Naruszanie demokracji

Podczas bojkotu kilku głosowań w Sejmie pojawiły się oskarżenia, że opozycja narusza w ten sposób demokrację. Jest to oskarżenie bezpodstawne i niebezpieczne. Można raczej powiedzieć, że to rządząca koalicja narusza demokrację, próbując zmienić ordynację tuż przed wyborami, jednak i tego argumentu nie traktowałbym poważnie. Zapytajmy zatem, kto i kiedy narusza demokrację, a kto i kiedy jej nie narusza?.
Czyta się kilka minut

Żadne głosowanie w Sejmie, jeżeli nie prowadzi do uchwalenia ustawy niezgodnej z Konstytucją, nie narusza demokracji. Posłowie mogą głosować, ale nie muszą. Kiedy odmawiają głosowania, stwarzają niecodzienną sytuację, ale nie ma w tym niczego niezgodnego z prawem czy demokracją. Demokracja to nie Sejm czy zbiór zasad dotyczących sposobu głosowania, lecz władza ludu, czyli postępowanie zgodne z wolą wyborców i zasadą rozdziału władz. Sejm w ogóle nie jest instytucją specjalnie ważną, bowiem władza ustawodawcza, jaka mu przysługuje, jest tylko jedną z władz (obok, posiadającej praktyczną przewagę, władzy wykonawczej i sądowniczej). Otóż Sejm naruszyłby demokrację, gdyby uchwalił ustawę ograniczającą rolę jednej z dwóch pozostałych władz, np. władzy sądowniczej (Trybunału Konstytucyjnego). Tak jak nie wolno władzy wykonawczej narzucać swojej woli, podobnie ograniczona jest władza Sejmu. W Polsce ostatnio wydaje się, że klasyczna zasada rozdziału władz wydaje się rządzącej koalicji przeszkadzać.

W USA i na Zachodzie Europy pojawia się od kilku czy nawet kilkunastu lat tendencja do ograniczania roli demokracji, a zwłaszcza demokracji rozumianej jako wola ludu. Argumenty są znane, tyle że obecnie wydają się bardziej aktualne niż dawniej. Pierwszy: demokratyczny sposób rządzenia jest powolny, mało skuteczny i często przez to utrudnia, zamiast ułatwiać, podejmowanie ważnych decyzji. Drugi: obywatele są niedostatecznie zorientowani w wielu zawiłych sprawach politycznych czy gospodarczych, tak że lepiej byłoby, gdyby, zachowując maksimum wolności prywatnej, nie dopuszczano ich do spraw publicznych, bo tylko mącą i zabierają czas swoją niekompetencją.

Argumenty te nie są bezpodstawne, bo rzeczywiście demokracja nie wyróżnia się skutecznością, a wola ludu jest często wolą obywateli, których niezbyt ciekawi polityka i słabo się w niej orientują. Jednak w gruncie rzeczy argumentacja taka prowadzi do jednego wniosku: najlepszy byłby system mniej lub bardziej oświeconego absolutyzmu. I istotnie można by się z tym argumentem zgodzić, gdyby oświecony absolutyzm podlegał kontroli. A jaka to mogłaby być kontrola? Tylko demokratyczna i tu się koło zamyka. A zatem wszystkie formy zasadniczej krytyki demokracji, a nie tylko rozsądnej krytyki jej ułomności, które należy poprawiać, prowadzą do niekontrolowanego absolutyzmu. Nie ma innego wyjścia.

Oczywiście w życiu publicznym nic nie jest do końca jasne i mogą funkcjonować formy hybrydalne, np. demokracja obejmująca część (mniej ważnych) spraw państwa i silna, niemal absolutna władza wykonawcza w innych dziedzinach. Jednak na dłuższą metę taka sytuacja jest nie do utrzymania i system polityczny albo powróci na tory demokratyczne, albo na tory absolutystyczne. Dlatego obywatele mają prawo do nieposłuszeństwa obywatelskiego i dlatego prawo do nieposłuszeństwa mają wszystkie organy państwa wtedy, kiedy oceniają sytuację jako zagrażającą podstawom demokracji. Ktokolwiek dokonuje zamachu na zasady demokracji, ten musi ponieść konsekwencje, które polegają na usunięciu z udziału w życiu publicznym. Rezygnując z obrony demokracji przed zakusami jednej z władz na inne, zrezygnowalibyśmy z naszych uprawnień obywatelskich.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2006