?

Zauważmy, że logika obecnych wydarzeń politycznych w kraju ogranicza wyraźnie pole manewru dla aktywności publicznej partii centrowej, choć zarazem jest niemało ludzi umiarkowanych politycznie, niechętnych wobec populizmu - jakiegokolwiek populizmu: prawicowego czy lewicowego.

Wbrew popularnej opinii proces transformacji w Polsce jeszcze się nie skończył: zwłaszcza w odniesieniu do sfery mentalnej i psychologicznej społeczeństwa, w którym “nowe" walczy ze “starym", czyli tradycjonalizmem skojarzonym nadto z tęsknotą za ładem minionym i z silną niechęcią do gospodarki rynkowej. Potrzebne jest sprawne i uczciwe państwo, dobrze pracujący parlament, kompetentna administracja centralna i komunalna, wiarygodna trzecia władza - czyli sądownictwo. Czy jednak w celu osiągnięcia tych standardów państwa prawa - prawda, że wręcz podstawowych - konieczne są metody radykalne, właściwie rewolucyjne, albo wręcz zasadnicza zmiana ustroju Rzeczypospolitej? Można się domyślać, choć nie wiemy tego jeszcze na pewno, że bardziej wykształcona i refleksyjna część elektoratu umiarkowanego i centrowego właśnie owe metody i towarzyszącą jej frazeologię może odczuwać jako zagrożenie dla swoich praw, obawiając się, słusznie czy niesłusznie, że kraj stanie się ofiarą skrajnych praktyk, być może nie tylko politycznych.

Ikona polskiego centrum

Wracając zaś do sztandarowej partii centrum - Unii Wolności. Odcina się ona od PiS i PO, od SLD i LPR. Jest przewidywalna, ma program, w polityce zagranicznej bardzo proeuropejska i zarazem proamerykańska; jest propaństwowa i reformatorska, jednoznacznie prorynkowa; cechuje ją wstrzemięźliwość w sięganiu po rozwiązania “niekonwencjonalne", przestrzega przed pochopnymi zmianami w konstytucji i w ogóle w systemie ustrojowym... To ostatnie lokuje Unię - poniekąd bez jej winy i w doraźnym, ale przecież tak istotnym przedwyborczo kontekście - niebezpiecznie blisko stanowiska lewicy w parlamencie. Ta z kolei nie chciałaby właściwie niczego zmieniać, kurczowo broniąc ustrojowego status quo i swej pozycji władczej w życiu gospodarczym (ale i w innych dziedzinach), jako żywo przypominającego kapitalizm polityczny znany z innych krajów.

W warunkach ostrej obecnie polaryzacji na scenie politycznej i w zestawieniu z ową rozważną, bez krzty szaleństwa, postawą UW, jej uprzednimi prawdziwymi i rzekomymi przewinami, braniem odpowiedzialności za niezbędne, ale uciążliwe reformy gospodarcze i społeczne procesu transformacji oraz - co wcale nie nieważne - dalece niejednoznacznymi wynikami kolejnych sondaży - wszystko to powstrzymuje potencjalnego zwolennika Unii przed głosowaniem na tę partię.

Źródła radykalizmu

Wreszcie: owa radykalizacja stanowisk większości partii opozycyjnych - polityczna i społeczna - nie bierze się znikąd. I nie jest li tylko skutkiem rozkręcającej się kampanii przedwyborczej, lecz odzwierciedla także otaczającą nas rzeczywistość. Mamy również do czynienia z radykalizacją żądań i postulatów, będącą wynikiem przyjęcia przez wszystkie niemal partie opozycyjne takiej a nie innej taktyki walki politycznej. Trudno ocenić, czy radykalizacja ta osiągnęła “racjonalny" pułap, poza którym spotykamy się już z czystym i groźnym dla państwa oraz społeczeństwa awanturnictwem politycznym.

Tak czy tak, możliwe jest, że radykalizacja to rezultat błędnej diagnozy stanu spraw publicznych bądź mylnego zhierachizowania wagi oczekiwanych przez społeczeństwo doraźnych i perspektywicznych rozwiązań ustrojowych i politycznych. Może jednak być też wynikiem prawidłowej analizy potencjalnego elektoratu: żadna z tych partii nie liczy już na zniechęcone centrum (umiarkowanych), swoje rachuby wiążąc z klientelą przychylną hasłom bardziej radykalnym. To przypuszczenie sprawdza się także w wypadku PO. Sondaże dowodzą, że odwołanie się przez partię Rokity i Tuska do frazeologii radykalnej i jednak populistycznej wcale jej, jak dotąd, nie zaszkodziło. Platforma od pewnego czasu ma stałe 24-29 proc. poparcia i wyraźnie pozostawia w tyle wszystkich konkurentów, także tych z prawa. Gdy zaś chodzi o niejednoznaczny elektorat środka, to niewykluczone, że pewna jego część, w obliczu radykalizowania się walki wyborczej, nie mając swojej partii- pewniaka do parlamentu, zagłosuje na faworyta. Chyba że PO zaskoczy ich jakąś zupełnie już wyjątkową populistyczną ekstrawagancją.

***

Jaki zatem impuls mógłby zmobilizować centrum, by ruszyło do wyborów? Nie wiem. Pewnie nie tylko ja. Kto jednak potrafi wyrwać z letargu ten segment elektoratu, co - pozwolę sobie na pesymizm - graniczyłoby z cudem, wpłynąłby w istotnym stopniu na kształt przyszłej koalicji rządzącej. Czy będą to rządy PO i PiS, czy jednak gabinet wspierany także przez LPR lub z jej udziałem, czy może - PO, PiS i jednak... UW?

Jan Kofman jest politologiem - profesorem w Uniwersytecie w Białymstoku i w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Był współzałożycielem, a w l. 1982-94 redaktorem naczelnym niezależnego kwartalnika politycznego “Krytyka". Wydał m.in.: “Nacjonalizm gospodarczy - szansa czy bariera rozwoju" (1992) oraz (z Wojciechem Roszkowskim) “Transformacja i postkomunizm" (2000).

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]